czwartek, 29 września 2011

The Balm już w Polsce :) - Shady Lady vol. 2

Od niedawna można już w Polsce  kupić kosmetyki amerykańskiej marki The Balm  - wyłączność na te produkty ma perfumeria Marionnaud. The Balm jakoś bardzo kojarzy mi się z Benefitem - podobny stylko opakowań, podobny styl nazywania produktów - z ciekawości aż sprawdziłam adresy - okazało się, że obydwie pochodzą z San Fancisco, czy mają ze sobą cokolwiek wspólnego - nie wiem.
Oczywiście korzystając z okazji poszłam obejrzeć stand i powiem szczerze, że jestem bardzo zaintrygowana tą marką. Nie byłam w stanie powstrzymać się przed zakupem palety 9 cieni, zwłaszcza, że kilku z nich nie posiadam, a przy okazji jest to świetna okazja, by zapoznać się z tą marką i sprawdzić jakoś tych cieni. I co chyba jednak równie ważne - perfumeria postawiła na zdrowy rozsądek i ceny produktów są naprawdę w miarę znośne.
Za paletę Shady Lady zapłaciłam 107pln. Paleta ma 17g i składa się z 9 cieni, czyli każdy cień to 1,8g za niecałe 12pln.
Wstępnie mogę powiedzieć, że cienie są bardzo dobrze napigmentowane, bardzo ładnie i łatwo robi się nimi swatche, nie pracowałam z nimi jeszcze na oku, ani pędzelkiem, ale wydaje mi się, że będzie dobrze ;)
Jutro podmienię zdjęcia na takie lepszej jakości - jak pisałam w poprzednim poście, ze światłem było już źle, gdy wróciłam do domu - stąd również brak swatchy, ponieważ wszystkie zdjęcia były kompletnie rozmazane. Oprócz lepszych zdjęć, wrzucę pierwsze wrażenia, bo oczywiście makijaż jutro zrobię tą paletą :)

Kameleon od Catrice

Będąc dzisiaj na zakupach wstąpiłam do Natury sprawdzić, czy pojawiło się cokolwiek nowego w szafach Catrice i Essensce. Oczywiście niczego nowego nie znalazłam, a pani nie była w żaden sposób w stanie udzielić mi informacji kiedy cokolwiek nowego się pojawi. Udało mi się natomiast w końcu, po którymś już z rzędu podejściu wypatrzyć cień Catrice 410 C'mon Chameleon', na który nabrałam ochoty po poście Krzykli.
Na wstępie zaznaczam, że jakość zdjęć jest bardzo robocza, ponieważ gdy wróciłam dzisiaj do domu słońce już zachodziło i niestety światła było jak na lekarstwo - jutro zrobię lepsze zdjęcia i podmienię te dzisiejsze. Mimo wszystko i tak widać jak pięknie ten cień opalizuje. Wrzucę jutro również zestawienie swatcha tego cienia ze swatchem pigmentu Inglota 85, o którym wspominałam Wam w tym poście - KLIK!

wtorek, 27 września 2011

Świątecznie - shu uemura i Wong Kar Wai

Z braku czasu zaniedbałam ostatnio przedstawianie Wam kolekcji, ponieważ mając moment wolę dodać recenzję, niż zdjęcia kolekcji, które i tak pojawią się z czasem niemalże wszędzie.
Natomiast kolekcji marki shu uemura nie zamieszcza raczej nikt, ponieważ nie jest ona w Polsce zupełnie dostępna, a i generalnie marka nie należy do najtańszych więc sprowadzanie jej produktów też raczej nie jest jakoś nagminnie praktykowane. Niemniej jednak jest to jedna z marek, które darzę największym sentymentem i producent chyba najpiękniejszych i z tego, co wiem najlepszych na rynku sztucznych rzęs - w wolnej chwili polecam wygooglać sobie Tokyo Lash Bar, ja niezmiennie jestem zachwycona, zwłaszcza starymi kolekcjami :)
Natomiast ta świąteczna LE przykuła moją uwagę i ma w sobie coś, co ciężko mi sprecyzować - niby znowu granat i złoto, czyli temat wydawałoby się w kolekcjach świątecznych ograny do znudzenia, a jednak... albo to element egzotyki, albo magia niedostępności... no i jeszcze to 'making of' - KLIK! jest to dla mnie o tyle zaskakujące, że kolekcja na pierwszy rzut oka wydawałaby się zupełnie nie z mojej bajki, a zresztą, oceńcie same :)




m.m.

