MAC to w moim przypadku choroba ciężka i nieuleczalna. Cienie do powiek to choroba jeszcze cięższa. Hybryda dwóch powyższych to coś, obok czego nie mam szans przejść obojętnie.
Świąteczne kolekcje marki darzę zaś szczególnym sentymentem, ponieważ to właśnie od wpisu na temat Tartan Tale dwa lata temu zaczęło się SmokyEveningEyes. Dzisiaj przed Wami pierwszy nabytek z przedsprzedaży tegorocznych kolekcji, które umilą nam kolejne dwa miesiące w salonach marki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 1 listopada 2012
sobota, 13 października 2012
MAC - LE Carine Roitfeld - Jungle Camouflage Face Kit
Powracając do tematu październikowych kolekcji MAC'a, dzisiaj kilka słów na temat produktu który już od samego początku zainteresował mnie chyba najbardziej.
Jungle Camouflage Face Kit to zestaw czterech cieni oraz kremowego różu, który tak naprawdę trudno różem nazwać, ponieważ w praktyce jest po prostu kremowym bronzerem. Paleta ta w założeniu służyć ma stworzeniu flagowego makijażu naczelnej. Ciemne smoky, wykonturowana twarz, usta w neutralnym kolorze. Dostępne są dwie wersje kolorystyczne - wspomniana Jungle, oraz Desert, która w przeważającej części zawiera cienie bardziej połyskliwe i jest w moim odczuciu jaśniejsza. Osobiście preferuję maty, zdecydowałam się więc siłą rzeczy na ciemniejszą Jungle.
Jungle Camouflage Face Kit to zestaw czterech cieni oraz kremowego różu, który tak naprawdę trudno różem nazwać, ponieważ w praktyce jest po prostu kremowym bronzerem. Paleta ta w założeniu służyć ma stworzeniu flagowego makijażu naczelnej. Ciemne smoky, wykonturowana twarz, usta w neutralnym kolorze. Dostępne są dwie wersje kolorystyczne - wspomniana Jungle, oraz Desert, która w przeważającej części zawiera cienie bardziej połyskliwe i jest w moim odczuciu jaśniejsza. Osobiście preferuję maty, zdecydowałam się więc siłą rzeczy na ciemniejszą Jungle.
niedziela, 7 października 2012
MAC LE MM - Dazzleglass - Phiff!
Po małej przerwie wracamy do październikowych kolekcji MAC'a - tym razem Marylin Monroe i Dazzleglass - Phiff!.
piątek, 5 października 2012
punk rock, ikony i czarne czereśnie
Kolory czerwonego wina i ciemnych nasyconych fioletów powracają w jesiennych trendach niczym bumerangi. Nic dziwnego - idealnie komponują się z całym wachlarzem jesiennych barw. Współgrają z butelkową zielenią, ożywiają szarości, pięknie dopełniają granaty, nie wspominając już o czerni. Odcienie, które widzicie poniżej to sezonowe propozycje marek Estee Lauder oraz MAC. Osobiście również bardzo cenię sobie takie odcienie, ponieważ jak żadne inne wpisują się w mocniejszy rockowy styl, który preferuję odkąd pamiętam. Niewiele kolorów tak pasuje do bikerów i ramoneski w chłodniejsze jesienne dni jak właśnie fiolety i burgundy.
środa, 3 października 2012
MAC Tropical Mist
Tak jak zapowiadałam wczoraj - dzisiaj kilka słów o moim zupełnie niespodziewanym październikowym zauroczeniu. Pomadki Tropical Mist z LE Carine Roitfeld zupełnie nie brałam pod uwagę w planach na ten miesiąc. Na zdjęciach promocyjnych wydawała mi się po prostu czymś zbliżonym bardzo do Lip Erase, lub Gagi 2 z VivaGlam - czyli mocno kryjącym odcieniem nude, z dużą ilością ciepłego beżu, brzoskwini - w którym mi ani dobrze, ani nawet choćby nijak.
