Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clinique. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clinique. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 października 2012

Fight Like A Girl


Październik od wielu lat jest miesiącem różowej wstążki - walki z rakiem piersi. To właśnie na ten miesiąc przypadają eventy i akcje związane z tą inicjatywą. Jedną z nich są limitowane edycje produktów koncernu Estee Lauder. Zapakowane w różowe kosmetyczki, czy torebki, wyposażone w zawieszki, czy breloki. Dostępne w zestawach z pędzlami. Czekają w perfumeriach, niejako pomagając pomagać. Zyski z ich sprzedaży zasilają konta fundacji, czy wspierają badania. Przed Wami dzisiaj jedna z propozycji - błyszczyk-balsam Chubby Stick w limitowanym odcieniu z różową kosmetyczką, która oczywiście natychmiast znalazła nową właścicielkę - autorkę powtarzanego mniej więcej 30 razy dziennie, przy każdej okazji zdania - 'róziowy to mój ulubieńsi kolor na całym świecie' 











Plumped Up Pink jest półtransparentny. Jedna warstwa nie daje praktycznie w ogóle koloru, a jedynie fantastycznie podkreśla barwę ust. Dopiero kilkakrotne przesunięcie kredką po wargach sprawia, że Chubby Stick daje wyrażny i widoczny kolor.

Pod tym linkiem - KLIK! - znajdziecie pełną recenzję produktu Chubby Stick. Od tamtego momentu moja ocena nie uległa zmianie. Uważam je za jedne z lepszych i ciekawszych propozycji, a teraz po poszerzeniu gamy kolorystycznej kuszą mnie jeszcze bardziej i z całą pewnością w najbliższym czasie zakupię jeszcze fiolet, bądź wisienkę.

Produkty z Różową Wstążką znajdziecie w perfumeriach - teoretycznie w październiku, jednak w praktyce zapewne znacznie dłużej. Nie są one objęte promocjami, ani zniżkami.

niedziela, 29 lipca 2012

Zaskoczenie - recenzja - Clinique - stay-matte oil-free makeup

Te z Was, które na tym blogu bywają w miarę regularnie zdążyły już zapewne zauważyć, że jestem wierną fanką marki Clinique. Na mojej skórze te produkty sprawdzają się świetnie, pomagają mi utrzymać moją mieszaną w kierunku do suchej w idealnej formie i kondycji, zapobiegają niespodziankom, nie wysuszają, nie zapychają, a ja przestałam już w zasadzie patrzeć na inną pielęgnację niż ta z koncernu EL. Jednak mimo to, do podkładów Clinique podchodziłam zazwyczaj bardzo sceptycznie i kompletnie nie ciągnęło mnie w ich stronę. Zdecydowanie lepiej służył mi MAC StudioFix i Estee, a spoza tych marek wśród ulubieńców prym wiódł Dior i Lingerie Guerlaina. Te spod szyldu Clinique kojarzyłam raczej z ciężkimi, trudnymi do rozprowadzenia pastami i niemożliwą do zaakceptowania kolorystyką. Jakieś prawie dwa miesiące wstecz okazało się, że prawdopodobnie zatrzymałam się ca. 7-8 lat temu i to, co w tej chwili oferuje marka, ilość opcji i konsystencji dla każdej cery i jej problemów nijak ma się do tego, co siedziało w mojej głowie.


piątek, 22 czerwca 2012

A już niebawem...

 Moje Drogie, przez kilka kolejnych dni jestem po uszy zakopana w Lounge Magazynie, ponadto jutro szykuje mi się urlop od życia i cały dzień w ukochanym Krakowie, dlatego przez moment będzie mnie tu mniej, ale w połowie przyszłego tygodnia powinnam być już na dobre z powrotem, a wraz ze mną - między innymi - poniższe tematy. Jeżeli któryś interesuje Was szczególnie - dajcie znać, a postaram się nadać mu podwyższony priorytet.
  •  Korektory - mały przegląd poniższych /+ rozbitego w drobny mak Pro Longweara/ oraz opinie na ich temat


  • Miód z cytryną ;)

  •  Sypańce - Kryolan oraz MUFE - bez przerwy pieję z zachwytu nad Redness Solutions Clinique - pora na moich dwóch pozostałych ulubieńców w kategorii puder sypki
  • Paint Poty MAC - co to jest, jakie jest, jak nakładać i ogólnie co z tym zrobić, by pokochać ;)


 m.m.

