Ponieważ kończy się kolejna butla mojego ukochanego żelu do twarzy Clinique i mój równie ukochany Moisture Surge /nie wiem dlaczego takie produkty zawsze dotykają dna hurtem/ a znowu znosi mnie na szerokie wody eksperymentów, podreptałam dzisiaj do MAC'a zrobić rekonesans. Kolorówkę marki /co zresztą widać/ bardzo sobie cenię, ciekawa jestem czy pielęgnację zacznę darzyć podobnym uczuciem. Do tej pory miałam jedynie Oil Control i muszę przyznać, że nawet go sobie chwaliłam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą faza testowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą faza testowa. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 14 maja 2012
wtorek, 28 lutego 2012
Faza testowa - DayWear Beauty Benefit Creme Estee Lauder
O tym, że Estee wzbogaca linię DayWear o bijące rekordy popularności BB kremy słychać było już od jakiegoś czasu, były one już zresztą dostępne w Stanach. I wreszcie nowe dziecię marki trafiło na perfumeryjne półki.
wtorek, 10 stycznia 2012
Olejowanie - faza testowa - Alterra Limette&Olive
Muszę przyznać, iż zazwyczaj szerokim łukiem omijałam marki własne Rossmann'a. Ciężko było mi obdarzyć je zaufaniem. I tak jak produkty do twarzy, po serii zeszłorocznych absolutnych wtop eksperymentatorskich nadal nie znajdą miejsca na mojej półce, tak produktom do włosów, a w szczególności linii produktów naturalnych Alterra postanowiłam przyjrzeć się bliżej.
Sięgnęłam po pięknie pachnący szampon Papaya&Bambus - na co dzień stosuję Organicum, ale potrzebuję produktu, którym zmywam olej, bo szczerze mówiąc trochę szkoda mi używać do tego celu wspomnianego szamponu, a ten z Alterry również pozbawiony jest wszystkiego tego, czego ja w pielęgnacji swoich włosów od ponad pół roku staram się unikać. Przy tym nie da się pominąć jego bardzo przyjemnej ceny :)
Mając wolną chwilę i wyjątkową wenę, postanowiłam również przyjrzeć się olejkom Alterry. I muszę przyznać, że osłupiałam. Skład tych olejków jest rewelacyjny. Nie ma w nich ani kropli sztucznych komponentów, a przy tym kosztują w zasadzie śmieszne, jak na taki produkt, pieniądze. 3 wersje zapachowe znajdziecie bowiem w cenie ca. 13pln, a jedynie pomarańcza i brzoza kosztuje ok. 18pln.
Skusiłam się na limonkę z oliwą, bo jak powtarzam do znudzenia już chyba, uwielbiam świeże cytrusowe zapachy. Oprócz tego dostępne są jeszcze granat, migdały i wspomniana pomarańcza, która prawdopodobnie będzie moją kolejną buteleczką jeśli tylko te olejki sprawdzą się w pielęgnacji włosów, bo oczywiście wrodzona niechęć do tej konsystencji nie pozwoli mi wcierać ich w ciało :)
Limette&Olive dostępny jest w szklanej buteleczce o pojemności 100ml. Buteleczka ma 'ogranicznik', który w zasadzie jest czymś w rodzaju kroplomierza, ponieważ tak właśnie dozuje olejek. Rozwiązanie jest fantastyczne, ponieważ nie ma mowy o tym, by wylać na dłoń zbyt dużo produktu.
No i zapach... Jest autentycznie obłędny. Stosowałam olejek dopiero dwa razy, a już jestem od niego uzależniona ;) Zmywa się dobrze.
Na ten moment nie mogę powiedzieć niestety nic więcej, ale kiedy poużywam go trochę dłużej, z pewnością zamieszczę obszerniejszą recenzję. Tymczasem kilka zdjęć.
Sięgnęłam po pięknie pachnący szampon Papaya&Bambus - na co dzień stosuję Organicum, ale potrzebuję produktu, którym zmywam olej, bo szczerze mówiąc trochę szkoda mi używać do tego celu wspomnianego szamponu, a ten z Alterry również pozbawiony jest wszystkiego tego, czego ja w pielęgnacji swoich włosów od ponad pół roku staram się unikać. Przy tym nie da się pominąć jego bardzo przyjemnej ceny :)
Mając wolną chwilę i wyjątkową wenę, postanowiłam również przyjrzeć się olejkom Alterry. I muszę przyznać, że osłupiałam. Skład tych olejków jest rewelacyjny. Nie ma w nich ani kropli sztucznych komponentów, a przy tym kosztują w zasadzie śmieszne, jak na taki produkt, pieniądze. 3 wersje zapachowe znajdziecie bowiem w cenie ca. 13pln, a jedynie pomarańcza i brzoza kosztuje ok. 18pln.
