Od niedawna można już w Polsce kupić kosmetyki amerykańskiej marki The Balm - wyłączność na te produkty ma perfumeria Marionnaud. The Balm jakoś bardzo kojarzy mi się z Benefitem - podobny stylko opakowań, podobny styl nazywania produktów - z ciekawości aż sprawdziłam adresy - okazało się, że obydwie pochodzą z San Fancisco, czy mają ze sobą cokolwiek wspólnego - nie wiem.
Oczywiście korzystając z okazji poszłam obejrzeć stand i powiem szczerze, że jestem bardzo zaintrygowana tą marką. Nie byłam w stanie powstrzymać się przed zakupem palety 9 cieni, zwłaszcza, że kilku z nich nie posiadam, a przy okazji jest to świetna okazja, by zapoznać się z tą marką i sprawdzić jakoś tych cieni. I co chyba jednak równie ważne - perfumeria postawiła na zdrowy rozsądek i ceny produktów są naprawdę w miarę znośne.
Za paletę Shady Lady zapłaciłam 107pln. Paleta ma 17g i składa się z 9 cieni, czyli każdy cień to 1,8g za niecałe 12pln.
Wstępnie mogę powiedzieć, że cienie są bardzo dobrze napigmentowane, bardzo ładnie i łatwo robi się nimi swatche, nie pracowałam z nimi jeszcze na oku, ani pędzelkiem, ale wydaje mi się, że będzie dobrze ;)
Jutro podmienię zdjęcia na takie lepszej jakości - jak pisałam w poprzednim poście, ze światłem było już źle, gdy wróciłam do domu - stąd również brak swatchy, ponieważ wszystkie zdjęcia były kompletnie rozmazane. Oprócz lepszych zdjęć, wrzucę pierwsze wrażenia, bo oczywiście makijaż jutro zrobię tą paletą :)
czwartek, 29 września 2011
Kameleon od Catrice
Będąc dzisiaj na zakupach wstąpiłam do Natury sprawdzić, czy pojawiło się cokolwiek nowego w szafach Catrice i Essensce. Oczywiście niczego nowego nie znalazłam, a pani nie była w żaden sposób w stanie udzielić mi informacji kiedy cokolwiek nowego się pojawi. Udało mi się natomiast w końcu, po którymś już z rzędu podejściu wypatrzyć cień Catrice 410 C'mon Chameleon', na który nabrałam ochoty po poście Krzykli.
Na wstępie zaznaczam, że jakość zdjęć jest bardzo robocza, ponieważ gdy wróciłam dzisiaj do domu słońce już zachodziło i niestety światła było jak na lekarstwo - jutro zrobię lepsze zdjęcia i podmienię te dzisiejsze. Mimo wszystko i tak widać jak pięknie ten cień opalizuje. Wrzucę jutro również zestawienie swatcha tego cienia ze swatchem pigmentu Inglota 85, o którym wspominałam Wam w tym poście - KLIK!
Na wstępie zaznaczam, że jakość zdjęć jest bardzo robocza, ponieważ gdy wróciłam dzisiaj do domu słońce już zachodziło i niestety światła było jak na lekarstwo - jutro zrobię lepsze zdjęcia i podmienię te dzisiejsze. Mimo wszystko i tak widać jak pięknie ten cień opalizuje. Wrzucę jutro również zestawienie swatcha tego cienia ze swatchem pigmentu Inglota 85, o którym wspominałam Wam w tym poście - KLIK!
wtorek, 27 września 2011
Świątecznie - shu uemura i Wong Kar Wai
Z braku czasu zaniedbałam ostatnio przedstawianie Wam kolekcji, ponieważ mając moment wolę dodać recenzję, niż zdjęcia kolekcji, które i tak pojawią się z czasem niemalże wszędzie.
Natomiast kolekcji marki shu uemura nie zamieszcza raczej nikt, ponieważ nie jest ona w Polsce zupełnie dostępna, a i generalnie marka nie należy do najtańszych więc sprowadzanie jej produktów też raczej nie jest jakoś nagminnie praktykowane. Niemniej jednak jest to jedna z marek, które darzę największym sentymentem i producent chyba najpiękniejszych i z tego, co wiem najlepszych na rynku sztucznych rzęs - w wolnej chwili polecam wygooglać sobie Tokyo Lash Bar, ja niezmiennie jestem zachwycona, zwłaszcza starymi kolekcjami :)
Natomiast ta świąteczna LE przykuła moją uwagę i ma w sobie coś, co ciężko mi sprecyzować - niby znowu granat i złoto, czyli temat wydawałoby się w kolekcjach świątecznych ograny do znudzenia, a jednak... albo to element egzotyki, albo magia niedostępności... no i jeszcze to 'making of' - KLIK! jest to dla mnie o tyle zaskakujące, że kolekcja na pierwszy rzut oka wydawałaby się zupełnie nie z mojej bajki, a zresztą, oceńcie same :)
m.m.
