Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 listopada 2012

MAC Fabulousness Smoky Eye Palette

MAC to w moim przypadku choroba ciężka i nieuleczalna. Cienie do powiek to choroba jeszcze cięższa. Hybryda dwóch powyższych to coś, obok czego nie mam szans przejść obojętnie.
Świąteczne kolekcje marki darzę zaś szczególnym sentymentem, ponieważ to właśnie od wpisu na temat Tartan Tale dwa lata temu zaczęło się SmokyEveningEyes. Dzisiaj przed Wami pierwszy nabytek z przedsprzedaży tegorocznych kolekcji, które umilą nam kolejne dwa miesiące w salonach marki.




sobota, 13 października 2012

MAC - LE Carine Roitfeld - Jungle Camouflage Face Kit

Powracając do tematu październikowych kolekcji MAC'a, dzisiaj kilka słów na temat produktu który  już od samego początku zainteresował mnie chyba najbardziej.
Jungle Camouflage Face Kit to zestaw czterech cieni oraz kremowego różu, który tak naprawdę trudno różem nazwać, ponieważ w praktyce jest po prostu kremowym bronzerem. Paleta ta w założeniu służyć ma stworzeniu flagowego makijażu naczelnej. Ciemne smoky, wykonturowana twarz, usta w neutralnym kolorze. Dostępne są dwie wersje kolorystyczne - wspomniana Jungle, oraz Desert, która w przeważającej części zawiera cienie bardziej połyskliwe i jest w moim odczuciu jaśniejsza. Osobiście preferuję maty, zdecydowałam się więc siłą rzeczy na ciemniejszą Jungle.



czwartek, 28 czerwca 2012

Recenzja - Guerlain Ecrin 6 Coleurs 68, Champs - Elysees

Pod postem - TAGiem na temat Guerlain sporo z Was skomentowało paletę, o której napisałam, że jest tak piękna, jak - delikatnie mówiąc - słaba. Żeby więc nie być gołosłowną, postanowiłam Wam ją przybliżyć.
Szczerze mówiąc zwlekałam wieki całe z jej recenzją, bo naprawdę nie cierpię takich rozczarowań, zwłaszcza, że tak jak napisałam marzyłam o niej i śniła mi się po nocach od momentu, kiedy jeszcze latem zobaczyłam jej promo. Champs-Elysees to jest ni mniej ni więcej, ale dokładnie to, co tygryski lubią najbardziej - fiolet w towarzystwie szarości z dodatkiem czerni. Nie istniała jeszcze wtedy lepiej skomponowana paleta /teraz quady z LE MAC Me Over i Daphne postawiłabym ciut wyżej, ale pewnie jest to spowodowane w dużej mierze moim rozczarowaniem tą paletą/


poniedziałek, 11 czerwca 2012

Recenzja - cienie Everyday Minerals - Well Being oraz Live Austin Live

W połowie maja /KLIK!/ pokazywałam Wam dwa obłędne odcienie fioletu, które przywędrowały do mnie ze sklepu Kosmetyki Mineralne. Cienie Live Austin Live oraz Well Being to moje pierwsze mineralne cienie - jak dotąd moja przygoda z tą naturalną kolorówką ograniczała się jedynie do różów, podkładów i bronzerów. Przyznam szczerze, że po pierwszych swatchach oczekiwania miałam ogromne. Kolory tych cieni są wręcz stworzone dla mnie, kocham wszelkie fiolety miłością dozgonną i kiedy otworzyłam paczuszkę od KM oniemiałam. A później zaczęła się nasza przygoda na oczach...
Cienie do powiek to moje makijażowe uzależnienie - uwielbiam wszelkie kolory, formuły, wszystko, co można w jakiś sposób zaaplikować na powiekę z całą pewnością mnie zainteresuje. Mimo, że lubię cienie proste w obsłudze, to mam też kilka takich, które wymagają więcej pracy i starań, by na oku stworzyć coś idealnego. To właśnie do tego grona dołączyły minerałki z EDM. Ale po kolei.


piątek, 18 maja 2012

Recenzja - MAC LE Hey Sailor! - cienie - Barefoot, Feeling Fresh oraz Nautical Navy


Wczoraj przedstawiłam Wam rozświetlacz i puder słoneczny, dzisiaj kolej na cienie. Zdołałam mieć je na oczach już dobre kilkanaście razy i muszę przyznać, że to świetne kolory na lato. Wszystkie trzy różnią się wykończeniem i właściwościami, ale o tym szczegółowo poniżej.