źródło zdjęć - KLIK!

Recenzja - olej Sesa

Dzisiaj pora na zapowiadaną już jakiś czas temu recenzję oleju Sesa. Sesa to pierwszy olej, który stosowałam. Swoje pierwsze wrażenia opisałam w tym poście - KLIK!.



Generalnie 180ml butelka wystarczyła mi na trochę więcej niż miesiąc regularnego stosowania dwa razy w tygodniu, jako, że właśnie kilka dni temu się skończyła chciałabym mniej więcej podsumować ten olej i przedstawić Wam moje wrażenia.

poniedziałek, 26 września 2011

Recenzja - Sleek Au Naturel

 
Z małym opóźnieniem wrzucam zapowiadane zdjęcia i swatche Au Naturel - na temat samej paletki rozpisywać się nie będę, ponieważ nie różni się niczym od Oh So Special, a o niej pisałam już tu - KLIK!


sobota, 24 września 2011

Recenzja - Sleek Oh So Special



 Jestem moje Drogie po chwilowej przerwie spowodowanej strasznym młynem - dużo zajęć, dużo obowiązków, kilka wyjazdów - na szczęście - mimo, że nie lubię bezruchu - w najbliższym czasie powinno być spokojniej, więc nadrobię blogowe zaległości :)
Na pierwszy ogień idzie dzisiaj paletka Sleek Oh So Special, ponieważ miałam kilka pytań jej dotyczących. Zapraszam zatem na zdjęcia, swatche i moją opinię na temat tego zestawu - blogerki widziały go pewnie już milion razy, więc znowu proponuję zamknąć oczy ;)

wtorek, 20 września 2011

Jesień 2011 - MAC Posh Paradise


 Hipnotyzujące kolory, fascynujące faktury... Tak marka opisuje jedną z nadchodzących kolekcji. Wspaniałe kolory półmatowych pomadek i cały szereg PaintPotów, plus dwa lakiery do paznokci. Szczerze przyznam, że te dwa PaintPot'y - Half-Wild i HyperViolet oraz pomadka FreshAmour w podobnym klimacie kuszą najbardziej ;)

niedziela, 18 września 2011

Recenzja - Anti - Blemish Solutions od Clinique


 Wstępnie kosmetyczkę zawierającą mini produkty z te serii przedstawiałam Wam tu - KLIK! 
Generalnie od wielu lat stosowałam dwa pierwsze kroki z serii 3 Kroki i była to jak do tej pory najlepsza pielęgnacja, z jaką miałam do czynienia. Skóra była oczyszczona, nie pojawiały się na niej żadne niespodzianki, w zasadzie problem niedoskonałości, na mojej arcyniedoskonałej twarzy zupełnie przez te kilka lat nie istniał. Serię uzupełniałam lekkim kremem nawilżającym marki i było idealnie. Później w ramach eksperymentów postanowiłam sięgnąć po inne marki i inne serie, no bo przecież nie może być tak, że tylko jedna marka jest w stanie wypuścić produkt idealny - no niestety, a może na szczęście, okazało się że tak być może. Po latach używania 3 Kroków i teraz po przetestowaniu Anti-Blemish Solutions stwierdzam z pełną odpowiedzialnością - nie ma na rynku w tej chwili i wysuwam podejrzenie, że pewnie jeszcze długo nie będzie tak skutecznej pielęgnacji cery problemowej jak ta od Clinique. Ale do rzeczy ;)

Jesiennie - Catrice Dirty Berry :)

