Przyznaję szczerze - po tym, jak przez jakiś czas byłam naprawdę bardzo zaintrygowana marką The Body Shop, głównie ze względu na bezkonkurencyjny krem do rąk Hemp Hand, moja sympatia do tej marki zalicza coraz poważniejsze doły. Hemp Hand jakaś mądra głowa postanowiła chyba udoskonalić, a jak powszechnie wiadomo 'lepsze jest wrogiem dobrego' i z genialnego, leczącego nawet najbardziej zniszczone dłonie kremu zrobiono krem iście przeciętny i niewyróżniający się niczym szczególnym - jednym słowem nieradzący sobie z moimi dłońmi, które zimą przechodzą armagedon. Jakość trzyma jeszcze olejek, ale zrażona do serii w przyszłym sezonie prawdopodobnie nie sięgnę już po niego. Produkty do twarzy The Body Shop pozostawiają bardzo wiele do życzenia, a masło cytrynowe, które uwielbiam ponad wszystko, bo jako jedyny chyba kosmetyk na rynku nie zalatuje środkami do czyszczenia łazienek, łowię na promocjach, bo jednak grubym nietaktem jest dla mnie wydawanie ponad 60pln na masło do ciała. Dlatego teraz salon TBS mijam dosyć obojętnie wstępując tam jedynie podczas przecen sezonowych. I właśnie podczas ostatnich promocji w moje ręce wpadł poniższy żel. Kosztował 9pln, kupiłam dwa, z czego jeden zdołałam już zmęczyć, a nad drugim lituję się co jakiś czas i z nadzieją patrzę na to, jak go ubywa. Ale po kolei.
Opakowanie - 250ml żelu zamknięto w niewytłumaczalnie twardej butli. Nie potrafię zrozumieć, kto i co chciał osiągnąć, ale tego żelu z tej butli niemalże nie sposób wydobyć. I to nie przypadek, ponieważ obydwa egzemplarze, którymi dysponuję mają równie twardy plastik. Dlatego najczęściej przeklinam ten żel jeszcze zanim w ogóle zdołam się do niego dobrać. W regularnej ofercie żel kosztuje 19pln. Ja, jak wspomniałam kupiłam go za 9, czyli tyle, ile mniej więcej zapłacić trzeba za w miarę dobry żel p/prysznic.
Produkt/Efekt/Działanie - kiedy już pokonam butlę dociera do mnie zapach. I tu mam kolejny problem, ponieważ ja zapachu tego żelu po prostu nie jestem w stanie strawić. Żel pachnie maksymalnie słodko, czymś co kojarzy mi się ze sfermentowaną watą cukrową. O ironio w sklepie powąchałam go przed zakupem i wydał mi się nawet przyjemny. Teraz, w połowie drugiej butli to istna tortura, zwłaszcza dla kogoś, dla kogo ideałem zapachu jest kilogram cytryn.
Żle TBS naprawdę dobrze się pieni, dobrze zmywa się z ciała. Pozostawia skórę czystą i odświeżoną. Jest nawet wydajny, co podejrzewam zawdzięcza tej butli, bo raczej trudno wydobyć z niego potrzebną ilość, nie wspominając już od nadmiarze.
Podsumowując - zdaję sobie sprawę z tego, że tak na dobrą sprawę to się czepiam. Nie jestem w stanie zarzucić temu produktowi nic konkretnego poza wspomnianym zapachem i butlą ze stali. Ale ja tego produktu nie lubię i nic na to nie poradzę. Powyższa recenzja jest więc recenzją niezwykle subiektywną, tak jak odczuwanie danego zapachu jest arcysubiektywne. Być może, jeśli uda mi się jeszcze kiedyś zauważyć ten żel w akceptowalnej cenie, ale w innej wersji zapachowej - cytrynowej, lub wiśniowej np. - bez wahania skuszę się na niego. Posiadam bowiem LE Spiced Pumpkin i naprawdę go lubię. Poza tym, jak widać w powyższej recenzji, żadnych konkretnych i poważnych zarzutów w stosunku do żelu samego w sobie nie mam.
