Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 sierpnia 2012

recenzja - Green Gel Cleanser MAC

Uffff... Nareszcie - wygląda na to, że w końcu - po trzech tygodniach pseudo wakacji /nikt mi nie powie, że w trakcie samotnego wyjazdu z nadaktywną trzylatką ktokolwiek jest w stanie chociaż minimalnie wypocząć/, załatwieniu i dopilnowaniu w minionym tygodniu miliona spraw, spotkań, zadań i terminów będę miała w końcu chwilę, by wszystko na spokojnie ogarnąć - w tym m.in. nadrobić zaległości blogowe, ponieważ naprawdę długo mnie tu nie było. Od pierwszego września zabawę zaczynam od początku, ponieważ czeka nas nowy rozdział pod tytułem 'przedszkole' ;)


niedziela, 29 lipca 2012

Zaskoczenie - recenzja - Clinique - stay-matte oil-free makeup

Te z Was, które na tym blogu bywają w miarę regularnie zdążyły już zapewne zauważyć, że jestem wierną fanką marki Clinique. Na mojej skórze te produkty sprawdzają się świetnie, pomagają mi utrzymać moją mieszaną w kierunku do suchej w idealnej formie i kondycji, zapobiegają niespodziankom, nie wysuszają, nie zapychają, a ja przestałam już w zasadzie patrzeć na inną pielęgnację niż ta z koncernu EL. Jednak mimo to, do podkładów Clinique podchodziłam zazwyczaj bardzo sceptycznie i kompletnie nie ciągnęło mnie w ich stronę. Zdecydowanie lepiej służył mi MAC StudioFix i Estee, a spoza tych marek wśród ulubieńców prym wiódł Dior i Lingerie Guerlaina. Te spod szyldu Clinique kojarzyłam raczej z ciężkimi, trudnymi do rozprowadzenia pastami i niemożliwą do zaakceptowania kolorystyką. Jakieś prawie dwa miesiące wstecz okazało się, że prawdopodobnie zatrzymałam się ca. 7-8 lat temu i to, co w tej chwili oferuje marka, ilość opcji i konsystencji dla każdej cery i jej problemów nijak ma się do tego, co siedziało w mojej głowie.


środa, 18 lipca 2012

Recenzja - Estee Lauder - Pure Color 01 Shimmering Sands

Żelki z limitowanych kolekcji Estee Lauder powoli obrastają już legendą. To jedne z tych produktów, na które trzeba wręcz polować i to najlepiej tuż po wprowadzeniu kolekcji na rynek. Jesienią ubiegłego roku pokazywałam Wam Illuminating Powder Gelee Modern Mercury - dzisiaj kolej na Shimmering Sands.
 

piątek, 13 lipca 2012

Recenzja - płatki do peelingu Cleanic - efekt dermabrazji

W hitach blogspotowych i nie tylko pokazywałam Wam płatki peelingujące Cleanic. Kilka z Was wyraziło zainteresowanie tym produktem, dzisiaj zatem szerzej na ich temat.
Płatków tych używam już od dawna, z tym, że wcześniej stosowałam ich inną wersję, w twardym opakowaniu. Teraz pojawiły się również w miękkim, w znacznie większej ilości. Tamte zawierały 10 sztuk, tu otrzymujemy aż 35 w cenie bardzo zbliżonej - ca. 11pln.
Produkt ten cenię sobie bardzo, głównie z racji wygody - nie potrzebne są nam żadne dodatkowe kosmetyki, a dodatkowo odpada problem, czasami żmudnego zmywania kosmetyku z twarzy. Przyzwyczaiłam się do peelingu kilka razy w tygodniu i moja skóra potrzebuje go również podczas wyjazdów, dlatego zawsze do torby wrzucam również te płatki.


sobota, 7 lipca 2012

co, jak i dlaczego /vol.I/ - MAC Paint Pots

W tym poście, a i być może w kolejnych tego typu, jeśli ta forma spotka się z Waszym zainteresowaniem postaram się przybliżyć nie tyle konkretny kosmetyk, co dany typ produktu  - dostępne odcienie, właściwości, sprawdzone sposoby na aplikację, to czego po danym kosmetyku można się spodziewać, na co zwrócić uwagę i co zrobić, by cieszyć się najlepszymi efektami.
Zacznę od Paint Potów MACa, ponieważ często napotykam w sieci na skrajnie różne opinie na ich temat - jedni je kochają i wręcz kolekcjonują, inni po jednym nie chcą nawet o nich słyszeć.