Wrzucam dzisiejsze pazurki. Bądźcie proszę wyrozumiałe, bo to chyba może trzeci, bądź czwarty raz, kiedy sama sobie pomalowałam paznokcie ;/ Dodatkowo jeszcze nie miałam niestety u rodziców, gdzie spędzałam weekend z córą, ani oliwki do skórek, ani tym bardziej korektora do lakieru, więc zupełnie nie miałam w jaki sposób nanieść poprawek. Ale kolor lakieru widać ;) Na paznokciach mam dwie warstwy Catrice 420 Dirty Berry. Bardzo przyjemna mleczna jagoda z całym mnóstwem opalizujących drobinek. Lakier maluje się bez większych problemów, jest gęsty i treściwy, nie smuży i nawet taka łamaga w tym temacie, jak ja, jest sobie w stanie z nim poradzić. Schnie dość przyzwoicie. Gorzej jest trochę z trwałością, ponieważ już w tej chwili, a malowałam paznokcie rano, mam otarte końcówki u prawej  ręki.


 

m.m.

piątek, 16 września 2011

Nie taki diabeł straszny...? MAC Me Over Evil Eye Quad



 Zdjęcia promocyjne i zachwyt :) Pierwsze swatche w necie - straszne rozczarowanie...
To był mój absolutny must have z tej kolekcji, ponieważ rzadko kiedy zdarza się połączenie tak pięknie ciemne, zawierające przy tym praktycznie zero błysku i perełek. Odpuściłam go sobie zupełnie, ponieważ tak jak wspomniałam, swatche bardzo rozczarowywały. Ale nie dane było mi spać spokojnie, bo quad Evil Eye chodził za mną mimo wszystko bezustannie. Nie wiem ile razy zawracałam głowę dziewczynom w salonie, ale dzisiaj ostatecznie miłość zwyciężyła i muszę przyznać, że nie żałuję, a quad ostatecznie potwierdza tylko moją teorię, którą podzieliłam się z Wami już w poprzednim poście dotyczącym matów z tej kolekcji /KLIK!/- na te cienie trzeba znaleźć sposób, a kiedy się już go znajdzie, to naprawdę wdzięczny materiał ;) Oczywiście, że się pylą i osypują, ale które maty tak naprawdę się nie osypują :)
Poniżej zdjęcia i swatche, robione oczywiście pędzlem, nie palcami na bazie Stay Don't Stray Benefitu. Zaręczam, że nie skrobałam cieni nożem ani żadnym ostrym narzędziem, by uzyskać takie nasycenie koloru. ;)

czwartek, 15 września 2011

Inglot AMC 85 Pigment - zdjęcia i swatche


 
Mając dzisiaj sekundę wpadłam do Inglota obejrzeć w końcu na własne oczy te sławne trójeczki. Rozczarowały mnie szczerze mówiąc odrobinę na pierwszy rzut oka, ale z tego względu, że to maty, a ja maty darzę miłością absolutną ;) pewnie wrócę do nich jeszcze, by przyjrzeć się im znacznie bardziej wnikliwie. Zatrzymałam się natomiast przy pigmentach i mój wzrok padł na odcień, który intryguje mnie od dłuższego czasu - 85 - to mieszanka brązu z zielenią, taką naprawdę bardzo jaśniutką. Brąz również nie jest jakoś szczególnie ciemny i głęboki, w efekcie czego ich pomieszanie jest wspaniałym, lekkim kolorem idealnym do dziennych makijaży i stanowi świetny, przykuwający uwagę akcent kolorystyczny w makijażach wykonanych paletką Sleek Au Naturel, o której w kolejnym poście. Odcień jest zdecydowanie jaśniejszy niż cień 53, będący pomieszaniem ciemnego brązu z niebiesko-zielonymi drobinkami, o którym wspominałam Wam tu KLIK! i muszę przyznać, że znacznie bardziej opalizuje i daje ciekawszy efekt. Trwałość na bazie po jednym makijażu oceniam na zadowalającą. Po powrocie do domu nałożyłam go na powieki i jak dotąd trzyma się nieruszony, więc z tym raczej nie powinno być problemów.