m.m.
p.s. Dziewczyny, czy Wy również macie takie problemy z ukazywaniem się Waszych postów w aktualizacjach? Publikuję najczęściej grubo przed godziną 21, a posty pokazują się w blogrollu i na pulpicie nawigacyjnym czasami nawet po upływie 1,5 godziny. Znacie może przyczynę?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty
środa, 23 maja 2012
czwartek, 26 stycznia 2012
Recenzja - The Body Shop - Cranberry Joy Lip Balm
Tak, żyję, chociaż na blogu niewiele na to wskazuje ;) Mam nadzieję, że to jeszcze tylko kwestia przyszłego tygodnia i powrócę. Teraz ledwo stoję na nogach, bo ostatnio krucho u mnie z czasem nawet na spanie ;) Ale skoro już udało mi się w ogóle tu wejść, to zostanę na dłużej i podzielę się z Wami refleksjami na temat pewnego produktu, kupionego, całe szczęście, jakiś czas temu na wyprzedaży za 11pln :)
środa, 26 października 2011
Halloween pod prysznicem ;)
Tak skusiłam się i ja ;) Niestety nie byłam w stanie oprzeć się temu zapachowi ;) Po części obłędnie słodki, gdzieś w tle trochę ostrzejszy, bardzo trudny do zapamiętania i przywołania. Niebanalny i rzadko spotykany - żel pod prysznic The Body Shop Spiced Pumpkin.
Nie powiem niestety jak spisuje się na skórze, ponieważ jeszcze nie miałam przyjemności go przetestować.
Dostępny w salonach firmowych - 250ml - 19pln
m.m.
Nie powiem niestety jak spisuje się na skórze, ponieważ jeszcze nie miałam przyjemności go przetestować.
Dostępny w salonach firmowych - 250ml - 19pln
m.m.
środa, 5 października 2011
Recenzja - The Body Shop - Hemp Hand Oil
Kilka tygodni temu wspominałam Wam o nowym produkcie w mojej jesienno-zimowej pielęgnacji dłoni - KLIK!. Hemp Hand Oil ma za zadanie wspomóc jeszcze dodatkowo działanie kremu i pomóc mi cieszyć się ładną, gładką i porządnie nawilżoną skórą przez całą jesień i zimę. Niestety moje dłonie jako pierwsze reagują nawet na nieznaczne obniżenie temperatury na zewnątrz, a ich destrukcję dodatkowo wzmaga fakt, że przy małym dziecku są ustawicznie narażone na działanie wody, ponieważ myję je niemalże bez przerwy. Hemp Hand Protector odkryłam kilka lat temu i od tego momentu pozostaję mu wierna, po tych kilku tygodniach stosowania Hemp Hand Oil mogę z całą pewnością powiedzieć, że ten produkt również zostanie ze mną na dłużej.