sobota, 9 czerwca 2012

Minimalizm

Na samym początku maja - KLIK! przedstawiałam Wam swój zestaw do zadań specjalnych, po który sięgam zawsze kiedy potrzebuję makijażu, który przetrwa w niezmienionym stanie cały bardzo długi dzień - nie rozpłynie się, nie zwarzy, słowem kompletnie nic się z nim nie stanie. Mimo, że aplikuję wtedy na twarz całą masę produktów, nie kombinuję i sięgam jedynie po te sprawdzone ponieważ to wyjątkowe sytuacje i muszę mieć pewność.
Inaczej niż na co dzień, kiedy naprawdę bardzo dużo eksperymentuję i testuję - różne produkty, różne rozwiązania, różne połączenia. Natomiast wśród tych codziennych sytuacji zdarzają się również takie, kiedy bardzo się spieszę, moje dziecko absolutnie nie ma ochoty przez chwilę zająć się sobą/bajkami/zabawkami, lub chociażby moimi cieniami do brwi, albo mam po prostu małego leniuszka i nie mam mocy wysmarowywać na powiekach skomplikowanych malowideł.
Przedstawiam Wam zatem dzisiaj najbardziej minimalistyczny i najbardziej błyskawiczny makijaż w moim wydaniu - już mniej i szybciej się po prostu nie da ;) W przeciwieństwie do tamtego żelaznego zestawu, temu zdarzają się zmiany, aczkolwiek nie drastyczne.


Twarz -
Age Defense BB cream od Clinique - testuję go intensywnie od kilku dni i muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona - do tej pory używałam BB Waterdrop od Lioele, ale byłam z niego średnio zadowolona. Za wcześnie na pełną recenzję, ale zapowiada się naprawdę dobrze.
Puder Redness Solutions również od Clinique - recenzja - nadal mój ulubiony sypaniec, po którego sięgam najczęściej. Abstrahując już nawet od tego, że jest tak piekielnie wydajny, że posłuży mi chyba jeszcze w kolejnym stuleciu.
Rozświetlacz Crew i bronzer Nude On Board - recenzja - więcej już chyba mówić nie trzeba - uwielbiam niezmiennie od momentu, w którym ich dotknęłam. Są świetnej jakości, dobrze napigmentowane, idealne na lato i błyskawiczne w użyciu.

Oczy -
 Paint Pot Soft Ochre - tak bardzo przyzwyczaiłam się do bazy, że bez niej nie potrafię. PP świetnie sprawdza się w tej roli i to po niego sięgam najczęściej, jeśli nie stosuję Stay Don't Stray Benefitu.

Eyeliner w żelu Fluidline Blacktrack - świetny, bardzo wydajny produkt. Nie, nie bawię się w malowanie kresek na powiekach w wersji minimum, ale aplikuę go w linii rzęs na górnej i dolnej powiece i rozcieram pencil brushem definiując w ten sposób oko. Mam niestety taki typ urody, który wymaga mocniejszej oprawy oczu, bo inaczej się gubią i wyglądam źle. Dlatego zawsze używam eyelinera, kredki, bądź chociażby ciemnego cienia.

Cienie - moje absolutne minimum to na chwilę obecną Satin Taupe na całej górnej powiece roztarty Moleskine /LE Mac Me Over/, często sięgam również po zestaw Vex+Shadowy Lady w załąmaniu i zewnętrznym kąciku - ale wtedy zamieniam Blacktracka na purpurową kredkę.

Tusz - niezmiennie ukochany Opulash Optimum Black.

Na zdjęciu brakuje jeszcze korektorów - w chwili obecnej sięgam zamiennie po MAC Pro Longwear /świetny produkt, za którego recenzję zabieram się już od dawna/ oraz Redness Solutions /również bardzo dobry i również czeka na swoją recenzję ;)/

To byłoby na tyle - zapewne część z Was uzna, że jest tego dużo jak na minimalistyczny makijaż, ale ja naprawdę mniej już nie potrafię :) Może tak jak poprzednio i tym razem pokusicie się o stworzenie swoich zestawów makijażowych leniuszków... Bardzo chętnie poczytam i obejrzę

m.m.

czwartek, 31 maja 2012

Ujarzmione trendy - Clinique Almost Lipstick

W połowie marca /KLIK!/ przedstawiałam Wam trendy na nadchodzący sezon S/S 2012 pod kątem produktów, które w makijażach inspirowanych nimi najlepiej się sprawdzą. Jednym z nich był właśnie Almost Lipstick Clinique. Ponieważ czerwień tego lata przybiera lżejszą formę, jest delikatniejsza, mniej ostentacyjna i bardziej dziewczęca, niż kobieca - odcień Luscious Honey, który wraz z innymi tej wiosny wszedł do stałej oferty marki, wydaje się być idealną odpowiedzią. Produkt tak lekkiej wagi sprawdzi się również w pracy, czy na weekendowym spacerze, jest też świetną propozycją dla tych z Was, które nie mają jeszcze w sobie na tyle odwagi, by założyć czerwień intensywną i przykuwającą wzrok.


poniedziałek, 28 maja 2012

A już niebawem...