środa, 14 września 2011

Na ratunek suchym dłoniom - faza testowa - The Body Shop - Hemp Hand Oil


Gdy tylko temperatura na zewnątrz spada poniżej 30*C w cieniu i kończy się lato, jak jakieś uparte demony budzą się wszystkie problemy mojej skóry. Zaczyna być ekstremalnie przesuszona, pęka, sprawia ból i niestety wygląda tragicznie. Zazwyczaj już we wrześniu zmuszona jestem sięgnąć po cały arsenał treściwych maseł i balsamów. Do rąk natomiast od lat używam już tylko i wyłącznie jednego produktu, który znakomicie radzi sobie z nawet ekstremalnie zniszczoną skórą, pisałam Wam już o nim tu - KLIK! - mowa o Hemp Hand Protector marki The Body Shop. W tym roku postanowiłam jeszcze dodatkowo wzmocnić jego działanie olejkiem z serii. Dzisiaj jedynie kilka zdjęć, a niebawem pełniejsza recenzja ;)

wtorek, 13 września 2011

Recenzja - Dermedic Tolerans Clear - żelowy płyn do demakijażu - czyli kolejny arcytrafiony produkt z apteki... ;/

Zaczynam dochodzić do wniosku, że prawdopodobnie jestem odporna na przyswajanie pewnego rodzaju wiedzy. W tym przypadku mam na myśli uporczywe i niczym nieuzasadnione sięganie po apteczne kosmetyki polskich marek i to od razu po pełnowymiarowe opakowania. Sparzyłam się już kiedyś porządnie na Iwostinie, o Pharmacerisie już nie wspomnę, a teraz postanowiłam jeszcze wypróbować Dermedic. Nie wiem po co i dlaczego. Całe szczęście, że przynajmniej cena była promocyjna...


 Zaczynając od początku - generalnie od momentu odkrycia czegoś takiego jak płyny micelarne w zasadzie przestałam sięgać po jakiekolwiek inne produkty do demakijażu /wyjątkiem Vichy, ale na szczęście tego zakupu nie żałuję/, natomiast od momentu odkrycia Biodermy Sensibio, nie ma takiego płynu, który spełniłby moje oczekiwania i był równie idealną hybrydą delikatności i skuteczności. Nie mniej jednak pewnie nie byłabym blogerką, gdyby mnie co jakiś czas jakieś licho nie podkusiło do wypróbowania czegoś nowego ;P Pod koniec lipca skończyła się Bioderma, na wakacje wzięłam chusteczki, o których pisałam Wam tu - KLIK!, a po powrocie rzuciło mnie na eksperymenty i w Super-Pharm sięgnęłam po ten żel micelarny.
Bardzo cenię sobie żelowe konsystencję, cenię sobie nadal i uparcie marki apteczne, zwłaszcza polskie, dlatego nie zastanawiałam się zbyt długo. Przeczytałam tylko opis z tyłu i żel wylądował w koszyku.
Przy pierwszym wieczornym demakijażu myślałam, że oszalałam, sprawdziłam na opakowaniu, sprawdziłam na stronie producenta... NIC - no więc o co chodzi???

poniedziałek, 12 września 2011

Raport z pola walki - Clinique Even Better Clinical Dark Spot Corrector :)

Mijają właśnie dokładnie 4 tygodnie od momentu, w którym na mojej półce zagościło serum przeciwko przebarwieniom - i nie tylko - marki Clinique. Wstępnie produkt przedstawiałam Wam tu - KLIK


Ogłoszenia parafialne ;)

Witam Was serdecznie - wiem, że przez kilka ostatnich dni trochę mało mnie tu było i niestety przez kolejne również raczej nie zapowiada się, że będzie więcej, ale mam nadzieję, że niebawem wszystko wróci do blogowej normy, nadrobię zaległości recenzyjne, zapowiedzi i komentowanie  ;)