Skusiłam się na limonkę z oliwą, bo jak powtarzam do znudzenia już chyba, uwielbiam świeże cytrusowe zapachy. Oprócz tego dostępne są jeszcze granat, migdały i wspomniana pomarańcza, która prawdopodobnie będzie moją kolejną buteleczką jeśli tylko te olejki sprawdzą się w pielęgnacji włosów, bo oczywiście wrodzona niechęć do tej konsystencji nie pozwoli mi wcierać ich w ciało :)
Limette&Olive dostępny jest w szklanej buteleczce o pojemności 100ml. Buteleczka ma 'ogranicznik', który w zasadzie jest czymś w rodzaju kroplomierza, ponieważ tak właśnie dozuje olejek. Rozwiązanie jest fantastyczne, ponieważ nie ma mowy o tym, by wylać na dłoń zbyt dużo produktu.
No i zapach... Jest autentycznie obłędny. Stosowałam olejek dopiero dwa razy, a już jestem od niego uzależniona ;) Zmywa się dobrze.
Na ten moment nie mogę powiedzieć niestety nic więcej, ale kiedy poużywam go trochę dłużej, z pewnością zamieszczę obszerniejszą recenzję. Tymczasem kilka zdjęć.
środa, 14 września 2011
Na ratunek suchym dłoniom - faza testowa - The Body Shop - Hemp Hand Oil
Gdy tylko temperatura na zewnątrz spada poniżej 30*C w cieniu i kończy się lato, jak jakieś uparte demony budzą się wszystkie problemy mojej skóry. Zaczyna być ekstremalnie przesuszona, pęka, sprawia ból i niestety wygląda tragicznie. Zazwyczaj już we wrześniu zmuszona jestem sięgnąć po cały arsenał treściwych maseł i balsamów. Do rąk natomiast od lat używam już tylko i wyłącznie jednego produktu, który znakomicie radzi sobie z nawet ekstremalnie zniszczoną skórą, pisałam Wam już o nim tu - KLIK! - mowa o Hemp Hand Protector marki The Body Shop. W tym roku postanowiłam jeszcze dodatkowo wzmocnić jego działanie olejkiem z serii. Dzisiaj jedynie kilka zdjęć, a niebawem pełniejsza recenzja ;)
poniedziałek, 12 września 2011
Raport z pola walki - Clinique Even Better Clinical Dark Spot Corrector :)
Mijają właśnie dokładnie 4 tygodnie od momentu, w którym na mojej półce zagościło serum przeciwko przebarwieniom - i nie tylko - marki Clinique. Wstępnie produkt przedstawiałam Wam tu - KLIK
poniedziałek, 5 września 2011
BB Debiut
BB kremy chodziły za mną od dawna ;) Niestety niekoniecznie przepadam za zakupami na serwisach aukcyjnych - jeżeli już muszę kupić coś online, wybieram raczej drogerie, które dają mi przynajmniej pozorną gwarancję oryginalności i świeżości produktu. Dlatego, kiedy w sieci pojawił się Asian Store po dość długim namyśle, czy podkład, czy jednak blemish balm, postanowiłam na własnej skórze zweryfikować BBkremowe szaleństwo ;)
Niestety baza kolorów i recenzji BB kremów w sieci jest jeszcze stosunkowo uboga i ciężko jest wirtualnie dobrać produkt idealny dla siebie. Szczerze mówiąc kusiła mnie Missha, ale w ostateczności, po dogrzebaniu się do swatchy zdecydowałam się na Lioele. W taki oto sposób w moje łapy trafił dzisiaj Lioele Water Drop BB Cream SPF27 PA++. Recenzję tego produktu zamieściła dzisiaj Kleopatre i zastanawiam się, na ile nasze odczucia odnośnie tego kremu pokryją się, bądź będą się różnić. ;) Na razie zamieszczam pierwsze zdjęcia i wrażenia, dokładniejsza recenzja pojawi się, gdy tylko trochę lepiej się poznamy ;)
czwartek, 25 sierpnia 2011
Faza testowa - Essence - Ballerina Backstage
Generalnie LE Essence kusiła mnie od momentu zobaczenia zdjęć promocyjnych. Moje trzy typy z tej kolekcji to najjaśniejszy błyszczyk i dwa cienie w kremie - 01 i 03. Oczywiście, kiedy przedwczoraj dotarłam do Natury stand był całkowicie wymieciony i jedyną rzeczą z tych, na które miałam ochotę był czarny cień 03 Grand-Plie In Black. Biorąc pod uwagę cenę - 9,90pln przebolałam brak testera i powędrowałam z nim do kasy. Nie wykorzystywałam go jeszcze w makijażu, także nie jestem w stanie określić jego trwałości i tego jak będzie zachowywał się na powiece, ale nie spodziewam się fajerwerków. Zwłaszcza, że po zrobieniu zdjęć przetarłam swatch palcami nie starając się nawet zetrzeć go za bardzo, a on rozpłynął się bez śladu ;) Jeśli tylko znajdę dłuższą chwilę na bardziej zaawansowany makijaż niż tylko Vanilla + Shadowy Lady + tusz do rzęs z pewnością wypróbuję ten kremowy cień, ale chyba raczej jako kolor pod cień, położony dodatkowo na bazę niż samodzielny produkt :)
m.m.