 

Opakowanie - Zarówno kartoniki, jak i opakowania właściwe cieni różnią się w tej LE od standardowej. Są granatowo-białe, wnętrze jest czerwone. Cienie Nautical Navy oraz Feeling Fresh zawierają 1,5g, natomiast Barefoot 1,3g. Cienie MAC nie zawierają w opakowaniach aplikatorów, ani lusterek. /uczulam na to zwłaszcza osoby, które nie mają dostępu do salonów i cienie kupują np. na portalach aukcyjnych/.


Cena - w tej LE cienie pojedyncze kosztują 73 pln.


Produkt/Efekt/Działanie -


Barefoot - tarnished gold - wykończenie veluxe pearl


To bardzo dobry jakościowo cień. Ma kolor takiego lekko przybrudzonego złota. Świetnie wygląda solo - jedynie z czarną kreską.
Konsystencja jest bardzo maślana, cień zupełnie się nie pyli, świetnie aplikuje się na powiece i równie dobrze blenduje. ładnie rozświetla spojrzenie.
Na bazie trwa cały dzień.


Feeling Fresh - bright green - wykończenie frost

Jasna, maksymalnie świeża zieleń. U mnie ten kolor najlepiej sprawdza się na czarnej kredce, wtedy wygląda wręcz bajecznie, solo może świetnie służyć jaśniejszym typom urody. Osobiście szczególnie lubię go też w towarzystwie wibrującego fioletu, złota lub granatu.
Cień najłatwiej aplikuje się trochę twardszym, bardziej zbitym pędzelkiem, wciskając go najpierw w powiekę, a dopiero później rozcierając granice miękkim pędzelkiem. Nie jest wyjątkowo miękki, ale nie nastręcza problemów z aplikacją. Osypuje się w granicach normy.Dobrze się blenduje.
Na bazie i wodoodpornej kredce trwa cały dzień, pod warunkiem, że nie będziemy ruszać powiek, bo wtedy w miejscu dotknięcia  po pewnym czasie zdarzają mu się prześwity. Pod koniec dnia makijaż niestety wygląda już na trochę zmęczony, ale kolor cienia nie traci na intensywności.



Nautical Navy - navy blue - wykończenie - satin

piękny granat z opalizującym, jaśniejszym pyłkiem. Mimo przepięknego koloru, zdecydowanie najsłabszy cień z prezentowanej trójki.
Konsystencja jest bardziej sucha, cień pyli się i osypuje bardziej niż poprzednicy. Trochę trudniej jest zaaplikować go na powiekę równo i bez prześwitów /polecam również metodę z nieco twardszym pędzelkiem i wciskanie go w powiekę/, dlatego wymaga znacznie więcej pracy, ale efekt, który można osiągnąć jest naprawdę wart wysiłku.
 Podobnie jak Feeling Fresh u mnie najlepiej wygląda na czarnej kredce, która pomaga wydobyć jego głębię i to jak mieni się i opalizuje na powiece. Świetnie nadaje się do rozdymionego, wieczorowego makijażu.
Trwałość rekompensuje drobne trudności z aplikacją -  od rana do wieczora cień trwa na powiece  i nic się z nim nie dzieje.



Podsumowując - świeże, soczyste kolory - to w moim odczuciu bardzo dobrze charakteryzuje cienie z tej LE. Jakość jest być może trochę nierówna, ale moje osobiste doświadczenia z cieniami MAC pokazują, że jak się człowiek uprze i znajdzie sposób na te, które są trochę trudniejsze w obsłudze, może cieszyć się naprawdę fantastycznym makijażem. Tą kolekcję warto dokładniej obejrzeć, ponieważ pełna jest ciekawych i idealnych na nadchodzącą porę roku kolorów i rozwiązań. Dodatkowo jest bardzo bogata, więc nietrudno znaleźć w niej coś dla siebie.



m.m.

piątek, 6 kwietnia 2012

Wielkanocne żółtko ;)