środa, 14 września 2011
Na ratunek suchym dłoniom - faza testowa - The Body Shop - Hemp Hand Oil
Gdy tylko temperatura na zewnątrz spada poniżej 30*C w cieniu i kończy się lato, jak jakieś uparte demony budzą się wszystkie problemy mojej skóry. Zaczyna być ekstremalnie przesuszona, pęka, sprawia ból i niestety wygląda tragicznie. Zazwyczaj już we wrześniu zmuszona jestem sięgnąć po cały arsenał treściwych maseł i balsamów. Do rąk natomiast od lat używam już tylko i wyłącznie jednego produktu, który znakomicie radzi sobie z nawet ekstremalnie zniszczoną skórą, pisałam Wam już o nim tu - KLIK! - mowa o Hemp Hand Protector marki The Body Shop. W tym roku postanowiłam jeszcze dodatkowo wzmocnić jego działanie olejkiem z serii. Dzisiaj jedynie kilka zdjęć, a niebawem pełniejsza recenzja ;)
czwartek, 8 września 2011
Nowość - The Body Shop - EXTRA VIRGIN MINERALS
No i kolejna promocja - tym razem dotycząca nowości ;)
Przeklejam info ze strony The Body Shop ;)
Czy kiedykolwiek marzyłaś o nieskazitelnej cerze? Już jutro odkryj podkład mineralny, który idealnie dopasuje się do Twojej karnacji. The Body Shop przedstawia nową kolekcję EXTRA VIRGIN MINERALS - innowacyjną linię podkładów mineralnych dostępnych w trzech formatach:
EXTRA VIRGIN MINERALS CREAM COMPACT FOUNDATION (kremowy, kompaktowy podkład) 8,5g 85 zł
EXTRA VIRGIN MINERAL LIQUID FOUNDATION (fluid) 30ml 75 zł
EXTRA VIRGIN MINERAL LOOSE POWDER FOUNDATION SPF 25 (sypki puder) 5g 85 zł
Jest to pierwsza mineralna kolekcja The Body Shop, która zawiera drobno zmielone minerały połączone ze wspaniałą oliwką z oliwek pozyskiwaną podczas procesu tłoczenia na zimno. The Body Shop jest pierwszą marką, która w swojej kolekcji podkładów użyła wspaniałej oliwki z oliwek pozyskiwanej we Włoszech w ramach programu Wspólnota Uczciwego Handlu oraz nawilżającego olejku marula z Namibii.
Odwiedź nasz sklep, a dowiesz się, który format zapewni Twojej cerze krycie oraz wykończenie idealne właśnie dla Ciebie. Dodatkowo tylko od jutra przez 2 tygodnie, kupując jeden produkt EXTRA VIRGIN MINERALS, otrzymasz 50% rabatu na drugi produkt z departamentu make-up. Zapraszamy
m.m.
Przeklejam info ze strony The Body Shop ;)
Czy kiedykolwiek marzyłaś o nieskazitelnej cerze? Już jutro odkryj podkład mineralny, który idealnie dopasuje się do Twojej karnacji. The Body Shop przedstawia nową kolekcję EXTRA VIRGIN MINERALS - innowacyjną linię podkładów mineralnych dostępnych w trzech formatach:
EXTRA VIRGIN MINERALS CREAM COMPACT FOUNDATION (kremowy, kompaktowy podkład) 8,5g 85 zł
EXTRA VIRGIN MINERAL LIQUID FOUNDATION (fluid) 30ml 75 zł
EXTRA VIRGIN MINERAL LOOSE POWDER FOUNDATION SPF 25 (sypki puder) 5g 85 zł
Jest to pierwsza mineralna kolekcja The Body Shop, która zawiera drobno zmielone minerały połączone ze wspaniałą oliwką z oliwek pozyskiwaną podczas procesu tłoczenia na zimno. The Body Shop jest pierwszą marką, która w swojej kolekcji podkładów użyła wspaniałej oliwki z oliwek pozyskiwanej we Włoszech w ramach programu Wspólnota Uczciwego Handlu oraz nawilżającego olejku marula z Namibii.
Odwiedź nasz sklep, a dowiesz się, który format zapewni Twojej cerze krycie oraz wykończenie idealne właśnie dla Ciebie. Dodatkowo tylko od jutra przez 2 tygodnie, kupując jeden produkt EXTRA VIRGIN MINERALS, otrzymasz 50% rabatu na drugi produkt z departamentu make-up. Zapraszamy
m.m.