Producent -
 A highly pigmented eye colour that goes on creamy but dries to an intense, vibrant finish. Long-wearing, colourfast. Creates seamless coverage without weight or caking. Blends smoothly over the lids. Cream-based, can be mixed with M·A·C shadows and liners.


Paint Poty na stronie MAC dostępne są w zakładce cienie. W stałej ofercie marki dostępne jest 9 odcieni o różnym wykończeniu i neutralnej kolorystyce. 

 Bare Study - soft beige with gold pearl /frost/
 Soft Ochre - yellow beige /cream/
Painterly - nude beige /cream/
Rubenesque - golden peach with gold pearl /frost/
Indianwood - metallic antique bronze /frost/
Groundwork - mid-tone neutral taupe /satin/
Constructivist - metallic brown with red pearl /frost/
Quite Natural - dirty chocolate brown /cream/
Blackground - black-grey with multi-colour /pearl/


PP pojawiają się również co jakiś czas w kolekcjach limitowanych i wtedy jest to często festiwal barw i efektów, jak np. w opartej na tych cieniach LE Posh Paradise. 

źródło
Opakowanie
dostępne w masywnych, minimalistycznych słoiczkach o pojemności 5g. Zakrętka jest czarna, chyba, że ogólna kolorystyka kolekcji odbiega od standardowej i wtedy zakrętka jest np. biała, jak w przypadku For Effect z LE Glitter&Ice. 


Produkt -  
Konsystencja Paint Pótów zdecydowanie odróżnia je od kremowych cieni innych marek, z którymi się zetknęłam. PP to bardzo zbity i dosyć twardy krem. Pozbawiony zapachu, piekielnie napigmentowany i wydajny - Soft Ochre towarzyszy mi od początku ubiegłego roku kilka razy w tygodniu, często nawet codziennie, a zużycie widzicie na zdjęciu.


Hyperviolet

PP są dosyć proste w obsłudze, wymagają jednak, by pracować z nimi szybko i sprawnie, ponieważ kiedy zaschną są praktycznie nie do ruszenia i pozostaje jedynie korekta wilgotnym patyczkiem kosmetycznym.
Jeżeli zależy nam, by przytwierdzić do nich np. pigment, dobrze jest rozetrzeć PP i położyć na nim pigment najpierw na jednej powiece, a dopiero później przejść do kolejnego oka. /drugi z tych - KLIK! makijaży to właśnie pigmenty na paint pocie Soft Ochre/

For Effect

Zarówno wspomniane pigmenty, jak i klasyczne pudrowe cienie na Paint Potach rozcierają się bez najmniejszych problemów, łatwo się z nimi łączą, a właściwie nałożony produkt przedłuża trwałość makijażu do samego wieczora. 
Paint Poty mogą pełnić rolę bazy pod inne cienie, można nosić je solo lub wykorzystać je do zrobienia kreski.

Groundwork

Z mojego doświadczenia wynika, że PP, by pokazać swoje maksimum wymagają bardzo dobrze nawilżonej powieki, tylko wtedy nie będą podkreślały suchych skórek i zmniejszy się ryzyko powstania plam. Mnie osobiście sympatia jaką darzę te cienie zmobilizowała w końcu do stosowania regularnie co wieczór kremu pod oczy. 

Soft Ochre

Kluczem do idealnej aplikacji Paint Potów jest ilość - produkt najlepiej wygląda zaaplikowany bardzo cieniutką warstwą, nawet kilkoma, ale zawsze cienkimi - nie roluje się wtedy, nie zbiera w załamaniu, nie powoduje problemów, a makijaż na nim zrobiony trzyma się wieki.

For Effect, Hyperviolet, Soft Ochre, Groundwork

Wykończenia minimalnie różnią się między sobą właściwościami - zawierające drobinki są bardziej śliskie i trochę wolniej zasychają. 