Natomiast kolekcji marki shu uemura nie zamieszcza raczej nikt, ponieważ nie jest ona w Polsce zupełnie dostępna, a i generalnie marka nie należy do najtańszych więc sprowadzanie jej produktów też raczej nie jest jakoś nagminnie praktykowane. Niemniej jednak jest to jedna z marek, które darzę największym sentymentem i producent chyba najpiękniejszych i z tego, co wiem najlepszych na rynku sztucznych rzęs - w wolnej chwili polecam wygooglać sobie Tokyo Lash Bar, ja niezmiennie jestem zachwycona, zwłaszcza starymi kolekcjami :)
Natomiast ta świąteczna LE przykuła moją uwagę i ma w sobie coś, co ciężko mi sprecyzować - niby znowu granat i złoto, czyli temat wydawałoby się w kolekcjach świątecznych ograny do znudzenia, a jednak... albo to element egzotyki, albo magia niedostępności... no i jeszcze to 'making of' - KLIK! jest to dla mnie o tyle zaskakujące, że kolekcja na pierwszy rzut oka wydawałaby się zupełnie nie z mojej bajki, a zresztą, oceńcie same :)
m.m.
źródło zdjęć - KLIK!
Recenzja - olej Sesa
Dzisiaj pora na zapowiadaną już jakiś czas temu recenzję oleju Sesa. Sesa to pierwszy olej, który stosowałam. Swoje pierwsze wrażenia opisałam w tym poście - KLIK!.
Generalnie 180ml butelka wystarczyła mi na trochę więcej niż miesiąc regularnego stosowania dwa razy w tygodniu, jako, że właśnie kilka dni temu się skończyła chciałabym mniej więcej podsumować ten olej i przedstawić Wam moje wrażenia.
Generalnie 180ml butelka wystarczyła mi na trochę więcej niż miesiąc regularnego stosowania dwa razy w tygodniu, jako, że właśnie kilka dni temu się skończyła chciałabym mniej więcej podsumować ten olej i przedstawić Wam moje wrażenia.
poniedziałek, 26 września 2011
Recenzja - Sleek Au Naturel
Z małym opóźnieniem wrzucam zapowiadane zdjęcia i swatche Au Naturel - na temat samej paletki rozpisywać się nie będę, ponieważ nie różni się niczym od Oh So Special, a o niej pisałam już tu - KLIK!
sobota, 24 września 2011
Recenzja - Sleek Oh So Special
Jestem moje Drogie po chwilowej przerwie spowodowanej strasznym młynem - dużo zajęć, dużo obowiązków, kilka wyjazdów - na szczęście - mimo, że nie lubię bezruchu - w najbliższym czasie powinno być spokojniej, więc nadrobię blogowe zaległości :)
Na pierwszy ogień idzie dzisiaj paletka Sleek Oh So Special, ponieważ miałam kilka pytań jej dotyczących. Zapraszam zatem na zdjęcia, swatche i moją opinię na temat tego zestawu - blogerki widziały go pewnie już milion razy, więc znowu proponuję zamknąć oczy ;)
wtorek, 20 września 2011
Jesień 2011 - MAC Posh Paradise
Hipnotyzujące kolory, fascynujące faktury... Tak marka opisuje jedną z nadchodzących kolekcji. Wspaniałe kolory półmatowych pomadek i cały szereg PaintPotów, plus dwa lakiery do paznokci. Szczerze przyznam, że te dwa PaintPot'y - Half-Wild i HyperViolet oraz pomadka FreshAmour w podobnym klimacie kuszą najbardziej ;)
niedziela, 18 września 2011
Recenzja - Anti - Blemish Solutions od Clinique
Wstępnie kosmetyczkę zawierającą mini produkty z te serii przedstawiałam Wam tu - KLIK!
Generalnie od wielu lat stosowałam dwa pierwsze kroki z serii 3 Kroki i była to jak do tej pory najlepsza pielęgnacja, z jaką miałam do czynienia. Skóra była oczyszczona, nie pojawiały się na niej żadne niespodzianki, w zasadzie problem niedoskonałości, na mojej arcyniedoskonałej twarzy zupełnie przez te kilka lat nie istniał. Serię uzupełniałam lekkim kremem nawilżającym marki i było idealnie. Później w ramach eksperymentów postanowiłam sięgnąć po inne marki i inne serie, no bo przecież nie może być tak, że tylko jedna marka jest w stanie wypuścić produkt idealny - no niestety, a może na szczęście, okazało się że tak być może. Po latach używania 3 Kroków i teraz po przetestowaniu Anti-Blemish Solutions stwierdzam z pełną odpowiedzialnością - nie ma na rynku w tej chwili i wysuwam podejrzenie, że pewnie jeszcze długo nie będzie tak skutecznej pielęgnacji cery problemowej jak ta od Clinique. Ale do rzeczy ;)
Jesiennie - Catrice Dirty Berry :)
Wrzucam dzisiejsze pazurki. Bądźcie proszę wyrozumiałe, bo to chyba może trzeci, bądź czwarty raz, kiedy sama sobie pomalowałam paznokcie ;/ Dodatkowo jeszcze nie miałam niestety u rodziców, gdzie spędzałam weekend z córą, ani oliwki do skórek, ani tym bardziej korektora do lakieru, więc zupełnie nie miałam w jaki sposób nanieść poprawek. Ale kolor lakieru widać ;) Na paznokciach mam dwie warstwy Catrice 420 Dirty Berry. Bardzo przyjemna mleczna jagoda z całym mnóstwem opalizujących drobinek. Lakier maluje się bez większych problemów, jest gęsty i treściwy, nie smuży i nawet taka łamaga w tym temacie, jak ja, jest sobie w stanie z nim poradzić. Schnie dość przyzwoicie. Gorzej jest trochę z trwałością, ponieważ już w tej chwili, a malowałam paznokcie rano, mam otarte końcówki u prawej ręki.
m.m.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















