piątek, 2 maja 2014

Próbki - pierwsze spostrzeżenia, zachwyty i porażki - PODKŁADY i BB Kremy - MAC, Estee Lauder, Guerlain i Chanel

Dzisiaj kilka luźnych spostrzeżeń na temat ostatnio przetestowanych przeze mnie podkładów i kremów BB. To oczywiście w żadnym wypadku NIE są recenzje, a jedynie pierwsze wrażenia, które najczęściej decydują o ewentualnym zakupie. Na tapecie MAC, Estee Lauder, Guerlain i Chanel. Zaczynamy.

Na początek krótka uwaga na temat aktualnego stanu mojej skóry - z mieszanej, z przetłuszczającą się strefą T, po bardzo suchym epizodzie zimowym, na ten moment zrobiła się normalna. Nie mam problemu z nadmiernym przesuszeniem, ani z błyszczeniem, z którym nie radziłby sobie przeciętny puder matujący. 


MAC Prep+Prime BB Cream odcień Extra Light - rewelacja. Ma szansę zdeklasować mojego do tej pory ulubionego Clinique'a. Jest lekki, ślicznie wyrównuje koloryt, jest niewidoczny i przede wszystkim nie podkreśla przesuszeń, których podczas testowania go kilka tygodni temu, było naprawdę bardzo dużo. Dodatkowo jego ogromnym atutem jest naprawdę ultra jasny odcień, a z tym mam z reguły największy problem. Jego zakup planuję sfinalizować już od mniej więcej miesiąca - w rezultacie kupiłam kompakt i chociaż wiem, że krem również nabędę, to z kompaktem zaczyna łączyć mnie ogromna miłość - oprócz wymienionych przeze mnie wcześniej zalet kremu, kompakt ma jeszcze ciut większe krycie - z powodzeniem mogę stosować go nawet w pracy.






Estee Lauder Double Wear Light odcień 0,5 - ten podkład prawie nie ma sobie równych. Nie wiem, czy nie lubię go nawet bardziej niż klasycznej wersji, bo mimo wszystko mniej obciąża skórę i absolutnie nie wysusza. Odcień 0,5, który pojawił się niedawno - to coś, czego zdecydowanie brakowało w gamie kolorystycznej dostępnej na PL. Ja niestety do tej pory nie byłam w stanie znaleźć wśród nich odcienia dla siebie - 1 była stanowczo za ciemna i zbyt chłodna. 0,5 jest jasny i ma piękne złote tony. Zdecydowanie pewny kandydat do kupienia pełnowymiarowego opakowania.

od lewej - BB, Joli Teint

Guerlain Terracotta Joli Teint Foundation- po moim zachwycie dostępnym na rynku od ubiegłego roku BB, postanowiłam przetestować Joli Teint. Ja generalnie bardzo lubię się z Guerlainowymi podkładami /problemem jest jedynie zbyt ciemna kolorystyka dostępna w Europie/, dlatego miałam dosyć wysokie oczekiwania względem tej nowości. Joli Teint wygląda na mojej skórze bardzo ładnie, ale w żadnym wypadku nie mam szans na noszenie go solo. Krycie tego podkładu jest absolutnie zerowe. Świetnie za to ujednolica cerę i rewelacyjnie sprawdza się u mnie jako baza pod podkład. Niestety nawet najjaśniejszy odcień muszę nałożyć aż po splot słoneczny, ponieważ nowy Guerlain jest przeraźliwie ciemny - czego nie mam mu za złe, bo w końcu jest podkładem letnim. Szczerze mówiąc - raczej mocno wątpię w to, bym zdecydowała się na jego zakup - jeśli już pójdę w Guerlain to na pewno w ich makijażowe BB, bo ten zachwyca mnie absolutnie- tylko ten odcień, tak bardzo ciemny, że miałabym szansę nosić go jedynie we wrześniu.

