poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Krótko i na temat - moja opinia na temat Urban Decay Naked 3

Generalnie, jak już zapewne większość z Was, które zaglądają tu w miarę regularnie, wie - jestem cieniowym świrem. Niewiele jest rzeczy w makijażu, które kręcą mnie bardziej i niewiele jest takich, za które jestem w stanie zapłacić większe pieniądze, niż za genialne cienie. Mnogość faktur, wykończeń, konsystencji, odcieni - nie sądzę, by kiedykolwiek mi przeszło i by coś nowego w tym temacie nie przyspieszyło bicia mojego serca. W podobnym momencie ubiegłego roku ilość moich skarbów była bliska 500, jak jest teraz - nie wiem. I nie wiem, czy naprawdę chcę to wiedzieć ;) Ale do meritum.


Sephora podejść do wprowadzenia na polski rynek marki Urban Decay miała kilka. Pierwsze pamiętam jeszcze z czasów, kiedy mieszkałam w Krakowie i do tej pory nie mogę darować sobie odpuszczenia zakupu gigantycznie przecenionej, limitowanej palety różnych rodzajów czerni, która wtedy po prostu zalegała na półkach i mało kto się nią w ogóle interesował. Później pod koniec 2013 roku w niektórych filiach nagle pojawiła się Naked2 i równie szybko z nich zniknęła. Końcówka ubiegłego roku to już wprowadzenie marki do stałej oferty perfumerii. Oczywiście prawie wszędzie, tylko nie we Wrocławiu. U nas dostępna była jedynie Naked3. Z cieniami UD od kilku lat łączy mnie dosyć pozytywna relacja - mam sprowadzoną ze Stanów Mariposę i uwielbiam tę paletę. Dlatego nad Naked 3 nie zastanawiałam się zbyt długo, obawiając się, że podzieli los poprzedniej.



Paleta to bardzo solidne, metalowe etui zawierające 12 dosyć sporych objętościowo /1,3g/ odcieni różu i pochodnych. Cienie mają różne wykończenia i różną temperaturę, ale łączy je zawartość pigmentu oscylującego w każdym przypadku w okolicach wspomnianego różu. Do palety dołączony jest dwustronny, syntetyczny pędzelek i 4 pokaźnych rozmiarów próbki baz UD.




Praktycznie wszystkie odcienie wyróżnia rewelacyjna pigmentacja, której nie gubią podczas rozcierania. Konsystencja cieni jest w zasadzie bez wyjątku bajeczna i bardzo przyjazna. Nie ma problemu z przeniesieniem koloru na powiekę. Cienie rozcierają się świetnie - nie robią plam, prześwitów, ładnie łączą się ze sobą. Pojawiają się zarzuty, jakoby wszystkie odcienie na powiece były do siebie zbyt mocno zbliżone - szczerze powiedziawszy nie zauważyłam niczego takiego - tą paletą można naprawdę wykonać piękny makijaż, uzyskać idealne przejścia między odcieniami, a w razie potrzeby również kontrast pomiędzy nimi. Nadmienię jeszcze, że baz na razie nie ruszałam, a wszystkie makijaże jakie nią wykonałam były robione na MACowych Paint Potach.



Paleta daje w zasadzie nieograniczone możliwości - ze względu na duży kontrast między najciemniejszymi, a najjaśniejszymi odcieniami nie ma problemu ze stworzeniem za pomocą Naked 3 zarówno delikatnego makijażu dziennego, jak i nasyconego, mrocznego smoky. Kompozycja różowych odcieni świetnie podkreśla każdą tęczówkę, ale przy zielonej i niebieskiej dzieje się już prawdziwa magia.



