Po małej przerwie wracamy do październikowych kolekcji MAC'a - tym razem Marylin Monroe i Dazzleglass - Phiff!.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 7 października 2012
czwartek, 26 lipca 2012
MAC - LE HEAVENLY CREATURE - obiecane swatche
Wrzucam swatche błyszczyków Galaxy Rose i Astral, oraz pomadki Venus, kóre obiecywałam Wam pod postami na ich temat. Proszę Was tylko o wyrozumiałość, ponieważ zarówno ja, jak i każdy najmniejszy element mojej twarzy jesteśmy tak niefotogeniczni, jak mało co i naprawdę nad wyraz trudno jest mi uchwycić w tym wszystkim kolor i jeszcze wybrać z tego wszystkiego najmniej idiotyczny kadr.
czwartek, 5 lipca 2012
Recenzja - Pure Color Gloss - Shimmering Mirage - Estee Lauder
Estee Lauder przygotowała na ten sezon kolejną odsłonę Bronze Goddess zabierając nas tym razem na Capri. Dzisiaj przybliżę Wam Pure Color Gloss w kolorze 68 Shimmering Mirage z tej LE
niedziela, 25 marca 2012
Budyniowy botoks
Nie wiem co się dzieje, ale brakuje mi czasu dosłownie na wszystko, a kiedy już mam go chociaż odrobinę zazwyczaj brakuje mi już mocy. Dlatego mimo starań mało mnie tu ostatnio /na Wasze blogi zaglądam stale, tylko nie zawsze mam moment, by zostawić komentarz/ i chociaż za każdym razem obiecuję sobie i Wam, że wracam na dobre to okazuje się, że niewiele z tego wynika. Dzisiaj więc mój kolejny powrót i recenzja produktu, którego używam już od jakiegoś czasu i który skradł moje serce bez reszty - MAC Plushglass Butterfly Dream.
Błyszczyk jest częścią LE Vera dostępnej w salonach marki jeszcze prze kilka tygodni.
Błyszczyk jest częścią LE Vera dostępnej w salonach marki jeszcze prze kilka tygodni.
piątek, 9 marca 2012
MAC - SHOP M·A·C, COOK M·A·C - Kissable Lipcolour Flaunting It
Po trzech pełnych dniach noszenia produktu Kissable Lipcolour z ogromnej kolekcji SHOP M·A·C, COOK M·A·C, jestem już w stanie napisać o nim kilka słów. 'Błyszczyki' pojawiły się już przy okazji LE Peacocky w zeszłym roku i muszę przyznać, że długo kazały na siebie czekać. Od momentu, kiedy zobaczyłam je na evencie MAC Trend Presentation S/S2012, wiedziałam, że będą moim absolutnym must have. Rok temu jakimś dziwnym trafem umknęły bowiem mojej uwadze - wtedy zafiksowana byłam niemalże w 100% na cienie do powiek.
Celowo napisałam słowo 'błyszczyk' w cudzysłowie, ponieważ Kissable Lipcolour to w zasadzie bardziej pomadka w kremie, niż sensu stricto błyszczyk. Testowałam ten produkt 3 dni i już w pierwszym doszłam do wniosku, że pozycja moich ukochanych Cremesheenów jest mocno zagrożona. Mam naprawdę ogromną nadzieję, że marka postanowi wprowadzić go do swojej stałej oferty, ponieważ jest to naprawdę rewelacyjny produkt. Ale po kolei.
Producent - Delicious...flows on with the slick ease of a gloss. Has a look as creamy and pigment-rich as a lipstick. Shop M·A·C's fun packaging sets the style - and seals the deal! Limited edition!
Opakowanie - Długie i bardzo chude ;) Świetny aplikator - gąbeczka, umożliwia precyzyjną aplikację produktu. Opakowanie ma naprawdę dużą pojemność - 5g, co czyni Kissable Lipcolour największym z MACowych błyszczyków.
Produkt/Efekt/Działanie - zdecydowałam się na kolor Flaunting It, mimo, iż początkowo planowałam jasny róż, okazał się jednak nie do końca moim kolorem.
Flaunting It producent określa jako grey mauve. Jest to rewelacyjny śliwkowo różowawy fiolet z minimalną nutą szarości i to on jest przedmiotem poniższej recenzji.
Zapach jest waniliowy, aczkolwiek w tym wypadku przypomina zapach ciastka. Obecny w zasadzie w momencie aplikacji, nie jest męczący, ani nachalny. Jeden z przyjemniejszych wśród błyszczyków marki.
Nasycenie kolorem jest fantastyczne, Kissable jest bardzo mocno napigmentowany, rozprowadza się na ustach równo, nie robią się plamy, produkt nie waży się na ustach i nie zbiera w załamaniach.
Konsystencja jest bardzo kremowa, błyszczyk nie klei się w ogóle.