Wtedy pojawi się kilka - mam nadzieję - interesujących tematów ;)
  • Dwie paletki Sleek - tak, poddałam się ;) - Au Naturel oraz Oh So Special
  • MAC Opulash Optimum Black
  • MAC Me Over LipGlass Spite
  • wstępna recenzja Clinique Even Better Dark Spot Corrector  KLIK!
  • BB Krem Lioele
  • Estee Lauder DayWear
  • płyn micelarny SVR Provegol 
  • żel micelarny Dermedic   KLIK!
  • olej Sesa
  • maska oczyszczająca  Skin-Toneup
  • olejek do zniszczonych i wysuszonych dłoni The Body Shop  KLIK!
  • seria Tea Tree The Body Shop 
  • seria Anti Blemish Solutions Clinique

I z biegiem czasu z pewnością wiele innych ;)
Ściskam,
m.m.

czwartek, 8 września 2011

Recenzja - Essence - Ballerina Backstage - 03 grand-plié in black Creamy E/S

Pogoda za oknem nie rozpieszcza, w zasadzie powoli robi się już jesień. Generalnie, gdy jest ładnie i nie leje to moja ulubiona pora roku, natomiast kiedy jest tak jak dzisiaj, czyli nie przestaje padać nawet na 10 minut, to całą moją miłość do jesieni momentalnie szlag trafia. A że z reguły makijaż jakoś tak nawet samoistnie wpisuje się w mój nastrój, to dzisiaj na moich oczach gościło ciemne smoky w kolorze mojej drugiej po Rare Find miłości z LE Semi Precious MAC'a - Dark Indulgence. A skoro robiłam już ciemny makijaż, to postanowiłam też w końcu przetestować czarny kremowy cień z LE Ballerina Backstage Essence. Wstępnie przedstawiałam Wam go tu - KLIK!, a dzisiaj troszkę więcej o nim ;)


Nowość - The Body Shop - EXTRA VIRGIN MINERALS

No i kolejna promocja - tym razem dotycząca nowości ;) 



Przeklejam info ze strony The Body Shop ;)

Czy kiedykolwiek marzyłaś o nieskazitelnej cerze? Już jutro odkryj podkład mineralny, który idealnie dopasuje się do Twojej karnacji. The Body Shop przedstawia nową kolekcję EXTRA VIRGIN MINERALS - innowacyjną linię podkładów mineralnych dostępnych w trzech formatach:

EXTRA VIRGIN MINERALS CREAM COMPACT FOUNDATION (kremowy, kompaktowy podkład) 8,5g 85 zł

EXTRA VIRGIN MINERAL LIQUID FOUNDATION (fluid) 30ml 75 zł
EXTRA VIRGIN MINERAL LOOSE POWDER FOUNDATION SPF 25 (sypki puder) 5g 85 zł

Jest to pierwsza mineralna kolekcja The Body Shop, która zawiera drobno zmielone minerały połączone ze wspaniałą oliwką z oliwek pozyskiwaną podczas procesu tłoczenia na zimno. The Body Shop jest pierwszą marką, która w swojej kolekcji podkładów użyła wspaniałej oliwki z oliwek pozyskiwanej we Włoszech w ramach programu Wspólnota Uczciwego Handlu oraz nawilżającego olejku marula z Namibii.


Odwiedź nasz sklep, a dowiesz się, który format zapewni Twojej cerze krycie oraz wykończenie idealne właśnie dla Ciebie. Dodatkowo tylko od jutra przez 2 tygodnie, kupując jeden produkt EXTRA VIRGIN MINERALS, otrzymasz 50% rabatu na drugi produkt z departamentu make-up. Zapraszamy


m.m. 

Promocja - SuperPharm

Przybywam dzisiaj do Was z kolejną - moim zdaniem - wartą uwagi promocją.  Robiąc zakupy za kwotę powyżej 30 pln - o co w zasadzie nie trudno, kupując nawet artykuły pierwszej potrzeby - macie możliwość nabycia pełnowymiarowego produktu 3w1 do demakijażu, lub płynu micelarnego marki Vichy za 18pln /być może z hakiem, niestety wyrzuciłam paragon/ Myślę, że oferta jest rozsądna, zwłaszcza, że regularna cena tego kosmetyku to prawie 60pln. Nie byłabym sobą, gdybym już nie wypróbowała jego działania i muszę przyznać, że poradził sobie naprawdę dobrze, a ja z racji pogody za oknem miałam dzisiaj makijaż taki jak i nastrój - dosyć ciężki.Niestety nie mam pojęcia do kiedy trwa ta promocja, natomiast zaczęła się prawdopodobnie dopiero dzisiaj, bo produkty były właśnie rozstawiane. Recenzja za kilka dni ;)




m.m.