 
Chanel Perfection Lumière Velvet - jedna z największych porażek na mojej skórze. Zrobiłam do tego podkładu trzy podejścia, za żadnym z nich nie miałam odwagi wyjść w tym z domu. Gorzej wyglądała chyba jedynie Skinleya z Sisleya. Ja się generalnie bardzo nie lubię z podkładami tej marki, ale ta nowość zrobiła z mojej skóry coś, co aż trudno opisać. Zrobiłam nawet swatche 'twarzowe', ale nie wiem, czy mam odwagę je tu wkleić. 10 - pomimo, wydawałoby się, wyraźnie ciepłych tonów, podkreśliła wszystkie moje zaczerwienienia i przebarwienia, a sam podkład niemiłosiernie wyeksponował wszystko, co chciałabym ukryć - pory zrobiły się jak kratery, dodatkowo podkład wlazł w nie i we wszystkie zmarszczki, o których istnieniu nie miałam nawet pojęcia. O podkreślonych skórkach nie wspomnę. Lekka formuła podkładu objawiła się /mimo doklepywania/ w przezroczystych smugach i plackach, a wykończenie było zwyczajnie brzydkie i PLV wyglądał na mojej skórze - wybaczcie dosłowność - ohydnie. Na pewno znajdą się amatorki nowej propozycji Chanel i na pewno znajdą się skóry, na których ten podkład rozkwitnie - ja mówię mu zdecydowane NIE. Nawet żaden z fluidów nie do końca lubianego przeze mnie Lancome nie robi na mojej skórze takiego dramatu. Inne spojrzenie na ten podkład znajdziecie np. u Marti.




Swatche - od lewej - MAC BB, Estee Lauder DWL, Guerlain BB, Guerlain Joli Teint, Chanel PLV.
od góry - Chanel PLV, Guerlain JT, Guerlain BB, Estee Lauder DWL, MAC BB


Podsumowując - Powyższe przypadki doskonale pokazują złotą zasadę - każdy, nawet najlepszy i zbierający entuzjastyczne recenzje podkład, bezwzględnie trzeba przetestować przed zakupem na własnej skórze. Każda cera jest inna i chociaż faktycznie - bywają oczywiste buble i perełki, to opinię innych można jedynie wziąć pod uwagę. Z reguły już po pierwszej aplikacji widać gołym okiem, czy dany fluid zgra się ze skórą, czy należy jednak omijać go szerokim łukiem.

czwartek, 1 maja 2014

April Favourites

Posty z ulubieńcami pojawiają się na tym blogu niezmiernie rzadko. Przyczyna jest dosyć prozaiczna - z reguły latam po swoim kufrze i regale bez ładu i składu i trudno jest mi sprecyzować, po które produkty sięgałam najczęściej. Wyjątkiem od tej reguły są miesiące, w których albo mam mało wolnego czasu i jestem bardziej zabiegana niż zazwyczaj, albo powyższe + jestem chora, N. jest chora i ogólnie wszystko idzie nie tak jak powinno. Wtedy ulubieńcy krystalizują się sami, ponieważ na szybko sięgam po to, co najlepiej się u mnie sprawdza i jest błyskawiczne w użyciu. Tak było i tym razem - ulubieńców wystarczyło zebrać z parapetu /nie dorobiłam się jeszcze toaletki ;)/




  • Twarz

 