czwartek, 14 lipca 2011
Faza testowa - The Body Shop Tea Tree Oil
Mimo wieku, w którym stanowczo powinnam być już poza zasięgiem wszelkich skórnych niespodzianek - tak mi się przynajmniej kiedyś wydawało ;) - niestety zdarzają mi się one dość często, zwłaszcza latem. Wcześniej używałam - z powodzeniem - roll ona od Garnier, a gdy ten się skończył postanowiłam sięgnąć po ten olejek. Serię TBS Tea Tree bardzo polubiłam i wygląda na to, że mam duże szanse na polubienie się również z tą malutką buteleczką. ;)
środa, 13 lipca 2011
Look 10 - Semi Precious w złocie
Dzisiaj makijaż z cieniem Semi Precious Golden Gaze w roli głównej. Bardzo lubię to stare złoto na czarnej bazie z dodatkiem odrobiny zieleni. Uparcie też testuję różne podkłady, bo mimo iż Vichy Aera Teint sprawdził się u mnie naprawdę dobrze, to mam ochotę na małą zmianę. Okazało się, że na dnie StudioFix ostała się jeszcze odrobina, która pozwoliła mi przypomnieć sobie jak dobry był to produkt i jak na razie, nie ukrywam, wysuwa się na prowadzenie. Wrzucę dzisiaj recenzję.
A tymczasem na oczach mam MAC - Paint Pot Soft Ochre, czarną kredkę Sephora Flashy Liner, cienie MAC - Humid, Typographic, Shroom, Vanilla, oraz wspomniany Golden Gaze z Semi Precious. Rzęsy wytuszowane High Lenghts Mascara od Clinique, którą niezmiennie mnie zaskakuje.
Na buzi StudioFix, ProLongwear Concealer, Mineralize SkinFinish Light, Bronzer The Body Shop 01.
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Recenzja - The Body Shop - Seaweed Mattifying Moisture Lotion SPF 15
Kilka tygodni temu, kiedy moja skóra zaczęła juz powoli osiągać letnie apogeum świecenia, błyszczenia i wszelkich innych atrakcji doszłam do wniosku, iż najwyższy czas wypróbować jakiś matujący nawilżacz z TBS. Ostatnio pieczołowicie zgłębiam ofertę tej marki i muszę powiedzieć, że pałam do niej coraz większą miłością. Ale jak widać żadna miłość nie jest tak do końca usłana różami i mimo, że naprawdę wierzę, że moja znajomość z tą marką będzie długa i owocna, to tym razem zdarzyło się małe potknięcie, takie naprawdę malutkie ;) Mowa o Seaweed Mattifying Moisture Lotion w wersji z SPF 15.
Trochę przez nieuwagę moja, trochę przez zakręcenie Pani w salonie marki przyszłam po wersję w słoiczku, a wyszłam z rzekomo identyczną, wersją w tubce. Generalnie cenię sobie bardziej takie opakowania, ponieważ są przede wszystkim znacznie bardziej higieniczne. Dlatego, gdy podeszłam do standu z serią Seaweed i zobaczyłam krem w tubce natychmiast zapytałam Pani, czy to dokładnie to samo. Czy ma taką samą konsystencję, formułę, etc. Pani skrupulatnie przytaknęła, zaznaczając jedynie, że różnią się faktorem słonecznym, a ja nie sprawdzają na testerze, sięgnęłam po tą nieszczęsną tubkę.
W domu okazało się, że konsystencji kremu bardzo daleko do lekkiego żelu. Ale po kolei.
środa, 22 czerwca 2011
Recenzja - The Body Shop - puder brązujący z serii Honey Bronze
Wygląda na to, że przynajmniej kilka kolejnych postów na blog będzie naprawdę pozytywnych. Ostatnie moje zdobycze były w 100% udane i jestem z nich bardzo zadowolona. Oto jedna z nich - puder brązujący TBS, o którym wspominałam Wam już przy okazji któregoś makijażu.
poniedziałek, 16 maja 2011
Faza testowa - The Body Shop Vitamin E Face Mist
Od kilku dni intensywnie testuję ogólnie chwaloną mgiełkę do twarzy z The Body Shop. Produkt zawiera pantenol i wodę różaną, ma za zadanie błyskawicznie nawilżać skórę, odświeżać ją i pozostawiać przyjemnie miękką i gładką. To według producenta.