m.m.
środa, 24 sierpnia 2011
Faza testowa - Clinique - Even Better Clinical Dark Spot Corrector
Mniej więcej dwa tygodnie temu rozpoczęłam walkę z przebarwieniami na mojej skórze. Niestety, po niedoskonałościach, słońcu i ciąży zostało mi na buzi trochę pamiątek i mam nadzieję pozbyć się ich właśnie dzięki Even Better Clinical Dark Spot Corrector, które przy okazji powinno ujednolicić kolor skóry, rozjaśnić ją i dodać jej blasku. Wiążę z tym produktem naprawdę duże nadzieje :)
wtorek, 23 sierpnia 2011
Akcja reanimacja - faza testowa - Nail Tek
Moje paznokcie są niestety w opłakanym stanie. Rozdwajają się makabrycznie, łamią, kruszą i łuszczą. Zawsze z pomocą przychodził mi do tej pory niezawodny MerzSpecial, ratując moje paznokcie z każdej, nawet najgorszej tragedii. Niestety od kilku opakowań przestał działać, a ja zastanawiając się co jest grane poszperałam w sieci i natknęłam się na bardzo nieprzyjemną informację, która dodatkowo potwierdziła farmaceutka w aptece - MerzSpecial zmienił skład i z leku stał się suplementem. Niestety zawartość wielu składników, zwłaszcza tych kluczowych została drastycznie zmniejszona - stąd brak efektów. Pozostaje mi się pożegnać z tym specyfikiem, ponieważ w przy obecnym składzie i mizernym działaniu przestał on już niestety być wart swojej ceny. Szkoda, używałam go od wielu lat i naprawdę zawsze świetnie się sprawdzał i przynosił natychmiastowe rezultaty.
Brak działania MerzSpecial przełożył się niestety na całkowitą zagładę moich paznokci. Ciągły kontakt z wodą, którego przy małym dziecku nie sposób uniknąć, detergenty i cała reszta spowodowały, że wyglądają i są w tragicznej kondycji. Sporo ostatnio pozytywnych postów na temat kuracji Nail Tek'iem, mnie zaszkodzić już nie może nic, więc postanowiłam spróbować.
Preparat kupiłam na Allegro, dostępny jest on już podobno rówież w Sephorze, nie wiem niestety ile tam kosztuje. O efektach będę informowała na bieżąco. :)
Brak działania MerzSpecial przełożył się niestety na całkowitą zagładę moich paznokci. Ciągły kontakt z wodą, którego przy małym dziecku nie sposób uniknąć, detergenty i cała reszta spowodowały, że wyglądają i są w tragicznej kondycji. Sporo ostatnio pozytywnych postów na temat kuracji Nail Tek'iem, mnie zaszkodzić już nie może nic, więc postanowiłam spróbować.
Preparat kupiłam na Allegro, dostępny jest on już podobno rówież w Sephorze, nie wiem niestety ile tam kosztuje. O efektach będę informowała na bieżąco. :)
Pożegnanie lata
Naprawdę zaczyna dopadać mnie jakaś /niewytłumaczalna, biorąc pod uwagę pogodę za oknem/ jesienna melancholia ;)
Krótko i na temat - na paznokciach lakier tak letni i soczysty, że już bardziej być chyba nie może ;) Schnie sam z siebie błyskawicznie, świetnie się rozprowadza, nie robi smug, ani zacieków. Już jedna warstwa kryje zadowalająco, dwie dają natomiast pełne krycie i maksymalne nasycenie koloru.