W tym temacie wariacji było chyba najwięcej. Sporo testowałam nowości podkładowych, BB kremów, ale niestety nic - prócz MACa, którego w rezultacie kupiłam, nie sprawdziło się na tyle, by zostać ze mną na dłużej. Największą porażką okazała się nowa propozycja od Chanel - zmywałam ten podkład z twarzy jeszcze szybciej, niż skończyłam jego aplikację.
W kwietniu najczęściej sięgałam po podkład z Rouge Bunny Rouge - to zdecydowanie jedna z najlepszych propozycji na rynku. Ten podkład naprawdę nigdy mnie nie zawiódł. Pod nim rozświetlająca baza z MACa - Fortified Skin Enhancer, którą pokochałam za świeżość, którą zapewnia mojej skórze i fenomenalne radzenie sobie z przebarwieniami, których ostatnio przybywa na mojej skórze w tempie ekspresowym. Ten produkt to istna gumka, która je wymazuje.
Pudry towarzyszyły mi aż trzy - sypanie - CC z MAC w odcieniu lawendowym - świetnie dodaje świeżości, rozświetla, likwiduje zmęczenie i niedospanie. Zmielony na puch. Poluję na inne odcienie, ale niestety Adjust we Wrocławiu jest permanentnie niedostępny.
Redness Solutions z Clinique na zaczerwienienia. Bardzo lubię ten puder. Ładnie zmielony, nie wysusza skóry i fajnie radzi sobie z zaczerwienieniami, z którymi walczę zawsze w trakcie choroby.
W roli pudru wykończeniowego Rouge Bunny Rouge - ten puder to praktycznie żelazko - tak jak on wygładza skórę, to niewiarygodne. Mógłby jeszcze ciut dłużej trzymać mat i byłby absolutnym ideałem.
W roli bronzera królował Harmony z MAC, w kwestii różu przeprosiłam się z cieniowanym Azalea Blossom z LE Daphne.


  • Oczy

 

Tu bezapelacyjnie prym wiodła paleta Full Exposure ze Smashboxa. Do neutralnego makijażu dodawałam jedynie kolorowe akcenty, sporadycznie jedynie sięgając po cokolwiek innego.
Bazami niezmiennie są Paint Poty z MAC i tak już zostanie na wieki wieków. Nie zawiodły mnie nigdy, ani podczas malowania siebie, ani podczas sesji, ani na pannach młodych. Trwają kilkadziesiąt godzin, a blenduje się na nich bajecznie - nie ma makijażu, których nie da się na nich zrobić.
Kredka to dobijający do dna MACowy Smolder, tusz ukochany In Extreme Dimension, który rownież dobił już tak naprawdę do dna. Korektory to MAC Prep+Prime, lub Rouge Bunny Rouge - w zależności od tego, co chwyciłam malując się.

  •   Usta




Tu nie wydarzyło się kompletnie nic - Jedyne, co towarzyszyło mi wiernie przez ostatni miesiąc to Lip Conditioner z MACa. Ta magiczna tubka ratowała mnie podczas choroby i przyznam szczerze, że traktowałam tym balsamem nawet zdarte do maksimum skrzydełka nosa, bo tylko on był w stanie złagodzić tak silne podrażnienie. Uwielbiam i nigdy nie zdradzę. Dobijam zresztą do dna nie wiem której już tubki i na pewno powtórzę, bo muszę mieć ten produkt zarówno w torbie, jak i w kufrze. Kiedy nie był dostępny ani stacjonarnie, ani online przetestowałam wszystkie balsamy do ust dostępne w perfumeriach - żaden nie zadziałał tak skutecznie i błyskawicznie jak właśnie Lip Conditioner. Dla mnie jedyny i najlepszy.




Podsumowując - jak widać nie było tego jakoś szczególnie dużo w tym miesiącu, ale to bardzo dobre i sprawdzone kosmetyki.  Recenzje większości produktów, które nie są u mnie nowościami znajdziecie na blogu.