środa, 4 maja 2011
Faza testowa - The Body Shop Tea Tree
Rozczarowana kolejną nieudaną próbą nadania mojej skórze alabastrowej gładkości, czystości i matu idealnego, a także skuszona dość pozytywnymi recenzjami, postanowiłam sięgnąć po serię Tea Tree od TheBody Shop. Zaczęłam od żelu do twarzy oraz toniku. Pierwsze wrażenie to bardzo intensywny, kojarzący mi się z czymś - dosłownie - mocno antybakteryjnym - zapach. Nie jest drażniący, nie przeszkadza, ale jest bardzo mocno wyczuwalny. Druga sprawa, którą już niestety stwierdzam, to wysuszające działanie. Oczywiście nie może to być zarzut w stosunku do tych produktów, ponieważ jest to linia przeznaczona do pielęgnacji cery tłustej i problematycznej, natomiast na pewno moje policzki będą wymagały dodatkowego wspomagania. Skóra jest na pewno maksymalnie odświeżona.
Teraz kilka zdjęć, a recenzja już wkrótce.
Teraz kilka zdjęć, a recenzja już wkrótce.
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Koniec - The Body Shop i Artego
Udało mi się wykończyć dzisiaj dwa produkty - w tym jeden z nieopisanym uczuciem ulgi ;)
Doprowadziłam do dna swój ulubiony szampon Artego Extracto - w wersji zapobiegającej wypadaniu włosów. Jest to szampon na bazie olejków eteryczych , wzbogacony o Bio-Vitamin Complex Extracto. Wzmacnia cebulkę i strukturę włosa. Ogólnie Extracto jest moją ulubioną linią szamponów. Bardzo fajnie oczyszczają, nie obciążając, odbudowując i wzmacniając włosy. Nie ma problemu z ich ułożeniem, czy wyglądem przez cały dzień. Wersja zapobiegająca wypadaniu włosów miała może jedyny mankament w postaci średnio udanego zapachu. Jest on zdecydowanie ostrzejszy i mam wrażenie męski. Ale szampon jest ogólnie udany. Jeżeli tylko macie możliwość zaopatrzenia się w niego - polecam. Na mojej półce czeka już zdecydowanie faworyzowana przeze mnie formuła odbudowująca ;)
Doprowadziłam do dna swój ulubiony szampon Artego Extracto - w wersji zapobiegającej wypadaniu włosów. Jest to szampon na bazie olejków eteryczych , wzbogacony o Bio-Vitamin Complex Extracto. Wzmacnia cebulkę i strukturę włosa. Ogólnie Extracto jest moją ulubioną linią szamponów. Bardzo fajnie oczyszczają, nie obciążając, odbudowując i wzmacniając włosy. Nie ma problemu z ich ułożeniem, czy wyglądem przez cały dzień. Wersja zapobiegająca wypadaniu włosów miała może jedyny mankament w postaci średnio udanego zapachu. Jest on zdecydowanie ostrzejszy i mam wrażenie męski. Ale szampon jest ogólnie udany. Jeżeli tylko macie możliwość zaopatrzenia się w niego - polecam. Na mojej półce czeka już zdecydowanie faworyzowana przeze mnie formuła odbudowująca ;)
czwartek, 24 lutego 2011
masła do ciała - Ziaja, Bielenda oraz The Body Shop
Witam po kolejnej, niezamierzonej, krótkiej przerwie. Niestety w ostatnich dniach z powodu kilku zawirowań miałam ograniczone możliwości czasowe, ale postaram się to nadrobić i mam nadzieję, że teraz już recenzję będą pojawiać się regularnie. Liczę również na to, że niebawem będę już w stanie prezentować Wam rzeczywiste zdjęcia produktów i swatche.
A dzisiaj moi faworyci wśród maseł do ciała.