Promocje - Sephora - 3 za 2

Wklejam info na temat kolejnej promocji w perfumerii Sephora - 3 za 2. Być może będziecie miały ochotę skusić się na jakiś pięknie pachnący żel, balsam, lub np. peeling, o którym pisałam Wam tu - KLIK!

Oferta dotyczy produktów marki Sephora, obowiązuje w dniach 05-25 września, bądź do wyczerpania zapasów, a szczegółowy regulamin znajdziecie w perfumerii.


środa, 7 września 2011

wtorek, 6 września 2011

Henna Khadi rezultaty farbowania i wrażenia ;)

Minął już prawie tydzień od dnia, w którym farbowałam włosy - relacja na bieżąco TU - KLIK. Dzisiaj pora na małe podsumowanie i zdjęcia ilustrujące rezultat.

Kolor pięknie dojrzał, utlenił się i nabrał wyrazu. Szczerze mówiąc, nawet niespecjalnie przeszkadza mi fakt, że na pełnię koloru trzeba kilka dni zaczekać. Ja miałam to szczęście, że wszystkie etapy dojrzewania tego koloru bardzo mi się podobały, więc nie było problemu, namiast faktycznie dla niektórych może to być mankament, ponieważ przez mniej więcej dwa pierwsze dni miałam na głowie wściekłą marchew, później można powiedzieć, że byłam ruda, teraz natomiast włosy mają głębszy i ciemniejszy odcień i takie prawdopodobnie już pozostaną.

Kolejną próbą cierpliwości, jeśli sięgnięcie po hennę w naturalnym kolorze, jest konieczność odczekania tych ok. 6 godzin. Ja szczerze mówiąc wytrzymałam 5 z hakiem. Henna zupełnie nie brudzi łazienki, zostawia natomiast ślad po sobie na dłoniach, pamiętać więc należy o rękawiczkach.

Włosy przez dwa pierwsze dni myłam delikatnym i wolnym od chemii wszelakiej szamponem Organicum. Teraz stosuję swój normalny szampon z Artego.

Efekt - muszę przyznać, że henna potwornie wysusza włosy. Nie skórę głowy, a właśnie włosy. Minął tydzień, olejuję je, a nadal mam straszne siano. Mnie to tak naprawdę cieszy, ponieważ moje włosy mają tą podłą właściwość, że gdy są idealnie nawilżone, to są owszem pięknie błyszczące i gładkie, ale równocześnie przyklejone do czaszki, więc koniec końców wyglądam jak topielica i i tak noszę je spięte. Teraz mam na głowie istną burzę włosów, które raz - dzięki hennie, dwa dzięki olejom pięknie się błyszczą, przy zachowaniu maksymalnej objętości. Dlatego dla mnie to przesuszenie nie jest problemem, ale jeśli ktoś ma na tym punkcie bzika, to podobno można to wyeliminować dodając do mieszanki odżywki. Można dodać do niej również kawy, herbaty, bądź wina, w zależności na jakim efekcie nam zależy. Ja doczytałam ulotkę do końca dopiero po nałożeniu farby /tak, zdarza mi się ;P/ więc ten krok pominęłam.Być może spróbuję następnym razem.
Tak jak wspomniałam, włosy pięknie się błyszczą i wyglądają naprawdę bardzo ładnie. Nie mam pojęcia jak jest z trwałością koloru, ale podobno henna z włosów się nie wypłukuje, więc problemem mogą być jedynie odrosty.

