sobota, 14 stycznia 2012

Recenzja - Daphne Guinness for MAC - Blush Ombre Azalea Blossom

Azalea'i używam od dwóch tygodni bez przerwy. W zasadzie od momentu kiedy dostałam ją w swoje ręce /D. jeszcze raz bardzo dziękuję ;*/ przestały istnieć dla mnie inne róże, dlatego mimo, że minęły w sumie dopiero dwa tygodnie pozwalam sobie już na pełną recenzję tego produktu.


Azalea Blossom jest teoretycznie różem, natomiast jej pojemność jest jak na róż bardzo pokaźna, ponieważ w opakowaniu znajduje się 9g, czyli prawie tyle, ile mają beauty powders. Producent określa kolor różu jako 'light - cool pink'. Róż jest cieniowany, co pozwala na bardzo swobodne mieszanie kolorów w zależności od dnia, czy makijażu.


Opakowanie - standardowe MAC'owe, proste i czarne. W żaden sposób nie limitowane.
Rzadko co irytuje mnie tak we wszelakich pudrach, różach, czy bronzerach jak fakt, że 15 minut zajmuje mi użeranie się z ich otwarciem, dlatego osobiście bardzo lubię zamknięcia w puderniczkach MACa, ponieważ nigdy nie otwierają się samoistnie, a otwarcie ich podczas robienia makijażu jest banalnie proste.
Jak już wspomniałam waga produktu to 9g.


Produkt/Efekt/Działanie - Azalea to połączenie dwóch kolorów - ewidentnie ciepłego różu i chłodnego fioletu. Nie ukrywam, że to właśnie ta druga część sprawia, że do Azalea'i pałam taką miłością :), ponieważ to właśnie ta druga część czyni ten róż tak idealnie chłodnym i dokładnie takim, jakiego potrzebowałam. I to jest właśnie dokładnie to pół tonu fioletu więcej, którego zabrakło mi w mojej nadal bardzo lubianej Sakurze ;)
Róż ma lekko perłowy połysk, widoczny tak na dobrą sprawę jedynie w opakowaniu. Na twarzy jest w zasadzie matowy.

 
Azalea pyli się naprawdę szczątkowo, co wg. mnie jest sporą zaletą, ponieważ bardzo nie lubię, kiedy po jednym omieceniu pędzlem wszędzie fruwa kolorowy kurz, a ponadto ma to również duży wpływ na wydajność kosmetyku. 


 Efekt można budować i stopniować od bardzo subtelnego, do naprawdę ostrego i mocnego. Z tym, że raczej trzeba z nim uważać, bo mimo, iż w opakowaniu i na swatchach palcami wydaje się niepozorny, to jest naprawdę dobrze i porządnie napigmentowany.
To czym również można dowolnie manewrować to kolor. Ja najczęściej omiatam pędzlem całość, ale mając więcej czasu trochę też konturuję nim twarz.

Tak jak wspomniałam - różowa część jest ciepła, fioletowa chłodna, co sprawia, że raczej powinien on pasować obydwu tonacjom. Niemniej jednak całość po zmieszaniu jest raczej chłodnawa.
Azalea Blossom na podkładzie i pudrze utrzymuje się prawie cały dzień, lekko blednie, ale z pewnością nie znika całkowicie.


 Podsumowując - Daphne for MAC to z całą pewnością jedna z moich ulubionych kolekcji marki i też trochę takie moje ostatnie tchnienie przed zalewem wiosennych LE /za którymi jak już kiedyś pisałam, przepadam raczej średnio, ponieważ najczęściej nie trafiają w moją kolorystykę/. Wizja i kolorystyka są spójne, a poszczególne elementy świetnie ze sobą współgrają i bardzo łatwo pozwalają na stworzenie świetnego makijażu.
Uważam Azalea Blossom za jeden z bardziej udanych zakupów ostatnich miesięcy. Uwielbiam ten róż, świetnie się w nim czuję, lubię z nim pracować i na pewno pozostanę mu wierna jeszcze baaaardzo długo :)

m.m.

13 komentarzy:

  1. Ja na poczatku czailam sie na ten kolor ale w koncu zdecydowalam sie na ten ciemniejszy kolor, bo takich jasnych to juz troche mam :)

    Jakby nie bylo oba sa cudne i gdyby nie to, ze mam ich ogolnie sporo, to najchetniej wzielabym oba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to ja miałam odwrotnie :) początkowo wybrałam Vintage Grape, ale ze względu na mój odcień skóry zdecydowanie lepszą opcją była Azalea :)

      Usuń
  2. Zgadzam się, że Daphne to jedna z bardziej udanych kolekcji Mac. Natomiast mnie ten róż nie podszedł zupełnie - jednak zbyt dużo fioletu :( Wyglądałabym nieco trupio ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ona ma faktycznie dosyć specyficzny kolor :) btw muszę Ci powiedzieć, że zaraz po Twoich swatcha popędziłam po Red Dwarf i nie rozstaję się z nią teraz - genialna pomadka :)

      Usuń
    2. Cieszę się, że ja również mogłam Ci coś polecic :)
      Dobrze, że kupiłaś, bo już po 4 dniach w W-wie jej nie było ;)

      Usuń
  3. ha, ciekawe jak oni uzyskali takie przejście z różu do fioletu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam pojęcia ;) ale poskrobałam go troszkę, żeby sprawdzić czy nie jest to tylko wierzchnia warstwa i okazało się, że nie, więc mam nadzieję, że on cały jest taki cieniowany :)

      Usuń
    2. po tej marce bym się tego spodziewała :)

      Usuń
  4. No i po co ja tu weszłam? Mam ochotę biec jutro do MAC'a po Azalea Blossom :/ Kupić, nie kupić, kupić, nie kupić...? Zwariuję :)
    A tak na poważnie to ciągle o nim myślę, pewnie okaże się, że jak w końcu zdecyduję się to go nie będzie ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie chcę Cię martwić, ale jak byłam w zeszłą sobotę wieczorem w Krakowskiej to na nim już była naklejka Sold Out... ;/

      Usuń
    2. Aaaaaa :/ wiedziałam, że tak będzie :(

      Usuń

Bardzo serdecznie dziękuję za każdy komentarz :)

/Jednocześnie zmuszona jestem niestety zastrzec sobie prawo do usuwania komentarzy zawierających wulgaryzmy, SPAM, czy pisanych jedynie po to, by umieścić w nich link, czy odnośnik niezwiązany z tematem postu/

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...