Rzęsy do nieba, tyle, że sztuczne ;)
Tak, jestem absolutnie uzależniona od teatralnych, megadługich, spektakularnych rzęs, o czym czytelniczki SmokyEveningEyes na pewno doskonale już wiedzą, ponieważ powtarzam to do znudzenia :)
Dlatego muszę przyznać, że ucieszył mnie mail z KKCenterHK z propozycją wypróbowania ich sztucznych rzęs.
Spośród kilku propozycji wybrałam dość neutralne, takie, które znajdą zastosowanie w makijażu bardziej 'zwyczajnym', a nawet codziennym. Dzisiaj jedynie zdjęcia poglądowe, wkrótce makijaż i recenzja. :)
Dlatego muszę przyznać, że ucieszył mnie mail z KKCenterHK z propozycją wypróbowania ich sztucznych rzęs.
Spośród kilku propozycji wybrałam dość neutralne, takie, które znajdą zastosowanie w makijażu bardziej 'zwyczajnym', a nawet codziennym. Dzisiaj jedynie zdjęcia poglądowe, wkrótce makijaż i recenzja. :)
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Faza Testowa - Estēe Lauder DayWear Sheer Tint Release
A właściwie - DayWear Sheer Tint Release Advanced Multi-Protection Anti-Oxidant Moisturizer SPF 15 ;)
czwartek, 28 lipca 2011
Faza testowa - Clinique Hydrating Solutions
Tak jak pisałam wczoraj - dzisiaj pora na kolejną kosmetyczkę z mini produktami - tym razem wersję nawilżającą.
środa, 27 lipca 2011
Faza testowa - Clinique Blemish Solutions
Ostatnie dni wyprzedaży w Sephora i chyba już ostatnie łupy ;) Nie wiem szczerze mówiąc, czy te zestawy są w stałej, czy jedynie wyprzedażowej ofercie, ale pomysł jest ciekawy i wart bliżego poznania.
Jak dotąd jedyną pielęgnacją, która w 100% radziła sobie z moją kapryśną skóra była właśnie ta od marki Clinique. 2 z 3 kroków, uzupełnione dobrym, lekkim kremem nawilżającym i problemów nie było. Takiego zestawu używałam nieprzerwanie od początku 2008 roku i dopiero niedawno jakieś licho podkusiło mnie do eksperymentów. Niestety nie do końca udanych. La Roche Posay nie robi nic, Tea Tree bardzo polubiłam, ale jednak niestety odrobinę odbiega efektami od 3 kroków, postanowiłam więc po skończeniu drugiego już kompletu żel+tonik powrócić jednak do najlepiej sprawdzających się rozwiązań. Zwłaszcza, że ostatnio stan mojej skóry drastycznie się pogorszył. Zanim jednak wrócę do 3 kroków, a w zasadzie do dwóch pierwszych, postanowiłam skorzystać z okazji do wypróbowania innej serii marki Clinique przeznaczonej do skóry z niedoskonałościami. A jako, że problem z którym borykam się równolegle do niedoskonałości to niedostateczne nawilżenie - w moim koszyku wylądowały dwa zestawy - Blemish Solutions oraz Hydrating Solutions - o którym jutro ;)
poniedziałek, 18 lipca 2011
Faza testowa - Clinique Moisture Surge Tinted Moisturizer SPF 15
Pomna swoich arcyudanych doświadczeń z produktami kupowanymi w ciemno obiecałam sobie, że trzeciego razu nie będzie. Od teraz, a w zasadzie od zakupu Pharmaceris, każdy taki kosmetyk przed zakupem przetestuję. Wczoraj pomaszerowałam więc grzecznie do Sephory po próbkę kolejnego kremu tonującego, który mnie zainteresował - Clinique Moisture Surge Tinted Moisturizer SPF 15 i o którym wspominałamWam tu -/KLIK!/.