Zdecydowanie moim ulubieńcem w tej gamie produktów jest Sopot Spa marki Ziaja. Pierwsze, co zauważa się po odkręceniu słoiczka, to niesamowity, wakacyjny zapach. Bardzo świeży, trochę jakby morski. Kolejną zaletą tego produktu jest bardzo lekka konsystencja. Masło nie jest tłuste, nie pozostawia filmu, bardzo ładnie się wchłania. Zapewnia skórze komfort i wystarczające nawilżenie. Nie jest to masło, które zimą świetnie nawilży taką ekstremalnie wysuszoną skórę, ale dla normalnej, lub lekko przesuszonej jest idealne. Świetnie też sprawdza się latem, nie obciąża i jak już wspomniałam jest bardzo lekkie. Skóra jest miękka i gładka. Świetny produkt na co dzień.
Kolejnym masłem, które naprawdę lubię jest seria z The Body Shop. Uwielbiam cytrynę, grejpfruta i mandarynkę. Niedawno skusiłam się również na jagodę, ale niestety zapach po kilku aplikacjach stał się bardzo męczący - od razu więc uczulam na to, by dobrze przetestować wybrany zapach przed zakupem, zwłaszcza, że te masła to dość duży wydatek. Na szczęście podczas wyprzedaży, część zapachów można znaleźć w ofercie -50%. Masła TBS świetnie rozprowadzają się na skórze pozostawiając na niej delikatny zapach. Bardzo dobrze się wchłaniają, nie pozostawiają tłustej warstwy. Rewelacyjnie nawilżają i chronią skórę. Jest delikatna, elastyczna i pięknie pachnie, a zapach utrzymuje się naprawdę długo. Plusem jest również bardzo solidne opakowanie.
Ostatnim masłem, o którym chciałabym Wam dzisiaj powiedzieć kilka słów jest produkt Bielendy Awokado. Generalnie nie jestem fanką tej marki. Unikam ich produktów do twarzy, ale to masło bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Ma bardzo przyjemny, słodki - melonowy - zapach, delikatna konsystencję, jest bardziej tłuste, niż dwa poprzednie, ale dosyć dobrze się wchłania. Na lato jest jednak trochę zbyt bogate. Masło generalnie jest skuteczne. Dobrze nawilża i zapewnia komfort. Niestety tak jak Ziaja, nie zapewni terapii ekstremalnie wysuszonej skórze, ale sprawdza się przy tej normalnej i lekko przesuszonej w codzienny użyciu. Opakowanie nie sprawia niestety wrażenia porządnego, jest dość kruche i tandetne.
Wszystkie trzy produkty są bardzo przyjemne w użyciu, łatwo i wygodnie się aplikują. Polskie masła mają zdecydowaną przewagę cenową, te z The Body Shop są jednak trochę lepsze jakościowo i zapachowo, co jest oczywiście bardzo ważne, ale biorąc pod uwagę fakt, że tego typu produktu zużywa się dość dużo, cena nie pozostaje bez znaczenia. Zaletą produktów z TBS są dwie różne pojemności opakowań, ta mniejsza, będąca również w regularnej sprzedaży, często dodawana jest do pełnowymiarowej wersji.
m.m.
A dzisiaj moi faworyci wśród maseł do ciała.
Zdecydowanie moim ulubieńcem w tej gamie produktów jest Sopot Spa marki Ziaja. Pierwsze, co zauważa się po odkręceniu słoiczka, to niesamowity, wakacyjny zapach. Bardzo świeży, trochę jakby morski. Kolejną zaletą tego produktu jest bardzo lekka konsystencja. Masło nie jest tłuste, nie pozostawia filmu, bardzo ładnie się wchłania. Zapewnia skórze komfort i wystarczające nawilżenie. Nie jest to masło, które zimą świetnie nawilży taką ekstremalnie wysuszoną skórę, ale dla normalnej, lub lekko przesuszonej jest idealne. Świetnie też sprawdza się latem, nie obciąża i jak już wspomniałam jest bardzo lekkie. Skóra jest miękka i gładka. Świetny produkt na co dzień.