Gdzie więc haczyk? Otóż w całej swojej wspaniałości trzecia edycja Naked ma jedną poważną wadę. Z racji obecności różu w każdym z odcieni, z których jest zbudowana nie jest to paleta samowystarczalna. No chyba, że ktoś dysponuje oczami z białkiem białym jak śnieg i nie wie co to zmęczenie, przekrwienie, alergia, łzawienie, sińce pod oczami i wszystkie inne ślady normalnego życia. W każdym innym przypadku ta paleta bezwzględnie wymaga wspomagania w postaci odcieni, które ją zrównoważą. Brązów, granatów, czerni, wanilii, czystego złota - czegokolwiek, co będzie z nią idealnie harmonizowało, a co pozwoli zniwelować efekt zmęczonych, zaczerwienionych oczu, bo o taki efekt przy tej palecie naprawdę bardzo łatwo. Zdaję sobie sprawę z tego, że palety Naked Urban Decay to bardzo korzystne cenowo rozwiązanie - za 199pln /z racji tego, że marka dostępna jest w Sephorze, można spokojnie przyjąć cenę  w trakcie rabatów - 160pln/ otrzymujemy 12 świetnych jakościowo, rewelacyjnie napigmentowanych i prostych w obsłudze cieni z dodatkowym pędzelkiem i bonusem w postaci baz. Ale... I tu powracam do przydługiego wstępu, który w tym poście popełniłam. Jeżeli posiadacie w swoich zbiorach na tyle dużo kontrastujących z Naked3 odcieni, by móc swobodnie kreować nią makijaże, to jest to jak najbardziej polecany przeze mnie zakup. Jeżeli jednak rozważacie tę paletę jako jedyną porządną, świetną gatunkowo i służącą Wam jako podstawa codziennych makijaży, bądź też jedyną jaką będziecie zabierać ze sobą wyjeżdżając - to odpuście, bo efekt może Was rozczarować. Myślę, że do tego celu już choćby dwójka będzie nadawała się zdecydowanie bardziej. Ja kupowałam 3 głównie z myślą o pannach młodych, ale tak jak wspomniałam, mam naprawdę pod dostatkiem odcieni, którymi mogę zrównoważyć ten róż. W zasadzie potrzeba niewiele - kilku kredek i paru cieni, ale to już kolejne rzeczy, w które trzeba albo zainwestować, albo np. wrzucić je do kosmetyczki przed wyjazdem.


Podsumowując- absolutnie nie żałuję zakupu tej palety, z każdym użyciem lubię ją coraz bardziej i bawię się nią często, kombinując na wszelkie możliwe sposoby. Gdybym miała raz jeszcze podejmować decyzję, postąpiłabym tak samo i Naked 3 z całą pewnością znalazłaby się w moich zbiorach. To piękna, podkreślająca tęczówkę i tak naprawdę niecodzienna kompozycja odcieni. Jej jedyny /w moim odczuciu/ mankament opisałam powyżej - ciekawa jestem również Waszych odczuć względem tej palety.

p.s. z premedytacją nie wrzucam Wam swatchy tej palety, ponieważ internet aż roi się od nich i są naprawdę o niebo lepszej jakości, niż te, które ja zrobiłam dzisiaj przy zerowym świetle i przetaczających się przez Wrocław co ca. 5 minut śnieżycach

22 komentarze:

  1. uwielbiam tą paletę :) do niebieskiej tęczówki jest jak znalazł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jak mówiłam - przy niebieskiej i zielonej ta paleta to czysta magia ;)

      Usuń
  2. ja mam dwójeczkę i jest wystarczająca, bardzo lubię tworzyć nią dzienne makijaże :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam dwójkę i lubię bardzo, mam tez bacis i z tą z kolei planuję się rozstać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jak wyżej - mam ochotę na tą dwójkę ;)

      Usuń
  4. Nie rozumiem zachwytu blogowej sfery tymi paletkami. Fakt- kolory są śliczne jednak nie dałabym nigdy tyle zł za nie. Można spokojnie znaleźć o wiele tańsze o podobnej jakości (jak nie lepszej). Myślę, że za jakiś czas trochę ucichnie ten booom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. per saldo cena tej palety nie jest aż tak bardzo wygórowana - zakładając cenę po 20% rabacie wychodzi ca. 13pln za cień o sporej gramaturze, przy czym jakość tych cieni jest naprawdę imponująca, nawet dla kogoś takiego jak ja, kto wielbi głównie cienie MACowe i większość pozostałych rzadko kiedy spełnia moje oczekiwania ;)

      Usuń
  5. Mam tą paletę ,ale nie jestem do niej na 100% przekonana. Sama nie wiem ,ale czegoś mi w niej brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie - mi brakuje odrobinę przeciwwagi dla tego różu, jakiejś równowagi wśród tych 12 cieni ;)