poniedziałek, 28 kwietnia 2014

MACowa pocieszajka - Prep+Prime BB Compact w odcieniu Extra Light


Kremy BB i CC stanowią dla mnie już od dłuższego czasu wspaniałą alternatywę dla podkładów. Z moją niedoskonałą cerą na całkowitą rezygnację z makijażu nie mogę sobie pozwolić, ale w zasadzie w dni wolne od pracy nie stosuję już klasycznych fluidów z powodzeniem zastępując je właśnie wspomnianymi kremami. Moimi faworytami są Clinique, Guerlain /ten zeszłoroczny, makijażowy/ i Estee. Ostatnio dołączył do nich również MAC. Dzisiaj mój bardzo kiepski ostatnio nastrój zaprowadził mnie do salonu. W planach miałam kremową wersję, którą testowałam w próbce, ale niestety odcień Extra Light nie był aktualnie dostępny, a Light jest dla mnie za ciemny i niestety mocno się odcina. Ponieważ ja parcie na kupienie sobie czegoś miałam dzisiaj wyjątkowo duże, postanowiłyśmy z dziewczynami w salonie nałożyć na moją skórę kompakt. Wyglądał naprawdę dobrze, a dodatkowo przekonał mnie super jasnym odcieniem i zdecydowanie większym, w porównaniu do wersji kremowej, kryciem. Jak sprawdzi się na dłuższą metę - zobaczymy. Na pewno doczeka się pełnej recenzji. Tymczasem jedynie krótka prezentacja.
Kompakt jest kremowy, ma pojemność 8g i puderniczkę zaopatrzoną w gąbkę i lusterko. 



 







niedziela, 27 kwietnia 2014

Przychodzi Pani do perfumerii...

Dzisiaj nie będzie recenzji. Dzisiaj będzie trochę paplaniny. Gadania będącego wynikiem mojej półtorarocznej pracy w jednej z sieciowych perfumerii. Pracy, którą bardzo lubię i która sprawia mi radość, ale która równocześnie bywa - jedynie sporadycznie na szczęście - źródłem potężnej frustracji. Bo jak to jest, że dwie osoby, mówiące w tym samym języku nie są w stanie w żaden sposób znaleźć płaszczyzny porozumienia i zdają się być wyrwane z dwóch kompletnie różnych światów?
Chciałabym Wam dzisiaj przekazać kilka informacji, które pomogą Wam odnaleźć się w gąszczu produktów i konsultantek, ponieważ to ostatnie również bywa czasami problematyczne.

Po pierwsze - ja wiem, że niekompetencja i brak elementarnej wiedzy, ubarwione baśniami z mchu i paproci, to w perfumerii widok dość częsty. Sama przysłuchując się czasami opowieściom na temat magicznych wręcz właściwości niektórych produktów, łapię się za głowę i zastanawiam, kiedy dojdziemy do takiego poziomu absurdu, że krem zacznie prasować i odkurzać. Niestety wynika to nie tylko z faktu, że osoby pracujące tam nie mają ochoty pogłębiać swojej wiedzy, ale również z nierealnych oczekiwań klientek. Więc pierwsze i najważniejsze
 - realne oczekiwania. Cudów nie ma i wszystko wskazuje na to, że nie będzie. Jeżeli poszukujesz podkładu, który będzie miał pełne krycie, będzie niewidoczny, nie będzie robił maski, będzie lekki jak piórko, będzie matowił skórę, rozświetlał ją, nawilżał, napinał, wygładzał, będzie beztłuszczowy, ale będzie wspaniale odżywiał, nawilżał i trwał na twojej skórze 18h bez poprawek; jeżeli poszukujesz kremu, który nie obciąży skóry, będzie lekki, wręcz żelowy, nawilżający, odżywczy, przeciwstarzeniowy, z wysokim SPF, będzie likwidował przebarwienia, zapobiegał niespodziankom i sprawdzi się zarówno w nocy jak i pod makijażem - to ich nie znajdziesz. Coś trzeba wybrać. Nie ma produktów, które sprawdzą się zarówno na ekstremalnie przesuszonej skórze, wymagającej silnej regeneracji, jak i na skórze, która pracuje jak szalona. Chcesz pełnego krycia - zgoda, ale nie oczekuj, że ten podkład będzie zupełnie niewidoczny z odległości 3centymetrów. Chcesz pełnego matu - ok, ale nie oczekuj tym samym oceanu odżywienia, rozświetlenia i nawilżenia, bo to raczej nie idzie w parze.Nie istnieje złoty brokatowy liner, który nie będzie się błyszczał.