Faza testowa - Gel Eyeliner od Essence - 03 Berlin Rocks
Wczoraj będąc w Naturze Skusiłam się w końcu na ten eyeliner. Muszę się absolutnie szczerze przyznać, że jestem totalnym beztalenciem jeżeli chodzi o robienie kresek - co najśmieszniejsze - jedynie na samej sobie. Wypróbowałam już chyba wszystkie dostępne na rynku możliwości - planuję, może nawet dzisiaj, wrzucić Wam kilka rozwiązań dla takich ciap w tym temacie jak ja. Jednym z takich właśnie ideałów dla kogoś, kogo to przerasta jest żelowa formuła eyelinera - ale nie to, co Inglot nazywa żelowy linerem, tylko normalny, prawdziwy żelowy eyeliner. ;) Moim faworytem w tym temacie jest Fluidline od MAC'a, słyszałam też dużo dobrego o Bobbi Brown, ale tu jest niestety większy problem z dostępnością, zresztą, kiedy kupowałam MAC'a o BB w Polsce nie było jeszcze nawet słychać i tak pozostałam mu wierna, zwłaszcza, że nie jestem aż taką kreskoholiczką i MAC w zupełności zaspokaja moje potrzeby, a jego czerń nie jest bardzo ostentacyjna - czego bardzo w dziennym makijażu nie lubię.
Zazwyczaj kolorowe kreski robię przy pomocy cienia na mokro, jednak ilość wszechobecnych zachwytów nad tym produktem, a także - nie ukrywam - jego cena - 11pln - sprawiły, że postanowiłam go wypróbować.
Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne - kreseczkę udało mi się zrobić szybko i sprawnie - oczywiście do jakiegokolwiek ideału baaaaaardzo jej daleko. Eyeliner sam w sobie ma fajną kremową konsystencję i ładny kolor.
Poniżej kilka zdjęć - recenzja wkrótce :)
Zazwyczaj kolorowe kreski robię przy pomocy cienia na mokro, jednak ilość wszechobecnych zachwytów nad tym produktem, a także - nie ukrywam - jego cena - 11pln - sprawiły, że postanowiłam go wypróbować.
Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne - kreseczkę udało mi się zrobić szybko i sprawnie - oczywiście do jakiegokolwiek ideału baaaaaardzo jej daleko. Eyeliner sam w sobie ma fajną kremową konsystencję i ładny kolor.
Poniżej kilka zdjęć - recenzja wkrótce :)
czwartek, 14 lipca 2011
Faza testowa - The Body Shop Tea Tree Oil
Mimo wieku, w którym stanowczo powinnam być już poza zasięgiem wszelkich skórnych niespodzianek - tak mi się przynajmniej kiedyś wydawało ;) - niestety zdarzają mi się one dość często, zwłaszcza latem. Wcześniej używałam - z powodzeniem - roll ona od Garnier, a gdy ten się skończył postanowiłam sięgnąć po ten olejek. Serię TBS Tea Tree bardzo polubiłam i wygląda na to, że mam duże szanse na polubienie się również z tą malutką buteleczką. ;)
środa, 8 czerwca 2011
Spora okazja - Sephora Flashy Liners - Night Spirit
Generalnie jak już zauważyłyście, nie robię hauli, bo zazwyczaj, gdy wracam z zakupów jest na to zbyt duże zamieszanie, później zaczynam czegoś używać i jakoś mi się nie składa. No chyba, że wypatrzę, lub wynajdę coś fajnego - tak jak właśnie teraz ;) Chciałabym podzielić się z Wami nowym skarbem, który udało mi się upolować w niezwykle atrakcyjnej cenie - okazuje się, że cierpliwość popłaca ;)
Mowa o 7 wodoodpornych kredkach, które pojawiły się w ofercie Sephory na wiosnę i które od tej wiosny za mną chodziły. Uwielbiam kredki w makijażu - w zasadzie praktycznie nie robię makijażu bez kredki, podkreślam nią rzęsy przed użyciem cieni, robię kreski, jeśli potrzebuję, by były mnie oczywiste niż te robione eyelinerem - słowem zużywam tego tony. Zestaw Night Spirit to 7 świetnych kolorów, które w regularnej sprzedaży kosztowały 139PLN /mogę mylić się o 5 - 10PLN, ale rząd kwoty na pewno się zgadza ;)/, tydzień temu w Krakowie wypatrzyłam je już przecenione na 65PLN i szczerze mówiąc nie wiem dlaczego je sobie wtedy odpuściłam. Pojechałam więc po nie teraz i przy kasie spotkała mnie jeszcze większa niespodzianka - Flashy Liners kosztują w tej chwili 49PLN czyli 7PLN za kredkę, co już jest ceną naprawdę przyzwoitą. Swatche zrobię później - teraz na szybko wrzucam zdjęcia zewnętrzne ;)