niedziela, 26 sierpnia 2012
recenzja - Green Gel Cleanser MAC
Uffff... Nareszcie - wygląda na to, że w końcu - po trzech tygodniach pseudo wakacji /nikt mi nie powie, że w trakcie samotnego wyjazdu z nadaktywną trzylatką ktokolwiek jest w stanie chociaż minimalnie wypocząć/, załatwieniu i dopilnowaniu w minionym tygodniu miliona spraw, spotkań, zadań i terminów będę miała w końcu chwilę, by wszystko na spokojnie ogarnąć - w tym m.in. nadrobić zaległości blogowe, ponieważ naprawdę długo mnie tu nie było. Od pierwszego września zabawę zaczynam od początku, ponieważ czeka nas nowy rozdział pod tytułem 'przedszkole' ;)
czwartek, 26 lipca 2012
MAC - LE HEAVENLY CREATURE - obiecane swatche
Wrzucam swatche błyszczyków Galaxy Rose i Astral, oraz pomadki Venus, kóre obiecywałam Wam pod postami na ich temat. Proszę Was tylko o wyrozumiałość, ponieważ zarówno ja, jak i każdy najmniejszy element mojej twarzy jesteśmy tak niefotogeniczni, jak mało co i naprawdę nad wyraz trudno jest mi uchwycić w tym wszystkim kolor i jeszcze wybrać z tego wszystkiego najmniej idiotyczny kadr.
czwartek, 19 lipca 2012
Wenusjanka
Czy dziewczyny są z Wenus? Być może ;)
Ale skądkolwiek by nie były mają swoje małe i duże przyjemności. Co więc powiecie moje drogie Wenusjanki na kojarzący się z gorącym latem chłodny owocowy sorbet? Taki właśnie odcień przywodzi mi na myśl pomadka z najnowszej LE MACa - Heavenly Creature i od tego skojarzenia od momentu kiedy ujrzałam tą szminkę nie jestem w stanie się uwolnić.
Pomadka Venus w jednym z moich ulubionych wykończeń lustre to wg. producenta sheer yellow pink with pearl.
Venus ma piękny letni kolor ciepłego, owocowego różu, jest półtransparentna, gładko sunie po ustach, a jej aplikacja nie wymaga w zasadzie nawet lusterka. Złotawy shimmer jest bardzo, bardzo subtelny. Pomadka nie wysusza usta. Nuta zapachowa jest typowa dla produktów do ust marki - kremowa wanilia, do której naprawdę da radę się w końcu przyzwyczaić ;)
W klasycznym MACowym czarnym opakowaniu otrzymujemy 3g produktu. Trwałość przeciętna, ale nie jest to Pro Longwear, a pomadka zjada się równomiernie nie pozostawiając nieestetycznych plam, czy placków. Nie wchodzi w załamania skóry, nie wylewa się poza obszar warg, nie zbiera się w kącikach. Idealna propozycja na upalne lato, które chyba się gdzieś zawieruszyło w ostatnich dniach.
m.m.
Ale skądkolwiek by nie były mają swoje małe i duże przyjemności. Co więc powiecie moje drogie Wenusjanki na kojarzący się z gorącym latem chłodny owocowy sorbet? Taki właśnie odcień przywodzi mi na myśl pomadka z najnowszej LE MACa - Heavenly Creature i od tego skojarzenia od momentu kiedy ujrzałam tą szminkę nie jestem w stanie się uwolnić.
Pomadka Venus w jednym z moich ulubionych wykończeń lustre to wg. producenta sheer yellow pink with pearl.
Venus ma piękny letni kolor ciepłego, owocowego różu, jest półtransparentna, gładko sunie po ustach, a jej aplikacja nie wymaga w zasadzie nawet lusterka. Złotawy shimmer jest bardzo, bardzo subtelny. Pomadka nie wysusza usta. Nuta zapachowa jest typowa dla produktów do ust marki - kremowa wanilia, do której naprawdę da radę się w końcu przyzwyczaić ;)
W klasycznym MACowym czarnym opakowaniu otrzymujemy 3g produktu. Trwałość przeciętna, ale nie jest to Pro Longwear, a pomadka zjada się równomiernie nie pozostawiając nieestetycznych plam, czy placków. Nie wchodzi w załamania skóry, nie wylewa się poza obszar warg, nie zbiera się w kącikach. Idealna propozycja na upalne lato, które chyba się gdzieś zawieruszyło w ostatnich dniach.
m.m.
wtorek, 17 lipca 2012
Kosmos w wersji toxic
Tradycyjnie już MAC w czasie wakacji wypuścił kolekcję mineralną. MSFa Star Wonder, Cremesheena Galaxy Rose oraz pędzel 286 pokazywałam Wam w poście na początku miesiąca. Dzisiaj czas na jeden z dziewięciu cieni dostępnych w LE Heavenly Creature - Water.