Jeżeli chodzi o samą aplikację Paint Potów to z moich z nimi doświadczeń wynika, że jasne kolory takie jak np. Soft Ochre świetnie rozprowadzają się po prostu opuszkiem palca, podczas gdy ciemniejsze odcienie jak Hyperviolet idealnie jest aplikować na powiekę i rozcierać miękkim pędzelkiem typu 217, czy 286, który ostatnio Wam pokazywałam. 
Jasne odcienie idealnie korygują odcień powieki, ciemne świetnie sprawdzają się jako bazy pod intensywne, wieczorowe makijaże jak np. smoky eyes.  




Spotkałam się w sieci kilka razy z problemem wysychania PP - z pewnością przynajmniej minimalnie zapobiec temu można dokładnie dokręcając słoiczek oraz odwracając go zawsze do góry dnem podczas korzystania z niego. Stosuję zresztą ten sposób, również w przypadku korektorów, eyelinerów i innych kremowych produktów. 



Paint Poty, które widzicie na zdjęciach to dostępne w stałej ofercie Soft Ochre oraz Groundwork, oraz pochodzące z limitowncyh kolekcji Hyperviolet /LE Posh Paradise/ oraz For Effect /LE Glitter&Ice/. Wyraźnie widoczna jest różnica w wykończeniu - Soft Ochre oraz Hyperviolet to kremowe maty. Groundwork to satyna, która idealnie wygląda zarówno solo w towarzystwie kreski linerem, lub kredką, jak i i połączona z fioletem, brudnym różem, czy rozbieloną kawą. For Effect to odcień naszpikowany drobinami - idealnie sprawdzający się w bardziej wieczorowych makijażach i nadający położonym na nim cieniom pięknej trójwymiarowości i głębi. 

Cena -
 Paint Poty dostępne są w cenie ca.75 pln. Należy wziąć pod uwagę ich ogromną wydajność i mocne napigmentowanie. 


Podsumowując
Generalnie Paint Poty uwielbiam. Bardzo często z nich korzystam i cenię je za różnorodność zastosowań. 
 Zawsze przykuwają moją uwagę, gdy pojawiają się w kolekcjach limitowanych. Kolejnym kolorem ze stałej oferty na który już spoglądam jest Painterly i z całą pewnością dołączy on niebawem do już posiadanych.

W tym poście starałam się przedstawić wszystkie kwestie związane z ich stosowaniem, jeśli jednak macie jeszcze jakieś pytania, czy wątpliwości - chętnie odpowiem, jeśli tylko będę w stanie.


m.m.





czwartek, 5 lipca 2012

Recenzja - Pure Color Gloss - Shimmering Mirage - Estee Lauder

Estee Lauder przygotowała na ten sezon kolejną odsłonę Bronze Goddess zabierając nas tym razem na Capri. Dzisiaj przybliżę Wam Pure Color Gloss w kolorze 68 Shimmering Mirage z tej LE  


czwartek, 28 czerwca 2012

Recenzja - Guerlain Ecrin 6 Coleurs 68, Champs - Elysees

Pod postem - TAGiem na temat Guerlain sporo z Was skomentowało paletę, o której napisałam, że jest tak piękna, jak - delikatnie mówiąc - słaba. Żeby więc nie być gołosłowną, postanowiłam Wam ją przybliżyć.
Szczerze mówiąc zwlekałam wieki całe z jej recenzją, bo naprawdę nie cierpię takich rozczarowań, zwłaszcza, że tak jak napisałam marzyłam o niej i śniła mi się po nocach od momentu, kiedy jeszcze latem zobaczyłam jej promo. Champs-Elysees to jest ni mniej ni więcej, ale dokładnie to, co tygryski lubią najbardziej - fiolet w towarzystwie szarości z dodatkiem czerni. Nie istniała jeszcze wtedy lepiej skomponowana paleta /teraz quady z LE MAC Me Over i Daphne postawiłabym ciut wyżej, ale pewnie jest to spowodowane w dużej mierze moim rozczarowaniem tą paletą/


wtorek, 19 czerwca 2012

Recenzja - Water Drop BB Lioele Aqua Makeup

Kolejna z tych recenzji, które z niewiadomych przyczyn niemiłosiernie odwlekam w czasie. BB od Lioele mam już prawie od roku i dobijam do jego końca. Pora więc w końcu na opinię na jego temat.


