Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benefit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benefit. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 czerwca 2012

A już niebawem...

 Moje Drogie, przez kilka kolejnych dni jestem po uszy zakopana w Lounge Magazynie, ponadto jutro szykuje mi się urlop od życia i cały dzień w ukochanym Krakowie, dlatego przez moment będzie mnie tu mniej, ale w połowie przyszłego tygodnia powinnam być już na dobre z powrotem, a wraz ze mną - między innymi - poniższe tematy. Jeżeli któryś interesuje Was szczególnie - dajcie znać, a postaram się nadać mu podwyższony priorytet.
  •  Korektory - mały przegląd poniższych /+ rozbitego w drobny mak Pro Longweara/ oraz opinie na ich temat


  • Miód z cytryną ;)

  •  Sypańce - Kryolan oraz MUFE - bez przerwy pieję z zachwytu nad Redness Solutions Clinique - pora na moich dwóch pozostałych ulubieńców w kategorii puder sypki
  • Paint Poty MAC - co to jest, jakie jest, jak nakładać i ogólnie co z tym zrobić, by pokochać ;)


 m.m.

środa, 25 kwietnia 2012

Benefit Hello Flawless Oxygen WOW - recenzja na podstawie próbki

Czy Wy też do niektórych marek kosmetycznych macie jakąś szczególną słabość, a nowości w ich asortymencie wywołują u Was szeroki uśmiech?  Ja osobiście mam kilka takich kwiatków. I o tyle, o ile z moim absolutnym faworytem w dziedzinie kolorówki współpracuje mi się bez większych potknięć i ekscesów, o tyle marka, o której produkcie przeczytacie za moment coraz częściej mnie rozczarowuje. Prawdopodobnie jeszcze przez jakiś czas śledziła będę wprowadzane przez nich nowości, ale jeśli tak dalej pójdzie, niebawem stand tej marki mijała będę obojętnie.


czwartek, 29 grudnia 2011

Zachwycające... 2011 - *Makijaż*

Dzisiaj /dawno obiecywany/ pierwszy post z zachwytami 2011 roku. Na pierwszy ogień makijaż - twarz, oczy i usta. W tym poście zdjęcia, w kolejnym krótkie uzasadnienia :)
 
YSL Fall 2011

niedziela, 24 lipca 2011

Smoky Eyes - step by step

Wrzucam dzisiaj pierwszy absolutnie banalny stepik przydymionych oczu ;) Jedyną zasadą w smoky eyes jest to, że operuje się intensywnością jednego koloru, bądź jego odcieni od nasady rzęs, aż do prawie całkowitego zgubienia go. Można użyć jednego, dwóch, albo trzech odcieni najlepiej jednego koloru. Niekoniecznie czarnego, ja mam dla Was zdjęcia zielonego ;) Smoky eyes możecie robić wszystkim dostępnymi kolorami - brązami, fioletami, zieleniami, szarościami, granatami, to nie jest istotne. Ważny jest sposób cieniowania - od nasady rzęs do góry. Oko ma być przydymione, zdefiniowane, ale rozmyte ;) Można dodać kreskę. Rzęsy powinny być bardzo dobrze wytuszowane, przy bardzo ciemnych barwach polecam zacząć od oka, a dopiero po 'posprzątaniu' zająć się resztą twarzy ;)

sobota, 21 maja 2011

Look 4 - Sunday Cappuccino

Dzisiaj jest co prawda sobota, ale ten makijaż wydaje mi się idealny właśnie na takie niedzielne, leniwe przedpołudnie... Jakaś kawa na Kazimierzu, później spacer do Podgórza, albo nad Wisłą, obiad też gdzieś na mieście... Uuuuhhhh.... strasznie tęsknię za takimi właśnie krakowskimi niedzielami...
Wrzucam też paletki, żeby mniej więcej widać było kolory użytych cieni ;)

Oczy -

  • MAC Paint Pot - Soft Ochre
  • kredka - Sephora 207 - stara kolekcja
  • cienie - MAC - paletka Dashing Lassie /Tartan Tale/; paletka Caviar Dreams /ChamPale/
  • tusz - Opulash MAC
Twarz
  • Vichy Aera Teint 12 opal
  • MAC Pro Longwear Concealer NC15
  • MAC Blot Powder Light
  • rozświetlacz - MAC Chez Chez Lame /ChamPale/
  • bronzer Benefit - Hoola

czwartek, 28 kwietnia 2011

Recenzja - PowderFlage - powder concealer od Benefit

Jeśli jesteście ze mną już jakiś czas, to na pewno zauważyłyście, że jestem naprawdę szczerą i oddaną fanką marki Benefit. Hoola, LemonAid, Stay don't Stray, set Her Name Was Glowla - którego nota bene szukałam po całej Polsce, bo spóźniłam się do Sephory dosłownie kilka minut po ostatni egzemplarz /według zeznań konsultantki :)/ - nie spotkałam się jak dotąd z produktem tej marki, który by mnie nie zachwycił. Do czasu PowderFlage niestety.


wtorek, 1 lutego 2011

Cudotwórcza baza - Stay Don't Stray by Benefit

Po krótkiej przerwie wracam do Was z kolejnym, tym razem naprawdę fenomenalnym produktem. Mowa o Stay Don't Stray od mojej coraz bardziej ulubionej marki - Benefit.