![]() |
Wg producenta Water to - yellow, lime green and blue melange.
Cień ma pojemność 1,8g.
Pigmentacja na sucho jest średnia, a efekt bardzo subtelny. Gdy jednak Water dostanie wody wydobywa się z wszystko na co go stać.
Jest wtedy maksymalnie nasycony, a kolor - czy to zastosowaniu z wodą termalną, czy Fix+ staje się bardzo nietuzinkowy - jest czymś w rodzaju mlecznego, jakby rozbielonego szmaragdu z odrobiną srebrnej szarości, jednolicie pokrywa powiekę i pięknie opalizuje.
To zdecydowanie jeden z ciekawszych cieni jakie widziałam.
![]() |
![]() |
| ekspresowy swatch na oku na Paint Pocie przy użyciu Fix+ /fiolet na dolnej powiece pozostał z poprzedniego makijażu, jak widać nawet nieźle się razem komponują/ |
m.m.
niedziela, 8 lipca 2012
Inspiracje
Coraz więcej pojawia się w sieci trendów na nadchodzącą jesień, co nie ukrywam, moje oko cieszy wyjątkowo, ponieważ niejednokrotnie wspominałam Wam już, że jesienno-zimowe klimaty w makijażach są mi najbliższe. Lato uwielbiam oczywiście za brak ograniczeń, ale to jesienne looki, z ich nasyconymi, ciemnymi, przydymionymi makijażami mogłabym oglądać i podziwiać godzinami. Dzisiaj jednak wyłamię się i pokaże Wam kilka inspiracji na lato - wszak dopiero początek lipca i dużo jeszcze czasu na to, by cieszyć się właśnie tą porą roku ;)
![]() |
| 1 |
![]() |
| 2 |
![]() | ||
| 3 |
![]() |
| 4 |
![]() |
| 5 |
![]() |
| 6 |
![]() |
| 7 |
![]() |
| 8 |
![]() |
| 9 |
![]() |
| 10 |
![]() |
| 11 |
![]() |
| 12 |
![]() |
| 13 |
![]() |
| 14 |
źródło - Twój Styl nr 6 i 7/2012 - zdjęcia 1,2,3,4
pozostałe - mat. prasowe
sobota, 7 lipca 2012
co, jak i dlaczego /vol.I/ - MAC Paint Pots
W tym poście, a i być może w kolejnych tego typu, jeśli ta forma spotka się z Waszym zainteresowaniem postaram się przybliżyć nie tyle konkretny kosmetyk, co dany typ produktu - dostępne odcienie, właściwości, sprawdzone sposoby na aplikację, to czego po danym kosmetyku można się spodziewać, na co zwrócić uwagę i co zrobić, by cieszyć się najlepszymi efektami.
Zacznę od Paint Potów MACa, ponieważ często napotykam w sieci na skrajnie różne opinie na ich temat - jedni je kochają i wręcz kolekcjonują, inni po jednym nie chcą nawet o nich słyszeć.
Producent -
A highly pigmented eye colour that goes on creamy but dries to an intense, vibrant finish. Long-wearing, colourfast. Creates seamless coverage without weight or caking. Blends smoothly over the lids. Cream-based, can be mixed with M·A·C shadows and liners.
Paint Poty na stronie MAC dostępne są w zakładce cienie. W stałej ofercie marki dostępne jest 9 odcieni o różnym wykończeniu i neutralnej kolorystyce.