Jeśli macie podobną do mojej wadę wrodzoną - mianowicie nie jesteście w stanie wyleżeć plackiem na słońcu tych kilku godzin, bądź też nie macie na to czasu, a porcelanowa bladość mimo wszystko w okolicach maja/czerwca zaczyna Wam już ciążyć...

sobota, 19 maja 2012

Mała spryciara - Bottom Lash Mascara - Clinique

Przyznam szczerze, że na samym początku, gdy tylko po raz pierwszy zetknęłam się z materiałami dotyczącymi tego maluszka pomyślałam, że to czysta fanaberia. Dopiero później, zaczęłam zastanawiać się na tym produktem i dotarło do mnie, że praktycznie codziennie walczę z upacianą tuszem dolną powieką, a nierzadko - kiedy potrzebuję bardzo precyzyjnie pomalować rzęsy, zdarza mi się również walczyć z plamami tuszu na górnej. Pół biedy, kiedy makijaż jest ciemny i w miarę łatwo jest to usunąć nie czyniąc poważniejszych szkód. Niestety na jasnym tle plamy są znacznie bardziej widoczne, a próby poprawienia cienia po starciu tuszu kończą się często cieniem osypanym na rzęsach i tak w koło Macieju. Nie mówiąc już nawet o tym, że moja miłość do szczot wielkości wyciora do butelek praktycznie udaremnia mi dokładne wytuszowanie rzęs w wewnętrznych kącikach.


Bottom Lash Mascara marki Clinique ma być w założeniu remedium na te makijażowe bolączki. I muszę przyznać, że jest ;)


Opakowanie jest urocze - srebrne, w kwiatki - ładnie prezentuje się na toaletce, czy w kufrze.
Szczoteczka jest malutka - stożkowa, dzięki temu świetnie dociera do nawet najmniejszych rzęs, zarówno dolnych, jak i tych  w wewnętrznym kąciku na górnej powiece.
Tusz aplikuje się bez problemów, grud i kluch. Nie rozmazuje się, ani nie osypuje w ciągu dnia. Zmywa się bez trudu micelem.


Lubię w niej to, że po wyjęciu szczoteczki na jej czubku nie ma tej kluski, która zwykle bywa w standardowych tuszach. Operuje się nią wygodnie, czego również obawiałam się ze względu na jej mikro rozmiar. Maskara nie podrażnia, ani nie powoduje łzawienia.


W moim odczuciu to naprawdę przydatny i funkcjonalny produkt. Świetna odpowiedź na pomysły malowania rzęs szczoteczkami do czyszczenia przestrzeni międzyzębowej i tym podobne ;)

m.m.

czwartek, 15 marca 2012

Recenzja - Clinique 7 Day Scrub Cream

Od momentu w którym zostałam mamą cierpię na chroniczny niedoczas. Niestety czas, który poświęcałam sobie 2 i pół roku temu musiał ulec znacznemu skróceniu, a luksus przesiadywania w łazience godzinami pozostał jedynie miłym wspomnieniem. Rano wiję się jak w ukropie, żeby zdążyć ze wszystkim, a wieczorem padam na twarz i skomplikowane i czasochłonne zabiegi kosmetyczne są najczęściej ostatnią rzeczą o której marzę i na które miałabym siłę i ochotę. Dlatego doceniam szybkie rozwiązania w każdej, nawet kosmetycznej dziedzinie. I oto przed Wami jedno z takich błyskawicznych rozwiązań.  
Clinique 7 Day Scrub Cream posiadam w wersji mini, był dołączony do któregoś z zestawów marki. Oczywiście to, co za chwilę napiszę ani trochę nie umniejsza mojego uwielbienia dla dwufazowego zdzieraka Sephory, ale stosowanie go jest znacznie bardziej skomplikowane i najczęściej mam na to czas góra raz w tygodniu, a peelingu moja skóra potrzebuje znacznie częściej.