We wczorajszej recenzji paletki Estee Topaz Mosaic wspominałam Wam o moim ostatnim zachwycie żółcią - ta w paletce jest dosyć subtelna i delikatna, a ja wraz z wiosną zapragnęłam wybuchu koloru na powiece. Jako, że cień w takim kolorze z pewnością nie będzie moim numerem jeden przez cały rok i nie będę używała go stale i ciągle, podreptałam do Inglota. Mój zachwyt tą marką jest raczej umiarkowany, do tej pory ich cienie darzę ograniczonym zaufaniem mimo świadomości, że przez te kilka lat formuła zdążyła się zmienić i ulepszyć. Cienie w kolorach uniwersalnych i takie, których używam na co dzień staram się jednak kupować w MAC'u, jednak w takie kolory jak żółtko, czy wściekła zieleń zaopatruję się w Inglocie. Teraz padło na cień AMC 60 - najbardziej żółtkowy kolor jaki znalazłam ;) Poniżej zdjęcie cienia i dzisiejsze oko, a co za tym idzie dosyć historyczna chwila, ponieważ pierwszy raz w życiu wyszłam w takiej papudze za drzwi, a nawet do ludzi. :)


czwartek, 5 kwietnia 2012

Recenzja - Estee Lauder - Pure Color 21 Topaz Mosaic

Dzisiaj kolejna paletka - ta trafiła w moje ręce stosunkowo niedawno, ale przez te dwa miesiące zdążyłam wypróbować ją już wystarczającą ilość razy, by móc wyrobić sobie zdanie na jej temat. Piątka jest częścią wiosennej propozycji marki inspirowanej Arizoną. Zawiera jeden metaliczny cień i cztery satyny. Gramatura paletki to 7,6 - czyli ca. 1,5g na jeden cień. Paletkę w pełnej krasie przedstawiałam Wam tu - KLIK!, teraz czas na swatche i  recenzję.


wtorek, 3 kwietnia 2012

Recenzja - The Balm - Shady Lady vol. 2

Paletkę Shady Lady marki The Balm kupiłam kilka miesięcy temu z czystej ciekawości. Zazwyczaj swoje przygody z nowymi markami zaczynam właśnie od cieni, ponieważ to one pozwalają mi najlepiej zorientować się w jakości oferowanych produktów. W tym przypadku nie bez znaczenia była również przyzwoita cena - za paletę 9 cieni zapłaciłam bez rabatów, czy promocji 107pln - czyli 11pln z groszami za jeden cień o gramaturze 1,9. Dzisiaj w końcu przyszła pora na wrażenia i swatche ;)

sobota, 11 lutego 2012

Estee Lauder - Topaz Mosaic - Pure Color Five Color EyeShadow Palette


Kochane - chciałam Wam dzisiaj zaprezentować jedną z piękniejszych palet w moim kufrze - piątkę Estee Lauder z wiosennej kolekcji Topaz Mosaic. Dzisiaj mam dla Was mnóstwo zdjęć, jestem już po pierwszych makijażach tą piąteczką i jej pełna recenzja, wraz ze swatchami pojawi się lada moment.
Muszę przyznać, że wiosna wg. Toma Pecheux bardz przypadła mi do gustu. Jak wiecie, ponieważ pisałam to już tysiące razy - nie przepadam za tymi kolekcjami, ponieważ najczęściej są bardzo dalekie od moich upodobań i gustów. Dyrektor kreatywny EL postawił w tym roku na bardzo nieoczywistą inspirację i chwała mu za to ;) Nie ma kwiatków, pączków, ogrodów, bukietów i eterycznych dziewcząt - są skąpane w słońcu góry Arizony. Ciekawa jestem Waszych opinii na temat tej kolekcji, tymczasem zostawiam Was z tą piękną paletą.

niedziela, 5 lutego 2012

MAC? Naturalnie! - mineralize eye shadow Daylight /sneak peak/

Zgodnie z Waszymi sugestiami wrzucam dokładniejsze zdjęcia i swatche cienia Daylight z kolekcji Naturally. Recenzja ukaże się niebawem, chciałabym najpierw porządnie go przetestować i sprawdzić w kilku konfiguracjach - na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że bajecznie wygląda połączony z bardzo ciemnym fioletem, podejrzewam jednak, że jego odcień daje morze możliwości.
 