Mowa o 7 wodoodpornych kredkach, które pojawiły się w ofercie Sephory na wiosnę i które od tej wiosny za mną chodziły. Uwielbiam kredki w makijażu - w zasadzie praktycznie nie robię makijażu bez kredki, podkreślam nią rzęsy przed użyciem cieni, robię kreski, jeśli potrzebuję, by były mnie oczywiste niż te robione eyelinerem - słowem zużywam tego tony. Zestaw Night Spirit to 7 świetnych kolorów, które w regularnej sprzedaży kosztowały 139PLN /mogę mylić się o 5 - 10PLN, ale rząd kwoty na pewno się zgadza ;)/, tydzień temu w Krakowie wypatrzyłam je już przecenione na 65PLN i szczerze mówiąc nie wiem dlaczego je sobie wtedy odpuściłam. Pojechałam więc po nie teraz i przy kasie spotkała mnie jeszcze większa niespodzianka - Flashy Liners kosztują w tej chwili 49PLN czyli 7PLN za kredkę, co już jest ceną naprawdę przyzwoitą. Swatche zrobię później - teraz na szybko wrzucam zdjęcia zewnętrzne ;)
wtorek, 7 czerwca 2011
Czyżby św. Graal objętości? - Faza testowa - got2b - POWDER'ful
Jedyne czego w zasadzie brakuje moim włosom - oprócz wymarzonych tycjanowych loków do pasa, ale to inna historia ;) - i czego nic nie było im w stanie do tej pory zapewnić, to objętość. Mam niestety włosy proste jak druty, gładkie i śliskie, a po tym jak jakiś czas temu zrezygnowałam/wyrosłam w wysuszania ich produktami i suszarką na siano, by przypominały lwią grzywę, również przyklepane do głowy.
Niestety ani lato, ani zima to nie są pory roku, które jakoś szalenie pozytywnie wpływają na wygląd i trwałość czegokolwiek na głowie. Nie trzymają się lakiery, ani inne preparaty, mechaniczne uniesienie włosów u nasady też na niewiele się zdaje, bo wszystko i tak klapie po 10 minutach. Przetestowałam już chyba ca. 99% produktów mających dodawać włosom objętości dostępnych na rynku. Na większość, jak nie na wszystkie mam ochotę spuścić zasłonę milczenia. Ale kilka dni temu wpadł w moje ręce produkt znacznie różniący się formułą od dotychczas stosowanych. W tej chwili baaardzo intensywnie testuję ten proszek i wstępnie muszę przyznać, że zarówno efekt, jak i jego trwałość jest bardzo pozytywnie zaskakujący. Mimo upału, mimo wiązania, rozpuszczania i całej reszty POWDER'ful trzyma objętość. Zobaczymy jak będzie z czasem, ale jak na razie to mój zdecydowany faworyt.
Opakowanie ma pojemność 10g i kosztuje ca. 20PLN
Dzisiaj trochę zdjęć, a wkrótce pełna recenzja ;)
Niestety ani lato, ani zima to nie są pory roku, które jakoś szalenie pozytywnie wpływają na wygląd i trwałość czegokolwiek na głowie. Nie trzymają się lakiery, ani inne preparaty, mechaniczne uniesienie włosów u nasady też na niewiele się zdaje, bo wszystko i tak klapie po 10 minutach. Przetestowałam już chyba ca. 99% produktów mających dodawać włosom objętości dostępnych na rynku. Na większość, jak nie na wszystkie mam ochotę spuścić zasłonę milczenia. Ale kilka dni temu wpadł w moje ręce produkt znacznie różniący się formułą od dotychczas stosowanych. W tej chwili baaardzo intensywnie testuję ten proszek i wstępnie muszę przyznać, że zarówno efekt, jak i jego trwałość jest bardzo pozytywnie zaskakujący. Mimo upału, mimo wiązania, rozpuszczania i całej reszty POWDER'ful trzyma objętość. Zobaczymy jak będzie z czasem, ale jak na razie to mój zdecydowany faworyt.
Opakowanie ma pojemność 10g i kosztuje ca. 20PLN
Dzisiaj trochę zdjęć, a wkrótce pełna recenzja ;)
poniedziałek, 16 maja 2011
Faza testowa - The Body Shop Vitamin E Face Mist
Od kilku dni intensywnie testuję ogólnie chwaloną mgiełkę do twarzy z The Body Shop. Produkt zawiera pantenol i wodę różaną, ma za zadanie błyskawicznie nawilżać skórę, odświeżać ją i pozostawiać przyjemnie miękką i gładką. To według producenta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