Bare Study - soft beige with gold pearl /frost/
Soft Ochre - yellow beige /cream/
Painterly - nude beige /cream/
Rubenesque - golden peach with gold pearl /frost/
Indianwood - metallic antique bronze /frost/
Groundwork - mid-tone neutral taupe /satin/
Constructivist - metallic brown with red pearl /frost/
Quite Natural - dirty chocolate brown /cream/
Blackground - black-grey with multi-colour /pearl/
PP pojawiają się również co jakiś czas w kolekcjach limitowanych i wtedy jest to często festiwal barw i efektów, jak np. w opartej na tych cieniach LE Posh Paradise.
Opakowanie -
dostępne w masywnych, minimalistycznych słoiczkach o pojemności 5g. Zakrętka jest czarna, chyba, że ogólna kolorystyka kolekcji odbiega od standardowej i wtedy zakrętka jest np. biała, jak w przypadku For Effect z LE Glitter&Ice.
Produkt -
Konsystencja Paint Pótów zdecydowanie odróżnia je od kremowych cieni innych marek, z którymi się zetknęłam. PP to bardzo zbity i dosyć twardy krem. Pozbawiony zapachu, piekielnie napigmentowany i wydajny - Soft Ochre towarzyszy mi od początku ubiegłego roku kilka razy w tygodniu, często nawet codziennie, a zużycie widzicie na zdjęciu.
PP są dosyć proste w obsłudze, wymagają jednak, by pracować z nimi szybko i sprawnie, ponieważ kiedy zaschną są praktycznie nie do ruszenia i pozostaje jedynie korekta wilgotnym patyczkiem kosmetycznym.
Jeżeli zależy nam, by przytwierdzić do nich np. pigment, dobrze jest rozetrzeć PP i położyć na nim pigment najpierw na jednej powiece, a dopiero później przejść do kolejnego oka. /drugi z tych - KLIK! makijaży to właśnie pigmenty na paint pocie Soft Ochre/
Zarówno wspomniane pigmenty, jak i klasyczne pudrowe cienie na Paint Potach rozcierają się bez najmniejszych problemów, łatwo się z nimi łączą, a właściwie nałożony produkt przedłuża trwałość makijażu do samego wieczora.
Paint Poty mogą pełnić rolę bazy pod inne cienie, można nosić je solo lub wykorzystać je do zrobienia kreski.
Z mojego doświadczenia wynika, że PP, by pokazać swoje maksimum wymagają bardzo dobrze nawilżonej powieki, tylko wtedy nie będą podkreślały suchych skórek i zmniejszy się ryzyko powstania plam. Mnie osobiście sympatia jaką darzę te cienie zmobilizowała w końcu do stosowania regularnie co wieczór kremu pod oczy.
Kluczem do idealnej aplikacji Paint Potów jest ilość - produkt najlepiej wygląda zaaplikowany bardzo cieniutką warstwą, nawet kilkoma, ale zawsze cienkimi - nie roluje się wtedy, nie zbiera w załamaniu, nie powoduje problemów, a makijaż na nim zrobiony trzyma się wieki.
Wykończenia minimalnie różnią się między sobą właściwościami - zawierające drobinki są bardziej śliskie i trochę wolniej zasychają.
Jeżeli chodzi o samą aplikację Paint Potów to z moich z nimi doświadczeń wynika, że jasne kolory takie jak np. Soft Ochre świetnie rozprowadzają się po prostu opuszkiem palca, podczas gdy ciemniejsze odcienie jak Hyperviolet idealnie jest aplikować na powiekę i rozcierać miękkim pędzelkiem typu 217, czy 286, który ostatnio Wam pokazywałam.
Jasne odcienie idealnie korygują odcień powieki, ciemne świetnie sprawdzają się jako bazy pod intensywne, wieczorowe makijaże jak np. smoky eyes.
Spotkałam się w sieci kilka razy z problemem wysychania PP - z pewnością przynajmniej minimalnie zapobiec temu można dokładnie dokręcając słoiczek oraz odwracając go zawsze do góry dnem podczas korzystania z niego. Stosuję zresztą ten sposób, również w przypadku korektorów, eyelinerów i innych kremowych produktów.