Kolejnym masłem, które naprawdę lubię jest seria z The Body Shop. Uwielbiam cytrynę, grejpfruta i mandarynkę. Niedawno skusiłam się również na jagodę, ale niestety zapach po kilku aplikacjach stał się bardzo męczący - od razu więc uczulam na to, by dobrze przetestować wybrany zapach przed zakupem, zwłaszcza, że te masła to dość duży wydatek. Na szczęście podczas wyprzedaży, część zapachów można znaleźć w ofercie -50%. Masła TBS świetnie rozprowadzają się na skórze pozostawiając na niej delikatny zapach. Bardzo dobrze się wchłaniają, nie pozostawiają tłustej warstwy. Rewelacyjnie nawilżają i chronią skórę. Jest delikatna, elastyczna i pięknie pachnie, a zapach utrzymuje się naprawdę długo. Plusem jest również bardzo solidne opakowanie.
Ostatnim masłem, o którym chciałabym Wam dzisiaj powiedzieć kilka słów jest produkt Bielendy Awokado. Generalnie nie jestem fanką tej marki. Unikam ich produktów do twarzy, ale to masło bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Ma bardzo przyjemny, słodki - melonowy - zapach, delikatna konsystencję, jest bardziej tłuste, niż dwa poprzednie, ale dosyć dobrze się wchłania. Na lato jest jednak trochę zbyt bogate. Masło generalnie jest skuteczne. Dobrze nawilża i zapewnia komfort. Niestety tak jak Ziaja, nie zapewni terapii ekstremalnie wysuszonej skórze, ale sprawdza się przy tej normalnej i lekko przesuszonej w codzienny użyciu. Opakowanie nie sprawia niestety wrażenia porządnego, jest dość kruche i tandetne.
Wszystkie trzy produkty są bardzo przyjemne w użyciu, łatwo i wygodnie się aplikują. Polskie masła mają zdecydowaną przewagę cenową, te z The Body Shop są jednak trochę lepsze jakościowo i zapachowo, co jest oczywiście bardzo ważne, ale biorąc pod uwagę fakt, że tego typu produktu zużywa się dość dużo, cena nie pozostaje bez znaczenia. Zaletą produktów z TBS są dwie różne pojemności opakowań, ta mniejsza, będąca również w regularnej sprzedaży, często dodawana jest do pełnowymiarowej wersji.
m.m.
wtorek, 30 listopada 2010
The Body Shop - HEMP HAND PROTECTOR
W związku z tym, że zima zagościła już u nas na dobre, będzie coś o pielęgnacji i ochronie przed zimnem. Tym razem czas na dłonie i krem - objawienie.
Są kobiety, które nawet podczas trzydziestostopniowych mrozów obywają się bez rękawiczek, a ich dłonie nie ponoszą z tego tytułu żadnych konsekwencji - są gładkie, skóra jest jasna, alabastrowa - piękna. Są niestety również dłonie, których właścicielki zmuszone są biegać już od września do późnego kwietnia w rękawiczkach, a skóra i tak wygląda tak, jakby każdego dnia robiły pranie na wietrze, w górskim strumieniu, przy siarczystym mrozie. Jest przemrożona, sino-czerwona, popękana, wysuszona, sprawia ból i baaardzo daleko jej do pięknych wypielęgnowanych dłoni mimo sumiennego stosowania naprawdę zmasowanej pięlęgnacji. Wiem, co mówię. Sprawdzilam chyba wszystkie kremy do rąk dostępne w popularnych drogeriach, każdej zimy w przeróżnych konfiguracjach, wszystkie po kolei i kilka naraz i nic. Efekt niestety zazwyczaj bardzo mizerny. Dłonie nadal nie nadające się do pokazania komukolwiek, rękawy swetrów naciągane zawsze tak, by widać było jedynie paznokcie. Zupełnie przypadkowo trafiłam na Hemp Hand Protector.