      Usuń
  6. Mam 2 i basics 2 i 3 moze tez kiedys kupie

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ja i jesli chodzi o mnie to jestem z niej zadowolona, moje bialka oczne sa biale, bez zaczerwien, nie mam jakies opuchlizny na oczy... Jednyne co mi przeszkadzalo na poczatku to fakt ze podczas nadmiernego blendowania kolory moga sie za bardzo scalic i robia plamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to ja z plamami nie mam problemu /na MACowych Paint Potach/, z blendowaniem również, ale bardzo często malując siebie, lub kogoś muszę jednak sięgnąć po coś spoza tej palety, bo oczy wydają się zmęczone ;/

      Usuń
  8. Mam Basics2, a Naked w ogóle mnie nie kuszą. Kilka lat temu kupiłam jedynkę i po jakimś czasie puściłam ja w świat.
    W Krk od niedawna jest szafa UD i powiem Ci, że zachwyciły mnie te kosmetyki- szminki, cienie pojedyncze, baza to już w ogóle mój ulubieniec od lat no i czekam teraz na róże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdzie jest mebel Piękna? powiedz, że w G. Kazimierz, do Krakowskiej żadna siła mnie nie zaciągnie ;P pomadki - przynajmniej z tego, co widziałam w sieci zrobiły na mnie duże wrażenie, czekam więc tylko na moment, kiedy będę miała okazję zobaczyć je 'na żywo' ;)

      Usuń
  9. Jakiś czas temu uległam jej urokowi, ale teraz bardziej kusi mnie Zoeva zarówno pod względem estetyki opakowania jak i jakości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie miałam niestety Zoevy, więc trudno mi się odnieść, a z racji swojej niechęci do kupowania palet w ciemno w sieci, czekam aż marka chociaż na targach będzie dostępna stacjonarnie ;)

      Usuń
  10. No to wychodzi na to, że mam idealne białka :P Dla mnie 3-ka jest idealna i samowystarczalna (o ile mam ochotę na same brązy). Ale do pełni szczęścia brakuje mi nieco ciemniejszego brązu (z gatunku tych neutralnych). No i wyrzuciłabym Buzz, bo psuje estetykę całej palety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to ja z kolei Buzz bardzo lubię - mam podobny odcień z MACa, niestety zdenkowany już praktycznie i długo szukałam godnego następcy, a ten jest prawie wierną kopią. No właśnie o tej pełni szczęścia poniekąd pisałam - nie zdarzyło mi się jeszcze niestety nigdy, żebym była w stanie ograniczyć się w 100% tylko i wyłącznie do tej jednej palety, co przy takiej ilości odcieni jest mimo wszystko w moim odczuciu wadą. Zawsze byłam zmuszona dołożyć chociażby czarną kredkę, waniliowy cień, lub właśnie chłodny, neutralny brąz, żeby zniwelować optyczne zaczerwienienie spojówek.

      Usuń
  11. Mam 2-kę, bo 3-ka to nie do końca moja bajka. Nie jest to zła paleta, ale jakoś oferta UD mnie nie urzeka. Sama nie wiem... ile razy oglądam ich cienie, wybieram coś innego. No i większość moich spotkań z UD kończyła się bardzo szybko. Za to mają fenomenalne pomadki z serii Revolution <3 a teraz jest jeszcze nowa odsłona Sheer.
    W kwestii cieni do powiek, zaspokoiła mnie oferta Laury Mercier. Zwłaszcza palety i możliwość zbudowania własnej wedle potrzeb.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie widziałam te pomadki UD u Ciebie /nie pamiętam, czy udało mi się wstawić komentarz, bo Dis raz ze mną współpracuje, a innym razem niekoniecznie ;)/ i powiem Ci szczerze, że obudziłaś moje chciejstwo ;)

      Usuń

Bardzo serdecznie dziękuję za każdy komentarz :)

/Jednocześnie zmuszona jestem niestety zastrzec sobie prawo do usuwania komentarzy zawierających wulgaryzmy, SPAM, czy pisanych jedynie po to, by umieścić w nich link, czy odnośnik niezwiązany z tematem postu/

You might also like:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...