Podsumowując - Jeżeli o mnie chodzi, to efekt i fakt, że jest to farbowanie całkowicie naturalne rekompensuje 'trudy' przyrządzania i oczekiwania. Ja przy hennie z pewnością już pozostanę.

A teraz trochę zdjęć - były co prawda robione w dzień, ale fotografowanie sobie samej głowy to nie jest najprostsze zadanie, dlatego potraktujcie je trochę z przymrużeniem oka. Natomiast efekt kolorystyczny jest naprawdę dość wiernie oddany ;)

I jeszcze mała errata - zapach mieszanki to zdecydowanie zapach szczawiu, nie szpinaku - nie wiem, nie mam pojęcia, dlaczego pomyliłam te dwa warzywa ;) Zapach niestety utrzymywał się na włosach około dwóch dni - pomimo mycia


poniedziałek, 5 września 2011

BB Debiut



BB kremy chodziły za mną od dawna ;) Niestety niekoniecznie przepadam za zakupami na serwisach aukcyjnych - jeżeli już muszę kupić coś online, wybieram raczej drogerie, które dają mi przynajmniej pozorną gwarancję oryginalności i świeżości produktu. Dlatego, kiedy w sieci pojawił się Asian Store po dość długim namyśle, czy podkład, czy jednak blemish balm, postanowiłam na własnej skórze zweryfikować BBkremowe szaleństwo ;)
Niestety baza kolorów i recenzji BB kremów w sieci jest jeszcze stosunkowo uboga i ciężko jest wirtualnie dobrać produkt idealny dla siebie. Szczerze mówiąc kusiła mnie Missha, ale w ostateczności, po dogrzebaniu się do swatchy zdecydowałam się na Lioele. W taki oto sposób w moje łapy trafił dzisiaj Lioele Water Drop BB Cream SPF27 PA++. Recenzję tego produktu zamieściła dzisiaj Kleopatre i zastanawiam się, na ile nasze odczucia odnośnie tego kremu pokryją się, bądź będą się różnić. ;) Na razie zamieszczam pierwsze zdjęcia i wrażenia, dokładniejsza recenzja pojawi się, gdy tylko trochę lepiej się poznamy ;)

piątek, 2 września 2011

MAC Me Over - Satin Taupe E/S - swatche


 Generalnie cień Satin Taupe jest częścią permanentnej linii marki MAC i to chyba w zasadzie jednym z najpopularniejszych kolorków. Wszedł natomiast również do LE MAC Me Over, a ja dzisiaj uświadomiłam sobie, że przecież mogłam Wam wczoraj zaprezentować również jego swatche, bo cień jest interesujący i wart uwagi. Nadrabiam zatem zaległości, a te z Was, które swatche Satin Taupe widziały już milion razy na przeróżnych forach i portalach mogą zamknąć oczy ;)

czwartek, 1 września 2011

MAC Me Over - Outre oraz Moleskine E/S - swatche

Wejście do salonów tak ogromnej kolekcji jak MAC Me Over  /promo - KLIK!/ dla takiego cienio - MACo - holika jak ja, wiąże się z bardzo mocno przyspieszonym biciem serca.
Odpuściłam Shadesticki, bo na razie mam PaintPota i kilka Jumbo z Sephory, więc kolorowych baz mi wystarczy.
Odpuściłam Fluidline'y ponieważ nie byłabym w stanie zużyć takiej ilości kolorowego eyelinera chyba nigdy i bardzo żałowałabym, gdyby stał i marnował się.
Odpuściłam róże, ponieważ MAC Me Over oferuje tylko dwa - na szczęście ;) - nie moje odcienie.
Dumam nad pomadkami i błyszczykami, ale sprawdziłam dzisiaj na ustach dwa, które zachwycały mnie na zdjęciach i na żywo już mnie tak nie zachwycają, ponieważ są bardzo mocno kryjące, a ja jednak wolę choćby takie pół-transparentne.
Ale obok cieni do poewiek z tej kolekcji przejść obojętnie nie byłam w stanie... ;)
Na razie wybrałam dwa - a mój apetyt rośnie ;P

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...