Krem jest bardzo gęsty, bogaty. Zawiera olej z nasion konopi, wosk pszczeli, alantoinę, pantenol i glicerynę. Nałożony po raz pierwszy na zniszczone, przesuszone dłonie praktycznie natychmiast łagodzi podrażnienia i przynosi ulgę. Po kilku dniach skóra jest z powrotem delikatna, jasna, nawilżona, napięcie zlikwidowane, a wszystkie mikro-ranki pogojone. Krem bardzo szybko przywraca komfort, niweluje przesuszenie. Nawet stosowany jedynie na noc i przed wyjściem z domu skutecznie zapobiega wszystkim 'zimowym historiom'. Co więcej, świetnie sprawdza się praktycznie przez cały rok, skutecznie chroniąc skórę na dłoniach przed działaniem detergentów, czy wody.
Krem ma dość intensywny zapach, który mi osobiście kojarzy się z zapachem kremu do golenia sprzed lat, ale to tylko takie moje skojarzenie :) Jest bardzo wydajny, ze względu na jego konsystencję na całe dłonie wystarcza naprawdę niewielka ilość. Dostępny jest w tubach o pojemności 100ml.
Naprawdę szczerze polecam ten produkt wszystkim, którzy zimą borykaja się z przesuszoną, popękaną skórą na dłoniach. Krem, dzięki sile działania i braku charakterystycznego drogeryjnego zapachu świetnie nadaje się również dla mężczyzn. Dostępny jest w salonach The Body Shop.
mm
Są kobiety, które nawet podczas trzydziestostopniowych mrozów obywają się bez rękawiczek, a ich dłonie nie ponoszą z tego tytułu żadnych konsekwencji - są gładkie, skóra jest jasna, alabastrowa - piękna. Są niestety również dłonie, których właścicielki zmuszone są biegać już od września do późnego kwietnia w rękawiczkach, a skóra i tak wygląda tak, jakby każdego dnia robiły pranie na wietrze, w górskim strumieniu, przy siarczystym mrozie. Jest przemrożona, sino-czerwona, popękana, wysuszona, sprawia ból i baaardzo daleko jej do pięknych wypielęgnowanych dłoni mimo sumiennego stosowania naprawdę zmasowanej pięlęgnacji. Wiem, co mówię. Sprawdzilam chyba wszystkie kremy do rąk dostępne w popularnych drogeriach, każdej zimy w przeróżnych konfiguracjach, wszystkie po kolei i kilka naraz i nic. Efekt niestety zazwyczaj bardzo mizerny. Dłonie nadal nie nadające się do pokazania komukolwiek, rękawy swetrów naciągane zawsze tak, by widać było jedynie paznokcie. Zupełnie przypadkowo trafiłam na Hemp Hand Protector.
Krem jest bardzo gęsty, bogaty. Zawiera olej z nasion konopi, wosk pszczeli, alantoinę, pantenol i glicerynę. Nałożony po raz pierwszy na zniszczone, przesuszone dłonie praktycznie natychmiast łagodzi podrażnienia i przynosi ulgę. Po kilku dniach skóra jest z powrotem delikatna, jasna, nawilżona, napięcie zlikwidowane, a wszystkie mikro-ranki pogojone. Krem bardzo szybko przywraca komfort, niweluje przesuszenie. Nawet stosowany jedynie na noc i przed wyjściem z domu skutecznie zapobiega wszystkim 'zimowym historiom'. Co więcej, świetnie sprawdza się praktycznie przez cały rok, skutecznie chroniąc skórę na dłoniach przed działaniem detergentów, czy wody.
Krem ma dość intensywny zapach, który mi osobiście kojarzy się z zapachem kremu do golenia sprzed lat, ale to tylko takie moje skojarzenie :) Jest bardzo wydajny, ze względu na jego konsystencję na całe dłonie wystarcza naprawdę niewielka ilość. Dostępny jest w tubach o pojemności 100ml.
Naprawdę szczerze polecam ten produkt wszystkim, którzy zimą borykaja się z przesuszoną, popękaną skórą na dłoniach. Krem, dzięki sile działania i braku charakterystycznego drogeryjnego zapachu świetnie nadaje się również dla mężczyzn. Dostępny jest w salonach The Body Shop.
mm
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















