Zdecydowanie mam bardzo duże powody do dumy ostatnio - kompletnie nic, ale to naprawdę nic z wyprzedaży ;)
Odwiedziłam kontrolnie trzy Sephory, sprawdzić czy na pewno przypadkiem nie przepuszczam okazji życia i okazało się, że albo ta tegoroczna obniżka jest tak nędzna /pomijam 'swoje' perfumy, które zobaczyłam w bardzo atrakcyjnej cenie, a po kilku godzinach nie było już po nich śladu/, albo ja naprawdę w końcu spotkałam się z rozumem i dotarło do mnie, że wszystko czego potrzebuję z kosmetyków kolorowych, już mam.
Jedynym produktem, którego brak uświadomiłam sobie kilka dni temu, był zielony eyeliner w żelu. Oczywiście pierwsze o czym pomyślałam, zwłaszcza po swatchach Sroki to Sephora i YSL. Ale chyba jednak naprawdę nie powinnam wątpić w swój zdrowy rozsądek, ponieważ uświadamiając sobie, że jakkolwiek piękny i idealny nie byłby to kolor, to jest to raczej taki produkt, którego pewnie nigdy nie zdołam zużyć do końca i mniej szkoda będzie mi ciepnąć w kubeł Essence niż YSL - podreptałam do Natury po linerek Essence 04 I Love NYC.
Przypadek sprawił, że postawiłam wózek z Małą dokładnie przy szafie Rimmel i w oczy rzucił mi się podkład Match Perfection do którego niebawem zaczną prawdopodobnie powstawać ody. Aktualnie podkład ten przeceniony został na 23,99pln, więc naprawdę nie było powodów, by go nie wypróbować. Nie chcę przesądzać, ale mam spore szanse być chyba jedną z niewielu osób, która się z tym podkładem nie polubi. Na razie jedyne co stwierdzam to koszmarny, męczący zapach i uwidocznienie każdej, nawet mikroskopijnej skórki. Najjaśniejszy kolor mimo wszystko jest dla mnie ciut zbyt ciemny. Recenzja oczywiście za jakiś czas. Swatche również, ponieważ dzisiejsze zdjęcia robione były późnym popołudniem i światło nie pozwalało już na ich zrobienie.
No i ostatnia, ale najważniejsza rzecz, to przemiła niespodzianka od kochanej A. - jeszcze raz bardzo Ci dziękuję ;*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 stycznia 2012
wtorek, 18 października 2011
Essence - Stay All Day /long lasting eyeshadow/ i ogłoszenia parafialne
Witam po dłuższej przerwie.
Za mną okres kilku dni niewyobrażalnego dla mnie do tej pory strachu i stresu. Mam nadzieję, że zażegnany raz na zawsze, ale tą pewność w 100% zyskam dopiero za około trzy tygodnie. Nie miałam niestety ani głowy, ani czasu, ani siły, by zajmować się postami.
Teraz blog powinien trochę odżyć, niemniej jednak w pełni wrócę dopiero po weekendzie, ponieważ przed końcem tygodnia muszę zrealizować jeszcze dwa istotne projekty. Dopiero wtedy będę miała więcej czasu, by popisać zaległe recenzje, poodwiedzać Wasze blogi, poodpisywać na komentarze /za które serdecznie dziękuję :)/
Za mną okres kilku dni niewyobrażalnego dla mnie do tej pory strachu i stresu. Mam nadzieję, że zażegnany raz na zawsze, ale tą pewność w 100% zyskam dopiero za około trzy tygodnie. Nie miałam niestety ani głowy, ani czasu, ani siły, by zajmować się postami.