wtorek, 12 czerwca 2012

Prysznicowy ulubieniec - Nivea Free Time Kremowy żel p/prysznic karambola i aloes

Po serii narzekań na prysznicowe niewypały postanowiłam zaprezentować Wam mojego faworyta w tej dziedzinie - tadaaaam jakby to powiedziała moja córa - ulubieniec ostatnich miesięcy - Nivea z karambolą. To tak żeby nie było, że zawsze marudzę i nijak mi dogodzić ;)


poniedziałek, 11 czerwca 2012

Recenzja - cienie Everyday Minerals - Well Being oraz Live Austin Live

W połowie maja /KLIK!/ pokazywałam Wam dwa obłędne odcienie fioletu, które przywędrowały do mnie ze sklepu Kosmetyki Mineralne. Cienie Live Austin Live oraz Well Being to moje pierwsze mineralne cienie - jak dotąd moja przygoda z tą naturalną kolorówką ograniczała się jedynie do różów, podkładów i bronzerów. Przyznam szczerze, że po pierwszych swatchach oczekiwania miałam ogromne. Kolory tych cieni są wręcz stworzone dla mnie, kocham wszelkie fiolety miłością dozgonną i kiedy otworzyłam paczuszkę od KM oniemiałam. A później zaczęła się nasza przygoda na oczach...
Cienie do powiek to moje makijażowe uzależnienie - uwielbiam wszelkie kolory, formuły, wszystko, co można w jakiś sposób zaaplikować na powiekę z całą pewnością mnie zainteresuje. Mimo, że lubię cienie proste w obsłudze, to mam też kilka takich, które wymagają więcej pracy i starań, by na oku stworzyć coś idealnego. To właśnie do tego grona dołączyły minerałki z EDM. Ale po kolei.


niedziela, 10 czerwca 2012

Recenzja - Estee Lauder - Revitalizing Supreme Global Anti-Aging Creme

Do recenzji tego kremu zbieram się już od jakiegoś czasu i nie wiem dlaczego zebrać się do tej pory nie mogłam. Plus jest taki, że zdołałam poznać go chyba z każdej możliwej strony. Postaram się wysilić na chłodną recenzję i nie zarzucić Was natychmiast wszystkimi jego cechami, jednak w przypadku tego produktu może być to dla mnie trudne - dlaczego, przekonacie się w dalszej części ;)


czwartek, 7 czerwca 2012

Pachnący

Ten post kusił mnie już od jakiegoś czasu - jak zapewne zauważyłyście rzadko kiedy piszę o perfumach, bo mimo absolutnego ich uwielbienia i uzależnienia od nich /nie wyjdę z domu bez perfum, w torebce mam zawsze miniaturę, w razie gdyby jakimś cudem zdarzyło mi się zapomnieć/ nie czuję się mocna w opisywaniu zapachów i wolę poczytać jak opisują je inni, niż silić się na retorykę mi odległą. Dzisiaj jednak przy okazji nie wiem już którego w tym roku długiego weekendu, taki właśnie lżejszy, pachnący, weekendowy post o tym, czy pachnie em. vel SmokyEveningEyes


środa, 6 czerwca 2012

Recenzja - AA Ciało Wrażliwe Antycellulitowy Balsam Do Ciała

Będę się dzisiaj zachwycać ;)
Po ten produkt sięgnęłam pierwszy raz już jakiś czas temu i przyznaję, nie bez znaczenia okazało się tu zdjęcie na butelce. Jak wiele z Was, które zaglądają tu już od jakiegoś czasu w miarę regularnie, być może kojarzy - nie ma dla mnie i mojego nosa zapachu bardziej pożądanego niż kilogram świeżych cytryn i pochodne. /Abstrahuję od perfum, ale post na ten temat ukaże się wkrótce./ Z tym zapachem jest jednak jeden bardzo poważny problem - bardzo łatwo na rynku znaleźć produkty pielęgnacyjne, którym bliżej pod tym względem do środka do czyszczenia łazienek, niż pięknego, świeżego, czystego zapachu cytrusów.

