Na początku miesiąca pokazywałam Wam paletkę z jednej z nowych, świątecznych LE MACa. Przez te kilka dni eksploatowałam ten zestaw w każdą stronę, sprawdzałam jego trwałość i możliwe kombinacje, by zdążyć z recenzją przed weekendem, kiedy zapewne większość z Was wyruszy na łowy. Być może moja opinia pomoże którejś z Was podjąć ostateczną decyzję.
Producent - A palette of five perfectly coordinated smoky Eye Shadows that blend for
deeply dramatic holiday looks. Highly pigmented M∙A∙C formulas
highlight and contour with buildable colour intensity. Satin-tufted
compact with demure black patent bow accent.
Taupeless (lavender pink)
Satin Taupe (taupe with silver shimmer)
Love Spice (mid-tone rosy pink with pearl)
Spellcaster (matte aubergine)
Black Slip (rich blackened plum with pearl)'
Opakowanie - gadżet nad gadżetami - tego nie sposób ukryć. Poza tym, że wygląda i cieszy oko /zwłaszcza mojej córy -
róziowy/ jest maksymalnie niepraktyczny. Brudzi się w zastraszającym tempie i prawdę mówiąc spełnia swoją rolę stojąc jedynie na toaletce czy półeczce - w kufrze nie wróżę mu świetlanej przyszłości.
Zamknięcie, mimo, że pozbawione zatrzasku, trzyma dość dobrze.
Wewnątrz znajduje się spore lusterko oraz pędzelek SE 213. Opakowanie zawiera 4 g, czyli pojedyncze cienie to 0,8g - nie jestem w stanie dociec, czy gramatura rozkłada się proporcjonalnie na wszystkie, czy też np. podłużne są nieznacznie większe od kwadratów.
Produkt - Paleta zawiera 5 cieni o różnym wykończeniu. Znajdziemy wśród nich dwa cienie Frost - Satin Taupe oraz Love Spice, Lustre - Taupeless, Veluxe Pearl - Black Slip oraz Matte - Spellcaster.
W moim odczuciu czarne konie tego zestawu to
Black Slip oraz Love Spice. Satin Taupe oraz
Spellcaster oceniam na cztery z plusem, Taupeless w wykończeniu lustre rozczarowuje, ale sprawdza się do roztarcia cieni w wewnętrznym kąciku.
Efekt - ilość możliwości, które daje ta paleta jest w zasadzie ograniczony jedynie osobistą fantazją. Ja przez te kilka dni każdego dnia nosiłam na powiekach inną kombinację i żadna mnie nie zawiodła. Cienie bardzo dobrze się blendują, są wystarczająco napigmentowane i wcale nie potrzeba magicznych sztuczek, by tą pigmentację z nich wydobyć - wystarczą pędzle 217 i 226. Na Paint Pocie - Soft Ochre trzymają się powieki od wczesnego rana do późnego wieczoru. Nic się nie zbiera, nic nie roluje. Na swatchach widzicie je bez jakiejkolwiek bazy, zaaplikowane palcem. Wrzucam ich tak ogromną ilość, ponieważ mój aparat ostatnio ma straszne problemy z ostrością - nie wiem czy to kwestia złej pogody, ale na dniach - gdy tylko dane mi bedzie wyjść z domu - sprawię sobie porządną żarówkę, która mam nadzieje rozwiąże problem. Mam wrażenie, że poprzedni - słabszy był na tym punkcie mniej czuły.








Podsumowując - któryś raz z rzędu odnoszę wrażenie, że trzymam w dłoniach zupełnie inną paletę, niż ta zrecenzowana na popularnym portalo-blogu. I po raz któryś z kolei - trzeci, albo czwarty - gdyby nie moja przekora odpuściłabym sobie zakup naprawdę fajnego produktu kierując się tą niepochlebną recenzją. Nie jestem w stanie odnaleźć w Fabulousness Smoky Eye Palette nawet połowy wad. Jedyne zarzuty jakie ja mam w stosunku do niej to niepraktyczne opakowanie - ale rozumiem - taka jest konwencja kolekcji, a ja też patrzę trochę przez pryzmat kufra, oraz gramatura, ale w tym przypadku rozpieszczona jestem trochę ogromną Jungle Camouflage z LE Carine. I tu również mój apel do Was - nie wydawajcie ostatecznych sądów na podstawie recenzji jednego serwisu - oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo wpływowe i opiniotwórcze miejsce, ale nie pierwszy raz coś mi tam nie gra, bo to naprawę nie jest zły produkt, a sprawdziłam to kilkakrotnie i bardzo rzetelnie.