Teraz blog powinien trochę odżyć, niemniej jednak w pełni wrócę dopiero po weekendzie, ponieważ przed końcem tygodnia muszę zrealizować jeszcze dwa istotne projekty. Dopiero wtedy będę miała więcej czasu, by popisać zaległe recenzje, poodwiedzać Wasze blogi, poodpisywać na komentarze /za które serdecznie dziękuję :)/
czwartek, 8 września 2011
Recenzja - Essence - Ballerina Backstage - 03 grand-plié in black Creamy E/S
Pogoda za oknem nie rozpieszcza, w zasadzie powoli robi się już jesień. Generalnie, gdy jest ładnie i nie leje to moja ulubiona pora roku, natomiast kiedy jest tak jak dzisiaj, czyli nie przestaje padać nawet na 10 minut, to całą moją miłość do jesieni momentalnie szlag trafia. A że z reguły makijaż jakoś tak nawet samoistnie wpisuje się w mój nastrój, to dzisiaj na moich oczach gościło ciemne smoky w kolorze mojej drugiej po Rare Find miłości z LE Semi Precious MAC'a - Dark Indulgence. A skoro robiłam już ciemny makijaż, to postanowiłam też w końcu przetestować czarny kremowy cień z LE Ballerina Backstage Essence. Wstępnie przedstawiałam Wam go tu - KLIK!, a dzisiaj troszkę więcej o nim ;)
czwartek, 25 sierpnia 2011
Faza testowa - Essence - Ballerina Backstage
Generalnie LE Essence kusiła mnie od momentu zobaczenia zdjęć promocyjnych. Moje trzy typy z tej kolekcji to najjaśniejszy błyszczyk i dwa cienie w kremie - 01 i 03. Oczywiście, kiedy przedwczoraj dotarłam do Natury stand był całkowicie wymieciony i jedyną rzeczą z tych, na które miałam ochotę był czarny cień 03 Grand-Plie In Black. Biorąc pod uwagę cenę - 9,90pln przebolałam brak testera i powędrowałam z nim do kasy. Nie wykorzystywałam go jeszcze w makijażu, także nie jestem w stanie określić jego trwałości i tego jak będzie zachowywał się na powiece, ale nie spodziewam się fajerwerków. Zwłaszcza, że po zrobieniu zdjęć przetarłam swatch palcami nie starając się nawet zetrzeć go za bardzo, a on rozpłynął się bez śladu ;) Jeśli tylko znajdę dłuższą chwilę na bardziej zaawansowany makijaż niż tylko Vanilla + Shadowy Lady + tusz do rzęs z pewnością wypróbuję ten kremowy cień, ale chyba raczej jako kolor pod cień, położony dodatkowo na bazę niż samodzielny produkt :)
m.m.
m.m.
poniedziałek, 18 lipca 2011
Faza testowa - Gel Eyeliner od Essence - 03 Berlin Rocks
Wczoraj będąc w Naturze Skusiłam się w końcu na ten eyeliner. Muszę się absolutnie szczerze przyznać, że jestem totalnym beztalenciem jeżeli chodzi o robienie kresek - co najśmieszniejsze - jedynie na samej sobie. Wypróbowałam już chyba wszystkie dostępne na rynku możliwości - planuję, może nawet dzisiaj, wrzucić Wam kilka rozwiązań dla takich ciap w tym temacie jak ja. Jednym z takich właśnie ideałów dla kogoś, kogo to przerasta jest żelowa formuła eyelinera - ale nie to, co Inglot nazywa żelowy linerem, tylko normalny, prawdziwy żelowy eyeliner. ;) Moim faworytem w tym temacie jest Fluidline od MAC'a, słyszałam też dużo dobrego o Bobbi Brown, ale tu jest niestety większy problem z dostępnością, zresztą, kiedy kupowałam MAC'a o BB w Polsce nie było jeszcze nawet słychać i tak pozostałam mu wierna, zwłaszcza, że nie jestem aż taką kreskoholiczką i MAC w zupełności zaspokaja moje potrzeby, a jego czerń nie jest bardzo ostentacyjna - czego bardzo w dziennym makijażu nie lubię.
Zazwyczaj kolorowe kreski robię przy pomocy cienia na mokro, jednak ilość wszechobecnych zachwytów nad tym produktem, a także - nie ukrywam - jego cena - 11pln - sprawiły, że postanowiłam go wypróbować.
Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne - kreseczkę udało mi się zrobić szybko i sprawnie - oczywiście do jakiegokolwiek ideału baaaaaardzo jej daleko. Eyeliner sam w sobie ma fajną kremową konsystencję i ładny kolor.
Poniżej kilka zdjęć - recenzja wkrótce :)
Zazwyczaj kolorowe kreski robię przy pomocy cienia na mokro, jednak ilość wszechobecnych zachwytów nad tym produktem, a także - nie ukrywam - jego cena - 11pln - sprawiły, że postanowiłam go wypróbować.
Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne - kreseczkę udało mi się zrobić szybko i sprawnie - oczywiście do jakiegokolwiek ideału baaaaaardzo jej daleko. Eyeliner sam w sobie ma fajną kremową konsystencję i ładny kolor.
Poniżej kilka zdjęć - recenzja wkrótce :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