wtorek, 14 lutego 2012

Faza testowa - Clinique Moisture Surge Intense - skin fortyfying hydrator



Schyłek zimy - końcówka stycznia, luty i marzec to z nie do końca wyjaśnionych przyczyn najgorszy okres dla mojej skóry. To apogeum jej przesuszenia i dyskomfortu. Niestety poza tym, że moja skóra miejscami jest sucha jak pieprz pozostaje nadal moja standardową mieszaną cerą wrażliwą na zbyt bogate, zapychające konsystencje. Odpada więc sięganie po zimowe kosmetyki stojące na półce mojej córy. Kolejny rok z rzędu poszukuję rozwiązania, które zapewni mojej skórze komfort nie wywołując przy tym niekontrolowanego wysypu. W ciągu ostatnich dwóch tygodni diametralnie zmieniłam swoją pielęgnację /poza oczyszczaniem, oczywiście/ i w każdym kolejnym tygodniu wprowadzam nowy produkt obserwując reakcję mojej skóry. O kremie nawilżającym, który wprowadziłam na noc z dniem dzisiejszym za moment. Produkt, który ma pomóc mi zwalczyć rozszerzone pory przedstawię Wam w kolejnym poście, natomiast ten, który pomóc ma w opóźnieniu tego, co i tak nieuniknione - niebawem.

Klasyczny, dostępny do tej pory w perfumeriach Moisture Surge jest moim bezsprzecznym faworytem w kategorii nawilżanie. Świetnie spełnia swoją rolę, nie zapychając przy tym i nie powodując innych przykrych niespodzianek. Jego żelowa formułą jest dla mnie strzałem w dziesiątkę, ponieważ nic mnie tak nie zniechęca jak ciężkie, bogate kremy. Biorąc pod uwagę to, a także problemy z jakimi boryka się moja skóra na przedwiośniu nie mogłam odmówić sobie przetestowania nowej, bardziej treściwej, przeznaczonej dla skóry odwodnionej, ekstremalnie przesuszonej i mieszanej ze skłonnością do przesuszeń wersji mojego ulubieńca.

Wg. producenta krem Moisture Surge Intense to krem zapewniający intensywne 24godzinne nawilżenie. Pozostawia skórę w pełni nawilżoną, a przy tegularnym stosowaniu zwiększa jej zdolność do zatrzymywania wilgoci oraz wzmacnia barierę ochronną skóry. Odpowiedni dla skóry b. suchej, suchej i mieszanej w kierunku suchej.

Zastosowałam MS Intense dopiero raz, dlatego na moje wrażenia będziecie musiały trochę zaczekać. Jedyne, co na ten moment mogę powiedzieć, to że konsystencja mile mnie zaskoczyła ponieważ krem nadal pozostał przyjemnie lekki, chociaż jest bardziej aksamitny niż klasyczny MS. Na skórze rozprowadza się bardzo ładnie i dobrze się wchłania. Czuć go na skórze jeszcze chwilę po aplikacji, ale nie w sposób powodujący chęć natychmiastowego zmycia go z siebie, co w moim przypadku zdarza się w 99,9% kremów, których próbuję używać zimą.
Mimo, że postanowiłam stosować go na noc, przetestuję go również pod kątem kremu na dzień i tego jak współpracuje z podkładami.



 

piątek, 25 listopada 2011

Recenzja - Clinique Even Better Clinical Dark Spot Corrector

Pod koniec sierpnia i w połowie września /KLIK!/ przedstawiałam Wam serum jednej z moich ulubionych marek, które miało mi pomóc w pozbyciu się kilku przebarwień i w ogólnym ujednoliceniu koloru mojej skóry, miało ją również rozjaśnić i generalnie pomóc zwalczyć oznaki wiecznego zmęczenia. Opakowanie wystarczyło mi mniej więcej na 10 tygodni swobodnego stosowania, z tym, że w dniach, w których słońce operowało bardzo mocno stosowałam jej jedynie na noc. Recenzję zamieszczam dopiero teraz, ponieważ chciałam upewnić się, że efekty działania produktu nie będą jedynie tymczasowe i po odstawieniu Even Better cera nie powróci do stanu sprzed kuracji.