Trwałość jest przyzwoita, poza tym, nawet gdy właściwa warstwa 'się zje' usta i tak pozostają lekko pokolorowane.
Kissable w kolorze Flaunting It niestety nie jest produktem 'bezlusterkowym' - z uwagi na na swoją pigmentację, wymaga kontroli podczas aplikacji. Nie jest to oczywiście jego wada.
Podsumowując - Kissable Lipcolour jest czymś pomiędzy pomadką, a błyszczykiem. Nadaje ustom lekki delikatny połysk, pokrywając je przy tym intensywnym kolorem. Konsystencja koloru Flaunting It jest bajeczna - kremowa i przyjemna. Błyszczyk nie wysusza ust i nie jest na nich wyczuwalny. Bardzo żałuję, że ilość kolorów w tej LE ograniczona jest do 5, ponieważ miałabym ogromną ochotę na inne. Biorąc jeszcze pod uwagę pojemność tego produktu - Kissable podbił moje serce całkowicie. Apeluję tym samym do marki MAC, by poważnie rozważyła wprowadzenie tych chudzielców do stałej oferty ;)
Celowo napisałam słowo 'błyszczyk' w cudzysłowie, ponieważ Kissable Lipcolour to w zasadzie bardziej pomadka w kremie, niż sensu stricto błyszczyk. Testowałam ten produkt 3 dni i już w pierwszym doszłam do wniosku, że pozycja moich ukochanych Cremesheenów jest mocno zagrożona. Mam naprawdę ogromną nadzieję, że marka postanowi wprowadzić go do swojej stałej oferty, ponieważ jest to naprawdę rewelacyjny produkt. Ale po kolei.
Producent - Delicious...flows on with the slick ease of a gloss. Has a look as creamy and pigment-rich as a lipstick. Shop M·A·C's fun packaging sets the style - and seals the deal! Limited edition!
Opakowanie - Długie i bardzo chude ;) Świetny aplikator - gąbeczka, umożliwia precyzyjną aplikację produktu. Opakowanie ma naprawdę dużą pojemność - 5g, co czyni Kissable Lipcolour największym z MACowych błyszczyków.
Produkt/Efekt/Działanie - zdecydowałam się na kolor Flaunting It, mimo, iż początkowo planowałam jasny róż, okazał się jednak nie do końca moim kolorem.
Flaunting It producent określa jako grey mauve. Jest to rewelacyjny śliwkowo różowawy fiolet z minimalną nutą szarości i to on jest przedmiotem poniższej recenzji.
Zapach jest waniliowy, aczkolwiek w tym wypadku przypomina zapach ciastka. Obecny w zasadzie w momencie aplikacji, nie jest męczący, ani nachalny. Jeden z przyjemniejszych wśród błyszczyków marki.
Nasycenie kolorem jest fantastyczne, Kissable jest bardzo mocno napigmentowany, rozprowadza się na ustach równo, nie robią się plamy, produkt nie waży się na ustach i nie zbiera w załamaniach.
Konsystencja jest bardzo kremowa, błyszczyk nie klei się w ogóle.
Trwałość jest przyzwoita, poza tym, nawet gdy właściwa warstwa 'się zje' usta i tak pozostają lekko pokolorowane.
Kissable w kolorze Flaunting It niestety nie jest produktem 'bezlusterkowym' - z uwagi na na swoją pigmentację, wymaga kontroli podczas aplikacji. Nie jest to oczywiście jego wada.
Podsumowując - Kissable Lipcolour jest czymś pomiędzy pomadką, a błyszczykiem. Nadaje ustom lekki delikatny połysk, pokrywając je przy tym intensywnym kolorem. Konsystencja koloru Flaunting It jest bajeczna - kremowa i przyjemna. Błyszczyk nie wysusza ust i nie jest na nich wyczuwalny. Bardzo żałuję, że ilość kolorów w tej LE ograniczona jest do 5, ponieważ miałabym ogromną ochotę na inne. Biorąc jeszcze pod uwagę pojemność tego produktu - Kissable podbił moje serce całkowicie. Apeluję tym samym do marki MAC, by poważnie rozważyła wprowadzenie tych chudzielców do stałej oferty ;)
środa, 7 marca 2012
sobota, 11 lutego 2012
MAC Naturally - Lipglass - The Wee Coquette
Ostatnim - na razie oczywiście ;) - skarbem z MAC Naturally, który chciałabym Wam przybliżyć jest śliczny mleczny lipglass - The Wee Coquette.
sobota, 4 lutego 2012
MAC? Naturalnie!