Paint Poty, które widzicie na zdjęciach to dostępne w stałej ofercie Soft Ochre oraz Groundwork, oraz pochodzące z limitowncyh kolekcji Hyperviolet /LE Posh Paradise/ oraz For Effect /LE Glitter&Ice/. Wyraźnie widoczna jest różnica w wykończeniu - Soft Ochre oraz Hyperviolet to kremowe maty. Groundwork to satyna, która idealnie wygląda zarówno solo w towarzystwie kreski linerem, lub kredką, jak i i połączona z fioletem, brudnym różem, czy rozbieloną kawą. For Effect to odcień naszpikowany drobinami - idealnie sprawdzający się w bardziej wieczorowych makijażach i nadający położonym na nim cieniom pięknej trójwymiarowości i głębi.
Cena -
Paint Poty dostępne są w cenie ca.75 pln. Należy wziąć pod uwagę ich ogromną wydajność i mocne napigmentowanie.
Podsumowując -
Generalnie Paint Poty uwielbiam. Bardzo często z nich korzystam i cenię je za różnorodność zastosowań.
Zawsze przykuwają moją uwagę, gdy pojawiają się w kolekcjach limitowanych. Kolejnym kolorem ze stałej oferty na który już spoglądam jest Painterly i z całą pewnością dołączy on niebawem do już posiadanych.
W tym poście starałam się przedstawić wszystkie kwestie związane z ich stosowaniem, jeśli jednak macie jeszcze jakieś pytania, czy wątpliwości - chętnie odpowiem, jeśli tylko będę w stanie.
m.m.
Zacznę od Paint Potów MACa, ponieważ często napotykam w sieci na skrajnie różne opinie na ich temat - jedni je kochają i wręcz kolekcjonują, inni po jednym nie chcą nawet o nich słyszeć.
Producent -
A highly pigmented eye colour that goes on creamy but dries to an intense, vibrant finish. Long-wearing, colourfast. Creates seamless coverage without weight or caking. Blends smoothly over the lids. Cream-based, can be mixed with M·A·C shadows and liners.
Paint Poty na stronie MAC dostępne są w zakładce cienie. W stałej ofercie marki dostępne jest 9 odcieni o różnym wykończeniu i neutralnej kolorystyce.
Bare Study - soft beige with gold pearl /frost/
Soft Ochre - yellow beige /cream/
Painterly - nude beige /cream/
Rubenesque - golden peach with gold pearl /frost/
Indianwood - metallic antique bronze /frost/
Groundwork - mid-tone neutral taupe /satin/
Constructivist - metallic brown with red pearl /frost/
Quite Natural - dirty chocolate brown /cream/
Blackground - black-grey with multi-colour /pearl/
PP pojawiają się również co jakiś czas w kolekcjach limitowanych i wtedy jest to często festiwal barw i efektów, jak np. w opartej na tych cieniach LE Posh Paradise.
![]() |
| źródło |
dostępne w masywnych, minimalistycznych słoiczkach o pojemności 5g. Zakrętka jest czarna, chyba, że ogólna kolorystyka kolekcji odbiega od standardowej i wtedy zakrętka jest np. biała, jak w przypadku For Effect z LE Glitter&Ice.
Produkt -
Konsystencja Paint Pótów zdecydowanie odróżnia je od kremowych cieni innych marek, z którymi się zetknęłam. PP to bardzo zbity i dosyć twardy krem. Pozbawiony zapachu, piekielnie napigmentowany i wydajny - Soft Ochre towarzyszy mi od początku ubiegłego roku kilka razy w tygodniu, często nawet codziennie, a zużycie widzicie na zdjęciu.
![]() |
| Hyperviolet |
PP są dosyć proste w obsłudze, wymagają jednak, by pracować z nimi szybko i sprawnie, ponieważ kiedy zaschną są praktycznie nie do ruszenia i pozostaje jedynie korekta wilgotnym patyczkiem kosmetycznym.