wtorek, 1 listopada 2011

Recenzja - Clinique Redness Solutions Instant Relief Mineral Powder


 Znowu będę się zachwycać :) Na ten puder zdecydowałam się, ponieważ zima /doszłam właśnie do wniosku, że moje przygotowania do tej pory roku zaczynają przypominać zbrojenie się przed jakimś armagedonem ;P/ dla mojej skóry to niestety również permanentne zaczerwienienie i podrażnienie, które ciężko jest zneutralizować klasycznym, beżowym pudrem. Mineralize SkinFinish MACa wylądował więc w torebce, jako produkt do poprawek, a na półce niepodzielnie od mniej więcej miesiąca króluje Redness Solutions. Biorąc pod uwagę jego pojemność - 24g, będzie tą władzę sprawował jeszcze długie miesiące ;)

niedziela, 18 września 2011

Recenzja - Anti - Blemish Solutions od Clinique


 Wstępnie kosmetyczkę zawierającą mini produkty z te serii przedstawiałam Wam tu - KLIK! 
Generalnie od wielu lat stosowałam dwa pierwsze kroki z serii 3 Kroki i była to jak do tej pory najlepsza pielęgnacja, z jaką miałam do czynienia. Skóra była oczyszczona, nie pojawiały się na niej żadne niespodzianki, w zasadzie problem niedoskonałości, na mojej arcyniedoskonałej twarzy zupełnie przez te kilka lat nie istniał. Serię uzupełniałam lekkim kremem nawilżającym marki i było idealnie. Później w ramach eksperymentów postanowiłam sięgnąć po inne marki i inne serie, no bo przecież nie może być tak, że tylko jedna marka jest w stanie wypuścić produkt idealny - no niestety, a może na szczęście, okazało się że tak być może. Po latach używania 3 Kroków i teraz po przetestowaniu Anti-Blemish Solutions stwierdzam z pełną odpowiedzialnością - nie ma na rynku w tej chwili i wysuwam podejrzenie, że pewnie jeszcze długo nie będzie tak skutecznej pielęgnacji cery problemowej jak ta od Clinique. Ale do rzeczy ;)

poniedziałek, 12 września 2011

Raport z pola walki - Clinique Even Better Clinical Dark Spot Corrector :)

Mijają właśnie dokładnie 4 tygodnie od momentu, w którym na mojej półce zagościło serum przeciwko przebarwieniom - i nie tylko - marki Clinique. Wstępnie produkt przedstawiałam Wam tu - KLIK


poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Małe zakupy - Clinique, Sephora i Helfy

Generalnie naprawdę bardzo sporadycznie wrzucam posty zakupowe. Z reguły też raczej nie ma czego wrzucać, ponieważ często zdarza się, że kupuję jedną rzecz i nie bardzo jest co pokazywać. Dzisiaj jednak udało mi się mam nadzieję, raz na zawsze rozwiązać jedną z bardziej parszywych spraw, które od dłuższego czasu spędzały mi sen z powiek i na którą straciłam zdecydowanie za dużo czasu, nerwów i środków i po prostu musiałam samej sobie ten fakt wynagrodzić ;) A co innego jest w stanie sprawić taką przyjemność jak małe zakupy ;)

Najpierw więc były Helfy, gdzie przy okazji zakupów dla siostry, kupiłam sobie jeszcze jeden olej - tym razem Vatikę z kaktusem, która podobno również zapobiega wypadaniu włosów, a pachnie o niebo bardziej znośnie ;) Z Sesy oczywiście nie rezygnuję, ale potrzebowałam urozmaicenia ;) Jedynym mankamentem jest zauważona przeze mnie już w domu parafina w składzie. Jedną butelkę przeżyję, w końcu aż tak ortodoksyjna pod tym względem nie jestem ;)

A później - tu zaskoczenia nie będzie - oczywiście Sephora i kolejny Chubby Stick od Clinique, który trafił do mojej torebki - tym razem w przepięknym już jesiennym kolorze 08 graped-up. Jestem absolutnie zakochana w tych balsamach. Są moim niekwestionowanym faworytem wśród produktów do ust. Przy kasie udało mi się jeszcze wypatrzyć ostatni, samotny eyeliner Sephory w promocyjnej cenie 9pln. A skoro tak cierpliwie na mnie czekał to nie miałam innego wyjścia, jak tylko go przygarnąć ;)
Poniżej zatem kilka zdjęć i swatche.


sobota, 27 sierpnia 2011

Idzie jesień - nowe kremowe cienie Lid Smoothie Antioxidant 8-Hour Eye Colour od Clinique

 W sierpniu marka Clinique wprowadza na rynek nowe kremowe cienie Lid Smoothie ;)

Cień na powiece osiąga pudrowe wykończenie, świetnie łączy się z innymi produktami, może sam w sobie stanowić cały makijaż oka, bądź stać się bazą pod inne cienie.


