Tą recenzję zapowiadałam i obiecywałam już kilka razy, ale chciałam ten produkt naprawdę dobrze poznać i wypróbować go we wszelkich możliwych konfiguracjach i na wszystkie sposoby, na jakie wpadłam ;)
Przyznam szczerze, że początkowo jakimś cudem wcale nie umieściłam tego produktu na swojej jesiennej liście, ponieważ mam naprawdę sporo rozświetlaczy. Chciałam go jednak dotknąć i sprawdzić czy faktycznie można go odpuścić. No i jak go już dotknęłam, to przepadłam :) Problem polegał tylko na tym, że ten rozświetlacz we wszystkich perfumeriach w Krakowie i we Wrocławiu, które obdzwoniłam już w pierwszy dzień gdy tylko LE Modern Mercury do nich dotarła był już wysprzedany. Miałam naprawdę sporo szczęścia, że akurat udało mi się trafić na konsultantkę, która powiedziała, że będzie on w miarę możliwości domawiany i kolejne jeszcze większe szczęście, że coś mi kazało zadzwonić do tej Sephory właśnie w ten dzień, kiedy to domówienie do nich przyszło. W dzień powszedni, wcale nie wieczorem kupiłam siódmy z dwunastu, czy trzynastu, które dostali. Nie waham się określić Illuminating Powder Gelee najgorętszym elementem jesiennych kolekcji. Takiego szału nie było chyba nawet z różem Guerlain z wiosennej LE ;)
Ale teraz do rzeczy - krótka treściwa recenzja i mnóstwo zdjęć - część zanim dotknęłam rozświetlacz, a część już po jakimś czasie /te niestety robione są już teraz, kiedy światła na świecie nie ma praktycznie wcale/.























