Generalnie daleka jestem od wzorowania się na przeróżnych gwiazdeczkach, czy celebrytkach. Jeżeli już szukam inspiracji to sięgam raczej po klasyczne i ponadczasowe wzorce. Natchnienia szukam czasami w edytorialach, reportażach z wybiegów, rzadziej na czerwonym dywanie - chociaż zdarza mi się ;) Czasami moją uwagę przykuje jakiś interesujący makijaż, ale bardziej on sam w sobie i ewentualnie jego oprawa zapada mi w pamięć, niż sama nosząca go.
Tym razem po prostu nie potrafię uwolnić się od tego zdjęcia ;) Makijaż Julity Jaskółki jest według mnie absolutnym arcydziełem i dawno nie widziałam tak idealnego. Pierwsze co zrobiłam, wziąwszy najnowszy TS do ręki, to nerwowe kartkowanie go z pytaniem 'czym i kto' ;) Cały makijaż jest pięknie wyważony. Oczy mnie hipnotyzują, cienie wspaniale komponują się z tęczówką. Hmmmm... No ideał po prostu :)
A włosy - chyba niestety znów po kilkunastu miesiącach noszenia fioletów przeproszę się z taką ciemną czekoladą ;)