Daylight to wg. producenta peach with dirty blue lavender veining.


poniedziałek, 24 października 2011

Catrice Eyebrow Set oraz Sensique Velvet Touch 129 - zdjęcia i swatche

Jestem... :) tym razem mam nadzieję, że przynajmniej przez jakiś czas bez dłuższych przerw. Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie maksymalnie ciężkie i trudne i z naprawdę dużą radością poszukam chwili wytchnienia m.in. nadrabiając blogowe zaległości.
Na początek dwa naturowe łupy - Catrice, na który polowałam już jakiś czas i Sensique, nowość, która kusiła mnie bardzo odkąd zobaczyłam na blogach pierwsze swatche i która rozczarowała mnie na tyle, że raczej po pozostałe odcienie, które przyciągnęły moje spojrzenie nie sięgnę.


wtorek, 18 października 2011

Essence - Stay All Day /long lasting eyeshadow/ i ogłoszenia parafialne

Witam po dłuższej przerwie.
Za mną okres kilku dni niewyobrażalnego dla mnie do tej pory strachu i stresu. Mam nadzieję, że zażegnany raz na zawsze, ale tą pewność w 100% zyskam dopiero za około trzy tygodnie. Nie miałam niestety ani głowy, ani czasu, ani siły, by zajmować się postami.
Teraz blog powinien trochę odżyć, niemniej jednak w pełni wrócę dopiero po weekendzie, ponieważ przed końcem tygodnia muszę zrealizować jeszcze dwa istotne projekty. Dopiero wtedy będę miała więcej czasu, by popisać zaległe recenzje, poodwiedzać Wasze blogi, poodpisywać na komentarze /za które serdecznie dziękuję :)/


czwartek, 29 września 2011

The Balm już w Polsce :) - Shady Lady vol. 2

Od niedawna można już w Polsce  kupić kosmetyki amerykańskiej marki The Balm  - wyłączność na te produkty ma perfumeria Marionnaud. The Balm jakoś bardzo kojarzy mi się z Benefitem - podobny stylko opakowań, podobny styl nazywania produktów - z ciekawości aż sprawdziłam adresy - okazało się, że obydwie pochodzą z San Fancisco, czy mają ze sobą cokolwiek wspólnego - nie wiem.
Oczywiście korzystając z okazji poszłam obejrzeć stand i powiem szczerze, że jestem bardzo zaintrygowana tą marką. Nie byłam w stanie powstrzymać się przed zakupem palety 9 cieni, zwłaszcza, że kilku z nich nie posiadam, a przy okazji jest to świetna okazja, by zapoznać się z tą marką i sprawdzić jakoś tych cieni. I co chyba jednak równie ważne - perfumeria postawiła na zdrowy rozsądek i ceny produktów są naprawdę w miarę znośne.
Za paletę Shady Lady zapłaciłam 107pln. Paleta ma 17g i składa się z 9 cieni, czyli każdy cień to 1,8g za niecałe 12pln.
Wstępnie mogę powiedzieć, że cienie są bardzo dobrze napigmentowane, bardzo ładnie i łatwo robi się nimi swatche, nie pracowałam z nimi jeszcze na oku, ani pędzelkiem, ale wydaje mi się, że będzie dobrze ;)
Jutro podmienię zdjęcia na takie lepszej jakości - jak pisałam w poprzednim poście, ze światłem było już źle, gdy wróciłam do domu - stąd również brak swatchy, ponieważ wszystkie zdjęcia były kompletnie rozmazane. Oprócz lepszych zdjęć, wrzucę pierwsze wrażenia, bo oczywiście makijaż jutro zrobię tą paletą :)

Kameleon od Catrice

Będąc dzisiaj na zakupach wstąpiłam do Natury sprawdzić, czy pojawiło się cokolwiek nowego w szafach Catrice i Essensce. Oczywiście niczego nowego nie znalazłam, a pani nie była w żaden sposób w stanie udzielić mi informacji kiedy cokolwiek nowego się pojawi. Udało mi się natomiast w końcu, po którymś już z rzędu podejściu wypatrzyć cień Catrice 410 C'mon Chameleon', na który nabrałam ochoty po poście Krzykli.
Na wstępie zaznaczam, że jakość zdjęć jest bardzo robocza, ponieważ gdy wróciłam dzisiaj do domu słońce już zachodziło i niestety światła było jak na lekarstwo - jutro zrobię lepsze zdjęcia i podmienię te dzisiejsze. Mimo wszystko i tak widać jak pięknie ten cień opalizuje. Wrzucę jutro również zestawienie swatcha tego cienia ze swatchem pigmentu Inglota 85, o którym wspominałam Wam w tym poście - KLIK!