wybaczcie słabe światło, ale pogoda w Breslau od kilku dni nie dopisuje i bardzo trudno jest o jakieś sensowne zdjęcia

sobota, 2 czerwca 2012

czwartek, 31 maja 2012

Ujarzmione trendy - Clinique Almost Lipstick

W połowie marca /KLIK!/ przedstawiałam Wam trendy na nadchodzący sezon S/S 2012 pod kątem produktów, które w makijażach inspirowanych nimi najlepiej się sprawdzą. Jednym z nich był właśnie Almost Lipstick Clinique. Ponieważ czerwień tego lata przybiera lżejszą formę, jest delikatniejsza, mniej ostentacyjna i bardziej dziewczęca, niż kobieca - odcień Luscious Honey, który wraz z innymi tej wiosny wszedł do stałej oferty marki, wydaje się być idealną odpowiedzią. Produkt tak lekkiej wagi sprawdzi się również w pracy, czy na weekendowym spacerze, jest też świetną propozycją dla tych z Was, które nie mają jeszcze w sobie na tyle odwagi, by założyć czerwień intensywną i przykuwającą wzrok.


Recenzja - Organicum - Szampon stymulujący wzrost włosów z organicznymi hydrosolami. Do włosów przetłuszczających się.

Pod postem na temat mojej aktualnej pielęgnacji włosów /KLIK!/ wyraziłyście zainteresowanie szamponem Organicum - obiecałam obszerniejszą recenzję i oto i ona.


wtorek, 29 maja 2012

Moja aktualna pielęgnacja włosów

Dzisiaj post przeglądowo-poglądowy. Będzie o produktach, które aktualnie pomagają mi dbać o włosy.
Nie jestem ekspertką w dziedzinie włosów - poniżej znajdziecie po prostu produkty, które bardzo mi odpowiadają i których stosowanie daje na moich włosach zauważalne rezultaty. Pisałam już kilka razy, że to w jakim są stanie mnie samą autentycznie zadziwia. Przede wszystkim bardzo zgęstniały i zrobiły się maksymalnie lśniące i puszyste - czasami wręcz nie do ujarzmienia - miła odmiana dla kogoś, kto całe życie borykał się z włosami płaskimi i pozbawionymi objętości.


niedziela, 27 maja 2012

Recenzja - MAC Hey, Sailor! Suntints SPF20 Liquid Lip Balm

Przedwczoraj zaprezentowałam Wam trzy produkty do ust z LE Hey Sailor!, dzisiaj kolej na balsam, który zdecydowanie wymaga trochę obszerniejszej recenzji. Mowa o Suntints SPF20 Liquid Lip Balm. Posiadany przeze mnie kolor to Abalone - see through hot pink with no pearl.


piątek, 25 maja 2012

Recenzja - Meteorites Perles /Light-Diffusing Perfecting Primer/

Jakiś czas temu temu przedstawiłam Wam mój zestaw do zadań specjalnych, po który sięgam zawsze wtedy, kiedy tylko potrzebuję makijażu, który utrzyma się na mojej skórze przez wiele godzin w niezmienionym składzie i nie zawiedzie mnie zwarzeniem, rozmazaniem, rozwarstwieniem i całą resztą efektów, które dalekie są od pożądanych. Pod tym postem Krzykla poprosiła o bardziej szczegółową recenzję bazy Guerlain'a - zatem - oto ona ;)