Druga sprawa - sprecyzuj oczekiwania. Wróżki są, ale w bajkach dla małych dziewczynek - w perfumeriach nie pracują. Opowiedz w miarę dokładnie jaki efekt chcesz uzyskać. Jeżeli szukasz pudru brązującego - powiedz mi, do czego ten puder ma Ci służyć - inny produkt polecę Ci do konturowania, inny jeżeli chcesz omieść nim całą twarz i uzyskać efekt zdrowej opalenizny. Nie irytuj się, jeżeli ktoś zadaje Ci pytania, bo to oznacza, że chce w jak największym stopniu spełnić Twoje oczekiwania i odpowiedzieć na Twoje potrzeby. Jeżeli pytam, jaki jest problem i co dany kosmetyk przede wszystkim ma robić, to właśnie i tylko i wyłącznie po to, bym mogła go dopasować do Twoich potrzeb. Postaraj się, udzielić osobie, która z Tobą rozmawia jak największej ilości informacji o swojej skórze, problemach z nią, konsystencji, którą preferujesz, marce, którą cenisz, trybie życia, efekcie, jaki chcesz uzyskać stosując dany produkt, cenie, jaką jesteś w stanie zapłacić - to wszystko pomaga zaproponować Ci konkretne rozwiązanie.

'Trzy - nie bądź roszczeniowa. Nic nikomu od progu się nie należy. Ani dyspozycyjna konsultantka na wejście, ani pierdyliard próbek. Uprzejmość nie boli, a wiele drzwi otwiera i nie ma tu znaczenia, czy wydajesz 23pln, czy 2 tysiące. Jeżeli na wejście wysuwasz żądania, domagasz się wszystkiego natychmiast, jedyne co jesteś w stanie uzyskać to irytacja osoby, z którą rozmawiasz. Każdemu należy się szacunek. Jeśli masz gorszy dzień, idź na spacer do parku - nie wyładowuj swojej frustracji na innych. Jeżeli widzisz, że wszyscy są zajęci, nie strzelaj fochów, tylko poczekaj, lub przyjdź w poniedziałek przed południem - cała uwaga skupi się wtedy na Tobie. Nie każda osoba w perfumerii może Cię skasować, nawet jeśli jest kolejka do kasy, a obok stoi ktoś, kto pozornie jest wolny.  Jeżeli ktoś nie chce dać Ci 15 próbek podkładów, to nie wynika z jego złej woli, tylko z pewnych obowiązujących go procedur, które Ty w swojej pracy również zapewne posiadasz i do których musisz się stosować. I na miłość boską nie mów, że wszystko Cię uczula, albo,że na półce masz już 10 otwartych podkładów, które się nie sprawdziły - my naprawdę słyszymy to kilkanaście razy dziennie i wygląda na to, że 9 na 10 osób, nie powinno nawet wychodzić z domu, bo mają alergię na powietrze za oknem.I nie wściekaj się, że czasami nie ma testerów - to nie wina konsultantek, czy makijażystek, tylko dystrybutorów, to oni zaopatrują perfumerie w testery i próbki.