Witajcie Kochane z samego oka cyklonu ;) Jeśli jeszcze kiedykolwiek jakakolwiek siła skłoni mnie do przeprowadzania się w styczniu, lutym i generalnie w samym środku najmroźniejszej zimy, to po prostu palnę sobie w łeb. Nie dosyć, że zmuszona jestem cały czas walczyć z całym szeregiem przemrożeń - nota bene udało mi się opracować żelazny zestaw, który jak tylko wszystko odrobinę się uspokoi, zamierzam Wam przedstawić - to jeszcze na domiar złego zamarzła nam rura wodociągowa ;/
Ale dość o wątpliwych urokach przeprowadzek, pora na trochę prawdziwych przyjemności - przed Wami MAC Naturally :)
Już jutro swatche i recenzja różu, który miałam okazję przetestować w naprawdę ekstremalnych warunkach, no i oczywiście niebawem również cień i błyszczyk ;)
m.m.
Ale dość o wątpliwych urokach przeprowadzek, pora na trochę prawdziwych przyjemności - przed Wami MAC Naturally :)
Już jutro swatche i recenzja różu, który miałam okazję przetestować w naprawdę ekstremalnych warunkach, no i oczywiście niebawem również cień i błyszczyk ;)
m.m.
niedziela, 13 listopada 2011
Recenzja - MAC Glitter&Ice - Dazzleglass Dressed To Dazzle
Kilka dni temu pokazywałam Wam skarby z zimowej kolekcji marki MAC Glitter&Ice - KLIK!, dzisiaj czas na pierwsze recenzje. Na początek błyszczyk Dazzleglass w kolorze chłodnego różu. Kolejność jest całkowicie przypadkowa i niepowodowana niczym konkretnym - mimo mojej absolutnej miłości do matu kolekcję świąteczną kanadyjskiej marki pokochałam i mam ochotę poznać bliżej jeszcze kilka jej elementów. :) Na razie jednak kilka słów na temat błyszczyka.
niedziela, 14 sierpnia 2011
Recenzja - zaskakujący Chubby Stick od Clinique
O nowym balsamie do ust Chubby Stick w formie kolorowej kredki, który marka Clinique wprowadziła na rynek wiosną tego roku wspominałam Wam już tu - KLIK!
Szczerze? Produkt ten potraktowałam po prostu jako ciekawy gadżet, który fajnie wyglądał będzie w torebce i zapewni w moim bardzo skromnym i ascetycznym /z uwagi na totalny brak czasu i możliwości/ makijażu kolorowy, letni akcent ;) Ale ta niepozorna, kolorowa kredka naprawdę zupełnie mnie zaskoczyła...
czwartek, 17 marca 2011
Jak to nie zachwyca, jak zachwyca - czyli o MAC Wonder Woman, oraz Viva Glam Gaga 2
Dzisiejsza wizyta w MAC'u utwierdziła mnie w 100% w tym, że Wonder Woman jest kolekcją bez której przeżyję. Byłam do niej sceptycznie nastawiona już od momentu, kiedy zobaczyłam zdjęcia, dlatego nie gnałam do MAC'a w dniu jej wprowadzenia. Dzisiaj obejrzałam ją na spokojnie i jestem pewna - nie moja bajka, nie moje kolory. Zachwycił mnie Tartan Tale, rzucił na kolana ChamPale, podobała bardzo Peacocky, a w WW nie znajduję nic dla siebie. Bez żalu - pass ;P
czwartek, 20 stycznia 2011
Swieża i naturalna wiosna z In Bloom od Smashbox
Jest już w Polsce najnowsza kolekcja marki Smashbox. Piękna, świeża i wiosenna - In Bloom.
Kolekcja świetnie wpisuje w wiosenne trendy - jest naturalnie, świetliście i dziewczęco.Głównym elementem kolekcji jest paleta 10 cieni z dołączonym do nich pędzelkiem.
Cienie są absolutnie fenomenalne. Wszystko to, co typowe dla cieni tej marki znajdziecie w tej palecie. Są trwałe, bardzo mocno napigmentowane, a co za tym idzie wydajne. Świetnie się cieniują, łączą. Nie osypują się, nie wałkują, nie zbierają w załamaniu. W IN BLOOM EYE SHADOW PALETTE znalazły się zarówno cienie lśniące, jak i matowe. Ułożone są w gotowe pary, ale nic nie ogranicza swobodnego komponowania zestawów.
Dodający twarzy maksimum świeżości Cream Cheek Duo - czyli kremowy róż w dwóch odcieniach, które można łączyć, lub stosować oddzielnie.
Dwa pudrowe eyelinery, których nie miałam jeszcze niestety okazji wypróbować, ale gdy tylko mi się to uda, natychmiast podzielę się wrażeniami :)
Kolekcję zamykają dwa błyszczyki w całkowicie nowych kolorach Coral oraz Soft Pink.
Kolekcja jest naprawdę śliczna i bardzo kobieca. In Bloom mnie osobiście kojarzy się z delikatnymi, wiosennymi płatkami kwiatów. Pełna jest naturalnych odcieni, które jednocześnie pięknie odświeżą makijaż po ziemie.
m.m.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