 Stay Don't Stray jest bazą 360* - działa wokół całego oka. Na powiekach jest bazą pod cienie, a pod okiem bazą pod korektor. Ma bardzo wygodne w użyciu opakowanie i konsystencję. Jest cielistym płynnym fluidem, który bardzo wygodnie i łatwo rozprowadza się na powiekach po prostu palcem. Dopasowuje się do każdego koloru skóry i jest zupełnie niewyczuwalna. Nie pozostawia tłustego filmu na powiekach. Jest bardzo wydajna. Ma dość charakterystyczny zapach podkładu. Nie wysusza, zawiera witaminę C i E.  Nie zbiera się w załamaniach, nie wałkuje się.
Baza pięknie rozjaśnia okolice oczu, niweluje oznaki zmęczenia, wygładza skórę. Jest teoretycznie bazą pod korektor, ale z powodzeniem  w lekkim makijażu dziennym pełni jego funkcję samodzielnie.
Kilka słów o jej współpracy z cieniami do powiek. Zacznę od tego, że nie znalazłam cieni, z którymi ta baza nie współgrałaby. Makijaż oka położony na Stay Don't Stray wytrzymuje bez najmniejszego problemu cały dzień. Cienie pięknie trzymają się powieki, nie rolują się, nie zbierają w załamaniu, nie znikają. Po prostu są, tam gdzie zostały położone i w takim samym stanie. Baza bardzo przedłuża trwałość makijażu oka. Ale to, za co ten produkt cenię sobie chyba najbardziej, to sposób w jaki intensyfikuje i wydobywa kolory. To jest naprawdę fenomen. Kolory są pełne, głębokie i prawdziwe. Świetnie się łączą i cieniują. Oczy wyglądają zachwycająco.

Generalnie baza Benefitu stała się produktem z jakim nie rozstaję się podczas makijażu oka. Jest bardzo trwała, wydajna, pięknie podkreśla kolory cieni i świetnie z nimi współpracuje.

m.m.

środa, 5 stycznia 2011

korekta koloru - baza rozświetlajaca do powiek Lemon Aid od Benefit

Skóra wokół oczu jest znacznie cieńsza niż ta na całej twarzy, a co za tym idzie często diametralnie różni się od niej kolorem. Bywa bardziej skłonna do podrażnień, zaczerwieniona, zasiniona przez prześwitujące spod niej naczynka i drobne żyłki, często pada też ofiarą nieprzespanej nocy. Wszystko to sprawia również, że nawet najpiękniejsze cienie do powiek - zwłaszcza te bardzo jasne -  nie wyglądają zbyt efektownie bez uprzedniej korekty koloru skóry. Podkład nie jest niestety najlepszym wyjściem w tym wypadku. Zdarza się, że po kilku godzinach waży się i zbiera w załamaniach tworząc nieestetyczne wałeczki i w rezultacie rujnując cały makijaż oka.


Udało mi się niedawno znaleźć rewelacyjny produkt, który niczym czarodziejska różdżka pomaga ujednolicić powiekę i zaczerwienione kąciki oraz przedłuża znacznie trwałość cieni do powiek, a ich kolory są takie jakie powinny być. Lemon Aid to bardzo gęsta śmietankowo-cytrynowa /mowa o kolorze ;)/ pasta w zgrabnym czarnym pudełeczku z lusterkiem. Cały czas waham się pomiędzy określeniami korektor i baza, ponieważ w moim odczuciu produkt świetnie pełni obydwie funkcje. Nakładam bardzo niewielką ilość Lemon Aid na górną powiekę, w zewnętrznym kąciku, oraz odrobinę w wewnętrzym minimalnie zachodząc na nos i pod oko. Nie nakładam produktu pod całą dolną powieką - moim zdaniem jest na to zbyt gęsty. Warto Lemon Aid przed aplikacją na powieki odrobinę rozgrzać opuszkami palców. Dobrze roztarty i delikatnie przypudrowany sprawdza się rewelacyjnie jako baza pod cienie, koryguje zaczerwienienia, zmeczenie, sine żyłki, ujednolica kolor skóry. Kosmetyk nie zbiera się w załamaniach, nie wałkuje, cienie utrzymują się na nim cały dzień bez szwanku, nawet ciężkie smoky wytrzymały całą noc bez ani jednej korekty. Jak już wspominałam wczesniej - pięknie wydobywa rzeczywisty kolor cieni. Pasta jest diabelnie wydajna, zapach jest lekko szpitalny, ale praktycznie zupełnie niewyczuwalny w trakcie stosowania. Duży plus za funkcjonalne opakowanie.