Cztery - słuchaj. Chcesz uzyskać informację na temat produktu, chcesz stosować go tak, by uzyskać najlepszy efekt, posłuchaj co chcę Ci przekazać. Większość problemów z kosmetykami nie wynika z ich złej jakości, ale właśnie z niedopasowania do potrzeb skóry, bądź niewłaściwego stosowania. Jeżeli posłuchasz co mam Ci do powiedzenia, możesz wiele zyskać. Poznać najwłaściwszy sposób aplikacji, triki, sposoby, uniknąć niespodzianek. Większość makijażystek i konsultantek, głównie tych, dla których to, co robią jest pasją sporo testuje i sprawdza. Różne rozwiązania, miksy, itepe, itede. I chętnie dzielą się swoją wiedzą. Jeżeli szukasz szpachli, która ma pełne krycie, a po demakijażu mówię Ci, że powinnaś jeszcze dzisiaj wieczorem odwiedzić dermatologa, to weź sobie to do serca i zainwestuj najpierw w dobrą pielęgnację, bo kryjącym podkładem często jedynie pogarszasz sprawę.
'
Pięć - nie bądź uparta. To, że u Twojej przyjaciółki sprawdził się odżywczy podkład w odcieniu NW30, nie oznacza, że sprawdzi się równie dobrze na Twojej mocno przetłuszczającej się, alabastrowej cerze. Oczywiście, są osoby, które machną ręką i zaprowadzą Cię do kasy, ale kompetentna makijażystka, jeżeli nie będziesz chciała słuchać i będziesz się nadal upierać, po dwudziestej próbie wyperswadowania Ci tego pomysłu, powie Ci po prostu, że nie bierze za to odpowiedzialności, bo chłodny różowawy podkład na płytko unaczynionej skórze zrobi z Ciebie w najlepszym wypadku uroczego prosiaczka. Nie powtarzaj bajek o szkodliwym wpływie wody na skórę, bądź innych bzdur podobnego kalibru, jeżeli po raz setny ktoś mówi Ci, że to po prostu nieprawda.

Sześć - zastanów się, czego tak naprawdę potrzebujesz i czy w ogóle czegokolwiek. My naprawdę mamy co robić. Oprócz tego, że jesteśmy dla Was, mamy jeszcze szereg innych obowiązków. Jeżeli masz ochotę na koralową pomadkę i naprawdę chcesz ją kupić, to nie ma takiej możliwości, byś nie znalazła dla siebie odcienia spośród 30, które Ci pokazałam. Jeżeli przy 29 powiesz mi, że ten z kolei jest zbyt nasycony, a trzydziesty zbyt koralowy, a tak w sumie to sama nie wiesz, czy tego potrzebujesz i czy chcesz, a może wolisz różową i masz gorszy dzień i może przyjdziesz jednak jutro - to bądź pewna, że stracę cierpliwość. Jeżeli masz gorszy dzień i nic Ci nie odpowiada, patrz pkt 3 - idź do parku, albo na wejściu powiedz mi, że rozejrzysz się sama. Nie zajmuj mi 2 godzin, które mogę poświęcić komuś, kto naprawdę potrzebuje pomocy, żeby sobie pomarudzić.

Na dzisiaj to byłoby na tyle, ponieważ i tak wyszedł tasiemiec. To takie podstawowe sposoby - zdawałoby się, że dla większości oczywiste - na udane zakupy w perfumerii. Zdarza się jednak niestety, że nie dla wszystkich. Większość osób, z którymi pracuję, to fantastyczni, kompetentni ludzie, którzy naprawdę chcą pomóc. Trzeba im tylko to umożliwić. A od tych niekompetentnych wiejcie czym prędzej, to czuje się i widzi od samego początku - a o ich grzechach - niebawem ;)

środa, 9 kwietnia 2014

Zakupy - sklep internetowy Clinique

Witajcie po bardzo długiej przerwie spowodowanej zawirowaniami związanymi ze zmianą pracy, kilkoma dość ciekawymi projektami, w których miałam przyjemność uczestniczyć, zapaleniem spojówek i jakimś trudnym do zwalczenia dołkiem psychicznym. Mam takie poczucie, że to wszystko teraz, to jeszcze nie to, że jeszcze nie koniec szukania, jeszcze nie ten tor, jeszcze gdzieś mnie pcha i jeszcze w jakąś - nie do końca na razie sprecyzowaną - stronę, niesie. Czas pokaże. Na ten moment wracam na SEE - mam nadzieję, że na trochę dłużej i że kolejnej dłuższej  przerwy na razie nie będzie.