wybaczcie sfatygowane opakowanie

środa, 23 maja 2012

Jak tak, jeśli nie... The Body Shop Pomegranate Shower Gel

Przyznaję szczerze - po tym, jak przez jakiś czas byłam naprawdę bardzo zaintrygowana marką The Body Shop, głównie ze względu na bezkonkurencyjny krem do rąk Hemp Hand, moja sympatia do tej marki zalicza coraz poważniejsze doły. Hemp Hand jakaś mądra głowa postanowiła chyba udoskonalić, a jak powszechnie wiadomo 'lepsze jest wrogiem dobrego' i z genialnego, leczącego nawet najbardziej zniszczone dłonie kremu zrobiono krem iście przeciętny i niewyróżniający się niczym szczególnym - jednym słowem nieradzący sobie z moimi dłońmi, które zimą przechodzą armagedon. Jakość trzyma jeszcze olejek, ale zrażona do serii w przyszłym sezonie prawdopodobnie nie sięgnę już po niego. Produkty do twarzy The Body Shop pozostawiają bardzo wiele do życzenia, a masło cytrynowe, które uwielbiam ponad wszystko, bo jako jedyny chyba kosmetyk na rynku nie zalatuje środkami do czyszczenia łazienek, łowię na promocjach, bo jednak grubym nietaktem jest dla mnie wydawanie ponad 60pln na masło do ciała. Dlatego teraz salon TBS mijam dosyć obojętnie wstępując tam jedynie podczas przecen sezonowych. I właśnie podczas ostatnich promocji w moje ręce wpadł poniższy żel. Kosztował 9pln, kupiłam dwa, z czego jeden zdołałam już zmęczyć, a nad drugim lituję się co jakiś czas i z nadzieją patrzę na to, jak go ubywa. Ale po kolei.


Opakowanie - 250ml żelu zamknięto w niewytłumaczalnie twardej butli. Nie potrafię zrozumieć, kto i co chciał osiągnąć, ale tego żelu z tej butli niemalże nie sposób wydobyć. I to nie przypadek, ponieważ obydwa egzemplarze, którymi dysponuję mają równie twardy plastik. Dlatego najczęściej przeklinam ten żel jeszcze zanim w ogóle zdołam się do niego dobrać. W regularnej ofercie żel kosztuje 19pln. Ja, jak wspomniałam kupiłam go za 9, czyli tyle, ile mniej więcej zapłacić trzeba za w miarę dobry żel p/prysznic.


Produkt/Efekt/Działanie - kiedy już pokonam butlę dociera do mnie zapach. I tu mam kolejny problem, ponieważ ja zapachu tego żelu po prostu nie jestem w stanie strawić. Żel pachnie maksymalnie słodko, czymś co kojarzy mi się ze sfermentowaną watą cukrową. O ironio w sklepie powąchałam go przed zakupem i wydał mi się nawet przyjemny. Teraz, w połowie drugiej butli to istna tortura, zwłaszcza dla kogoś, dla kogo ideałem zapachu jest kilogram cytryn.
Żle TBS naprawdę dobrze się pieni, dobrze zmywa się z ciała. Pozostawia skórę czystą i odświeżoną. Jest nawet wydajny, co podejrzewam zawdzięcza tej butli, bo raczej trudno wydobyć z niego potrzebną ilość, nie wspominając już od nadmiarze.


Podsumowując - zdaję sobie sprawę z tego, że tak na dobrą sprawę to się czepiam. Nie jestem w stanie zarzucić temu produktowi nic konkretnego poza wspomnianym zapachem i butlą ze stali. Ale ja tego produktu nie lubię i nic na to nie poradzę. Powyższa recenzja jest więc recenzją niezwykle subiektywną, tak jak odczuwanie danego zapachu jest arcysubiektywne. Być może, jeśli uda mi się jeszcze kiedyś zauważyć ten żel w akceptowalnej cenie, ale w innej wersji zapachowej - cytrynowej, lub wiśniowej np. - bez wahania skuszę się na niego. Posiadam bowiem LE Spiced Pumpkin i naprawdę go lubię. Poza tym, jak widać w powyższej recenzji, żadnych konkretnych i poważnych zarzutów w stosunku do żelu samego w sobie nie mam.

m.m.

p.s. Dziewczyny, czy Wy również macie takie problemy z ukazywaniem się Waszych postów w aktualizacjach? Publikuję najczęściej grubo przed godziną 21, a posty pokazują się w blogrollu i na pulpicie nawigacyjnym czasami nawet po upływie 1,5 godziny. Znacie może przyczynę?

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...