Lemon Aid to dla mnie kolejny produkt od marki Benefit, który okazał się naprawdę trafiony. Skóra wokół oczu wygląda swieżo, a dzięki temu cała twarz sprawia wrażenie bardziej wypoczętej.

m.m.

czwartek, 16 grudnia 2010

Dotyk słońca w środku zimy - bronzer Hoola by Benefit oraz Inglot AMC Bronzer do twarzy i ciała

Zima rozgościła się u nas na dobre i nic nie wskazuje na to, by szybko miała nas opuścić. Solaria są passe, nie tylko ze względu na ich szkodliwość dla zdrowia, ale również przez nieestetyczny efekt, jaki zapewniają. Dlatego przed zbliżającą się nocą sylwestrową, jak również generalnie w okresie, w którym o naturalnie muśniętą słońcem skórę trudno - chciałabym zaproponować Wam kilka moich ulubionych produktów, zapewniających ultra naturalny, zdrowy i piękny wygląd w dosłownie kilka minut. Na pierwszy ogień dwa. Wymienione już w tytule Hoola by Benefit i AMC bronzer Inglota.

 Bronzer Benefitu odkryłam latem i od razu stał się on moim ulubionym produktem brązującym. Hoola jest całkowicie matowy, zupełnie nie koliduje z jakimikolwiek rozświetlaczami, nie istnieje więc ryzyko, że twarz będzie świecić się 'wszędzie'. Ma idealny kolor, wyglądający dobrze na każdym - nawet bardzo jasnym, bladym odcieniu skóry. Efekt bronzera można bez trudu stopniować używając pędzla dołączonego do produktu, bądź sięgając po pędzel-wachlarz, który pozwala na bardzo subtelną aplikację produktu. Hoola jest niesamowicie wydajny, używam go regularnie od kilku miesięcy i szczerze mówiąc nie zauważyłam na nim jeszcze 'śladów zużycia'. Tak jak wspomniałam, do kosmetyku dołączony jest pędzel. Hoola świetnie sprawdza się jako produkt do konturowania twarzy. Daje piękny, naturalny wygląd. Cera wygląda świeżo i zdrowo. Subtelny efekt pozwala na stosowanie bronzera nawet w środku zimy. Jedynym mankamentem tego, a w zasadzie praktycznie wszystkich pudrów zadaniowych Benefitu, jest nieszczęsne papierowe opakowanie. Jest fajne, zabawne, ale całkowicie niefunkcjonalne, bo narażone na szybkie zniszczenie, zwłaszcza jeśli zapragnie się mieć ten produkt stale przy sobie. I to jest moim zdaniem jedyna wada bronzera od Benefitu.

Kolejnym kosmetykiem jaki chciałam Wam dzisiaj przybliżyć jest bronzer AMC Inglota. W teorii jest to produkt do twarzy i ciała. Ja używam go jedynie do ciała. AMC Bronzer występuje w 6 odcieniach, w wersji matowej i z drobinkami. Produkt posiada konsystencję kremowego fluidu, w zasadzie łatwo się nakłada, dobrze się wchłania, nie pozostawia smug, ani plam. Nie klei się. Bardzo dobrze ujednolica kolor skóry. Nadaje jej estetyczny, delikatnie opalony odcień. Zmywa się bez problemu pod prysznicem. Zapach jest subtelny, praktycznie niewyczuwalny, zupełnie nie kłóci się z zapachem np. perfum. Wersja z drobinkami ładnie rozświetla skórę. Opakowanie z pompką ułatwia dozowanie właściwej ilości produktu.
Ten produkt naprawdę rewelacyjnie sprawdza się przy zdjęciach. Polecam go bardzo również pannom młodym, by pięknie i naturalnie wyrównać kolor skóry w tym najważniejszym dniu.
Jedyne, co zmieniłabym w tym bronzerze, to konsystencja. Moim zdaniem mógłby być odrobinę bardziej płynny.

Myślę, że obydwa te produkty są naprawdę godne uwagi. Są proste w użyciu, dają natychmiastowy efekt, nie niszczą skóry, a sprawiają, że wygląda pięknie i zdrowo.

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...