Zaczynamy od zakupów. Ponieważ do dna dobiły właśnie moje Clinique'owe muszmiecie, postanowiłam wykorzystać okazję i wypróbować powstały niedawno sklep internetowy tej marki. Z okazji otwarcia, wszystkie zamówienia dostarczane są bezpłatnie, a wybór próbek dołączanych do zakupów jest - przynajmniej na ten moment - znacznie atrakcyjniejszy niż kosmetyczka dodawana do paragonu powyżej 250pln w Sephorze.


Zamówienie na http://www.clinique.com.pl/ składałam pod koniec ubiegłego tygodnia. Dzisiaj kurier dostarczył przesyłkę. Jedyny zarzut, jaki mam do samej już oferty sklepu Clinique, to brak dużej pojemności mojego lotionu złuszczającego - nie wiem, czy wynika to ze słabego zapotrzebowania na 4 stopień, czy wręcz przeciwnie, ale to jedyne, do czego mogłabym się przyczepić. Zużywam tego takie tony, że po prostu wygodniej jest mi kupować 400ml, zamiast 200. Oprócz lotionu w koszyku znalazł się jeszcze mój codzienny budzik - All About Eyes serum - produkt, który ratuje mnie każdego ranka, a którego szerszą recenzję znajdziecie tu - KLIK!, jak widać stosuję go nieprzerwanie już od wielu lat. Do zakupów dołączona była z automatu miniatura Moisture Surge, dodatkowo do wyboru były jeszcze dowolne dwie spośród ośmiu. Bardzo podoba mi się Clinique'owa idea dołączania składów i opisów do miniatur - często jest to zupełnie pomijane i składów i właściwości szukać trzeba na pełnowymiarowych opakowaniach.



Podsumowując - przy całej mojej niewytłumaczalnej niechęci do zakupów w sieci, muszę przyznać, że nie mam do czego się przyczepić. W metodach płatności dostępna jest opcja 'za pobraniem', nie ma więc konieczności posiadania karty kredytowej. Chyba jednak przyjdzie mi przekonać się do takiej formy uzupełniania zapasów kosmetycznych - w sieci mam pewność, że w produktach nikt nie grzebał, nikt ich nie otwierał, że są absolutnie świeże i nietknięte - przynajmniej w renomowanych sklepach i perfumeriach. Prócz dużej pojemności Lotionu 4 bardzo dobrze jest również z dostępnością produktów. Mamy więc już w koncernie EL MACa i Clinique - teraz czekam niecierpliwie  na Bobbi Brown. ;)


środa, 5 marca 2014

Niebawem...






Dumałam, oglądałam, próbowałam... Jest  świetnie zmielony i zapewnia idealny efekt odbicia światła. Szczegóły na dniach.

Smashbox Full Exposure - swatche i recenzja

Z małym opóźnieniem - bo przecież obiecywałam poniedziałek, ale nagle dziwnym zbiegiem okoliczności nad Wrocławiem przestało świecić słońce - wracam do was z wiosenną nowością od Smashboxa - paletą Full Exposure.


Na początek kilka słów od producenta - 
WHAT IT IS
Shape matters! A set of universally awesome neutrals, including how-to's for 6 eye shapes. It's essential, effortless and enhanced for your shape!
·    Essential: 14 must-have neutral shades-from nudes to blacks, long-wearing shimmers to velvety-smooth mattes.
·    Effortless: With shimmers in the top row and mattes along the bottom, it's easy to turn up or tone down the luster. Remember, when using the shimmer shades, be sure to apply by pressing down, rather than sweeping across lids.
·    Enhanced for your eye shape: Breakthrough eye shape chart to get your most gorgeous look.