poniedziałek, 26 września 2011

Recenzja - Sleek Au Naturel

 
Z małym opóźnieniem wrzucam zapowiadane zdjęcia i swatche Au Naturel - na temat samej paletki rozpisywać się nie będę, ponieważ nie różni się niczym od Oh So Special, a o niej pisałam już tu - KLIK!


sobota, 24 września 2011

Recenzja - Sleek Oh So Special



 Jestem moje Drogie po chwilowej przerwie spowodowanej strasznym młynem - dużo zajęć, dużo obowiązków, kilka wyjazdów - na szczęście - mimo, że nie lubię bezruchu - w najbliższym czasie powinno być spokojniej, więc nadrobię blogowe zaległości :)
Na pierwszy ogień idzie dzisiaj paletka Sleek Oh So Special, ponieważ miałam kilka pytań jej dotyczących. Zapraszam zatem na zdjęcia, swatche i moją opinię na temat tego zestawu - blogerki widziały go pewnie już milion razy, więc znowu proponuję zamknąć oczy ;)

piątek, 16 września 2011

Nie taki diabeł straszny...? MAC Me Over Evil Eye Quad



 Zdjęcia promocyjne i zachwyt :) Pierwsze swatche w necie - straszne rozczarowanie...
To był mój absolutny must have z tej kolekcji, ponieważ rzadko kiedy zdarza się połączenie tak pięknie ciemne, zawierające przy tym praktycznie zero błysku i perełek. Odpuściłam go sobie zupełnie, ponieważ tak jak wspomniałam, swatche bardzo rozczarowywały. Ale nie dane było mi spać spokojnie, bo quad Evil Eye chodził za mną mimo wszystko bezustannie. Nie wiem ile razy zawracałam głowę dziewczynom w salonie, ale dzisiaj ostatecznie miłość zwyciężyła i muszę przyznać, że nie żałuję, a quad ostatecznie potwierdza tylko moją teorię, którą podzieliłam się z Wami już w poprzednim poście dotyczącym matów z tej kolekcji /KLIK!/- na te cienie trzeba znaleźć sposób, a kiedy się już go znajdzie, to naprawdę wdzięczny materiał ;) Oczywiście, że się pylą i osypują, ale które maty tak naprawdę się nie osypują :)
Poniżej zdjęcia i swatche, robione oczywiście pędzlem, nie palcami na bazie Stay Don't Stray Benefitu. Zaręczam, że nie skrobałam cieni nożem ani żadnym ostrym narzędziem, by uzyskać takie nasycenie koloru. ;)

czwartek, 15 września 2011

Inglot AMC 85 Pigment - zdjęcia i swatche


 
Mając dzisiaj sekundę wpadłam do Inglota obejrzeć w końcu na własne oczy te sławne trójeczki. Rozczarowały mnie szczerze mówiąc odrobinę na pierwszy rzut oka, ale z tego względu, że to maty, a ja maty darzę miłością absolutną ;) pewnie wrócę do nich jeszcze, by przyjrzeć się im znacznie bardziej wnikliwie. Zatrzymałam się natomiast przy pigmentach i mój wzrok padł na odcień, który intryguje mnie od dłuższego czasu - 85 - to mieszanka brązu z zielenią, taką naprawdę bardzo jaśniutką. Brąz również nie jest jakoś szczególnie ciemny i głęboki, w efekcie czego ich pomieszanie jest wspaniałym, lekkim kolorem idealnym do dziennych makijaży i stanowi świetny, przykuwający uwagę akcent kolorystyczny w makijażach wykonanych paletką Sleek Au Naturel, o której w kolejnym poście. Odcień jest zdecydowanie jaśniejszy niż cień 53, będący pomieszaniem ciemnego brązu z niebiesko-zielonymi drobinkami, o którym wspominałam Wam tu KLIK! i muszę przyznać, że znacznie bardziej opalizuje i daje ciekawszy efekt. Trwałość na bazie po jednym makijażu oceniam na zadowalającą. Po powrocie do domu nałożyłam go na powieki i jak dotąd trzyma się nieruszony, więc z tym raczej nie powinno być problemów.

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...