Jeżeli zależy nam, by przytwierdzić do nich np. pigment, dobrze jest rozetrzeć PP i położyć na nim pigment najpierw na jednej powiece, a dopiero później przejść do kolejnego oka. /drugi z tych - KLIK! makijaży to właśnie pigmenty na paint pocie Soft Ochre/
|
| For Effect |
Zarówno wspomniane pigmenty, jak i klasyczne pudrowe cienie na Paint Potach rozcierają się bez najmniejszych problemów, łatwo się z nimi łączą, a właściwie nałożony produkt przedłuża trwałość makijażu do samego wieczora.
Paint Poty mogą pełnić rolę bazy pod inne cienie, można nosić je solo lub wykorzystać je do zrobienia kreski.
![]() |
| Groundwork |
Z mojego doświadczenia wynika, że PP, by pokazać swoje maksimum wymagają bardzo dobrze nawilżonej powieki, tylko wtedy nie będą podkreślały suchych skórek i zmniejszy się ryzyko powstania plam. Mnie osobiście sympatia jaką darzę te cienie zmobilizowała w końcu do stosowania regularnie co wieczór kremu pod oczy.
![]() |
| Soft Ochre |
Kluczem do idealnej aplikacji Paint Potów jest ilość - produkt najlepiej wygląda zaaplikowany bardzo cieniutką warstwą, nawet kilkoma, ale zawsze cienkimi - nie roluje się wtedy, nie zbiera w załamaniu, nie powoduje problemów, a makijaż na nim zrobiony trzyma się wieki.
![]() |
| For Effect, Hyperviolet, Soft Ochre, Groundwork |
Wykończenia minimalnie różnią się między sobą właściwościami - zawierające drobinki są bardziej śliskie i trochę wolniej zasychają.
Jeżeli chodzi o samą aplikację Paint Potów to z moich z nimi doświadczeń wynika, że jasne kolory takie jak np. Soft Ochre świetnie rozprowadzają się po prostu opuszkiem palca, podczas gdy ciemniejsze odcienie jak Hyperviolet idealnie jest aplikować na powiekę i rozcierać miękkim pędzelkiem typu 217, czy 286, który ostatnio Wam pokazywałam.
Jasne odcienie idealnie korygują odcień powieki, ciemne świetnie sprawdzają się jako bazy pod intensywne, wieczorowe makijaże jak np. smoky eyes.
Spotkałam się w sieci kilka razy z problemem wysychania PP - z pewnością przynajmniej minimalnie zapobiec temu można dokładnie dokręcając słoiczek oraz odwracając go zawsze do góry dnem podczas korzystania z niego. Stosuję zresztą ten sposób, również w przypadku korektorów, eyelinerów i innych kremowych produktów.
Paint Poty, które widzicie na zdjęciach to dostępne w stałej ofercie Soft Ochre oraz Groundwork, oraz pochodzące z limitowncyh kolekcji Hyperviolet /LE Posh Paradise/ oraz For Effect /LE Glitter&Ice/. Wyraźnie widoczna jest różnica w wykończeniu - Soft Ochre oraz Hyperviolet to kremowe maty. Groundwork to satyna, która idealnie wygląda zarówno solo w towarzystwie kreski linerem, lub kredką, jak i i połączona z fioletem, brudnym różem, czy rozbieloną kawą. For Effect to odcień naszpikowany drobinami - idealnie sprawdzający się w bardziej wieczorowych makijażach i nadający położonym na nim cieniom pięknej trójwymiarowości i głębi.
Cena -
Paint Poty dostępne są w cenie ca.75 pln. Należy wziąć pod uwagę ich ogromną wydajność i mocne napigmentowanie.
Podsumowując -
Generalnie Paint Poty uwielbiam. Bardzo często z nich korzystam i cenię je za różnorodność zastosowań.
Zawsze przykuwają moją uwagę, gdy pojawiają się w kolekcjach limitowanych. Kolejnym kolorem ze stałej oferty na który już spoglądam jest Painterly i z całą pewnością dołączy on niebawem do już posiadanych.
W tym poście starałam się przedstawić wszystkie kwestie związane z ich stosowaniem, jeśli jednak macie jeszcze jakieś pytania, czy wątpliwości - chętnie odpowiem, jeśli tylko będę w stanie.
m.m.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