Lid Smoothie nie zbiera się w załamaniu powieki, gwarantując 8 godzin nasyconego, bogatego koloru.
Zaopatrzony jest w chłodzący aplikator i bogatą w składniki odżywcze formułę cień Clinique zapewnia nie tylko kolor, ale także i pielęgnację.
Formuła Lid Smoothie zawiera między innymi bogatą w przeciwutleniacze mieszankę wyciągów z brokułów, marchewki, czarnej jagody oraz szpinaku.  Dodatkowe - kofeina, aloes i ogórek natychmiast odświeżają spojrzenie.

Kolory w których cień będzie dostępny to Bit O'Honey, Sassy-fras, Cute-cumber, Pinko Biloba, Born Freesia, Currant Affair.



Bit O'Honey

środa, 24 sierpnia 2011

Faza testowa - Clinique - Even Better Clinical Dark Spot Corrector

 
Mniej więcej dwa tygodnie temu rozpoczęłam walkę z przebarwieniami na mojej skórze. Niestety, po niedoskonałościach, słońcu i ciąży zostało mi na buzi trochę pamiątek i mam nadzieję pozbyć się ich właśnie dzięki Even Better Clinical Dark Spot Corrector, które przy okazji powinno ujednolicić kolor skóry, rozjaśnić ją i dodać jej blasku. Wiążę z tym produktem naprawdę duże nadzieje :)


niedziela, 14 sierpnia 2011

Recenzja - zaskakujący Chubby Stick od Clinique



O nowym balsamie do ust Chubby Stick w formie kolorowej kredki, który marka Clinique wprowadziła na rynek wiosną tego roku wspominałam Wam już tu - KLIK!

Szczerze? Produkt ten potraktowałam po prostu jako ciekawy gadżet, który fajnie wyglądał będzie w torebce i zapewni w moim bardzo skromnym i ascetycznym /z uwagi na totalny brak czasu i możliwości/ makijażu kolorowy, letni akcent ;) Ale ta niepozorna, kolorowa kredka naprawdę zupełnie mnie zaskoczyła...

środa, 27 lipca 2011

Faza testowa - Clinique Blemish Solutions




Ostatnie dni wyprzedaży w Sephora i chyba już ostatnie łupy ;) Nie wiem szczerze mówiąc, czy te zestawy są w stałej, czy jedynie wyprzedażowej ofercie, ale pomysł jest ciekawy i wart bliżego poznania.
Jak dotąd jedyną pielęgnacją, która w 100% radziła sobie z moją kapryśną skóra była właśnie ta od marki Clinique. 2 z 3 kroków, uzupełnione dobrym, lekkim kremem nawilżającym i problemów nie było. Takiego zestawu używałam nieprzerwanie od początku 2008 roku i dopiero niedawno jakieś licho podkusiło mnie do eksperymentów. Niestety nie do końca udanych. La Roche Posay nie robi nic, Tea Tree bardzo polubiłam, ale jednak niestety odrobinę odbiega efektami od 3 kroków, postanowiłam więc po skończeniu drugiego już kompletu żel+tonik powrócić jednak do najlepiej sprawdzających się rozwiązań. Zwłaszcza, że ostatnio stan mojej skóry drastycznie się pogorszył. Zanim jednak wrócę do 3 kroków, a w zasadzie do dwóch pierwszych, postanowiłam skorzystać z okazji do wypróbowania innej serii marki Clinique przeznaczonej do skóry z niedoskonałościami. A jako, że problem z którym borykam się równolegle do niedoskonałości to niedostateczne nawilżenie - w moim koszyku wylądowały dwa zestawy - Blemish Solutions oraz Hydrating Solutions - o którym jutro ;)

poniedziałek, 18 lipca 2011

Faza testowa - Clinique Moisture Surge Tinted Moisturizer SPF 15



Pomna swoich arcyudanych doświadczeń z produktami kupowanymi w ciemno obiecałam sobie, że trzeciego razu nie będzie. Od teraz, a w zasadzie od zakupu Pharmaceris, każdy taki kosmetyk przed zakupem przetestuję. Wczoraj pomaszerowałam więc grzecznie do Sephory po próbkę kolejnego kremu tonującego, który mnie zainteresował - Clinique Moisture Surge Tinted Moisturizer SPF 15 i o którym wspominałamWam tu -/KLIK!/

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...