Paleta zamknięta jest w dominującą u Smashboxa od kilku sezonów, kartonową obudowę. Plus za estetykę - czarna i minimalistyczna, mały minus zaś za niepraktyczność - paleta jest owszem lekka i bardzo porządnie wykonana, ale w kufrze doznaje poważnych obrażeń. Bardzo szybko jest poobcierana, potargana, w poprzedniej pękło mi lusterko. Oczywiście, jeśli nie narażacie swoich cieni na bezustanny transport, niewiele jej grozi.



Wewnątrz sporej wielkości lusterko i pędzelek - kto zna markę, wie, że załączane do palet pędzle są naprawdę wysokiej jakości. Nie inaczej jest tym razem - to narzędzie, które z powodzeniem służyć może nie tylko do aplikacji cieni z tej danej edycji. Z jednej strony włosie jest ewidentnie syntetyczne, lekko spłaszczone, krótsze, z drugiej - to praktycznie dupe  MACowej 217 - nie znalazłam specyfikacji odnośnie rodzaju włosia, ale przypuszczam, że jest naturalne. Idealnie zbite, elastyczne, sprężyste, odporne na czyszczenie. Świetnie rozciera cienie.
Pojemność imponuje - cieni w palecie jest aż 14g - każdy z nich to 1g. Spore, jak na paletę. Tym samym koszt, który na pierwszy rzut oka wydaje się duży - na dobrą sprawę jest niewielki - 215pln za 14 sporych cieni i wysokiej jakości pędzelek.  Koszt jednego cienia to ca. 15pln.
Paleta podzielona jest w dwójnasób - górny rząd to cienie z drobinami /nie perły/, dolny - maty. Z lewej strony znajdziemy odcienie cieplejsze, z prawej chłodne. Czyni to paletę maksymalnie uniwersalną i przyjazną użytkownikowi.



Eksploatowałam Full Exposure intensywnie przez ostatnie dni. Ilość neutralnych makijaży, które pozwala wykonać jest naprawdę nieograniczona. Początkowo wydawało się, że górny rząd to cienie typowo nawierzchniowe - dodadzą blasku, złapią światło, rozświetlą oko. Nic bardziej mylnego - te cienie również dobrze sprawdzają się solo.



Cienie są równej jakości, znakomicie się blendują, łączą ze sobą nawzajem i z innymi cieniami. Na bazie /w moim przypadku standardowo Paint Pot MAC/ trwają bez zarzutu do późnych godzin wieczornych.





Podsumowując- mimo, iż miałam sporo wątpliwości, odnośnie tego, na co powinnam była się zdecydować i nawet gdy już miałam Full Exposure w domu, zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam wybierając ją zamiast Tan de Soleil od Chanel - nie żałuję. Paleta jest idealnie skomponowana, cienie są świetnej jakości. Unikałam neutralnych palet, przekonana, że takich cieni mam setki, ale po zrobieniu małego remanentu w kosmetykach wiem, że takiego właśnie neutralnego zestawienia w moim dobytku brakowało. Miałam co prawda pojedyncze w różnych zestawieniach, ale wiązało się to najczęściej z lataniem między kilkoma paletami - teraz wszystko mam w jednym miejscu. Full Exposure świetnie nadaje się zarówno do wykonywania makijaży dziennych, jak i wieczorowych i okolicznościowych na niemalże wszystkich typach urody. Ogromny plus dla marki za tą LE.

niedziela, 2 marca 2014

Już jutro...



Spory dylemat, kilka możliwości i w rezultacie decyzja - Smashboxa szczerze uwielbiam - był jedną z pierwszych marek pro, które poznałam i zaczęłam zgłębiać. Doszłam do wniosku, że w moim kufrze brakuje palety, która zaspokajałaby w 100% moje neutralne potrzeby. Dzisiaj mała zajawka, a jutro swatche i pierwsze spostrzeżenia - ale jeśli tylko marka nie zmieniła się pod władzą Estee - jestem prawie pewna, że recenzja będzie entuzjastyczna ;)







m.m.

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...